Rzecznik berlińskiej policji nie chciał rozmawiać, decyzje podejmował... „fuhrer”
Podczas programu na żywo w Republice dziennikarka Aleksandra Fedorska próbowała skontaktować się z rzecznikiem niemieckiej policji, by uzyskać informacje na temat skandalicznego zachowania funkcjonariuszy wobec członków Ruchu Obrony Granic. Po kilku słowach rozmówca rozłączył się, a kolejne połączenie zostało przekierowane do punktu przyjmowania zgłoszeń.
Członkowie Ruchu Obrony Granic pojechali do Berlina, aby w miejsce głazu, który ma upamiętniać polskie ofiary II wojny światowej, postawić symboliczny krzyż. szybko się jednak okazało, że nie mają zgody na zgromadzenie, więc przybyła w ogromnej sile niemiecka policja nie zgodziła się na jakiekolwiek działania w okolicach głazu.
Obserwując na bieżąco transmisję z wydarzeń w Berlinie Aleksandra Fedorska oceniła, że niemieccy funkcjonariusze prowadzą zorganizowaną akcję policyjną i wygląda na to, że wszystko zostało przygotowane znacznie wcześniej. Będąc na żywo na antenie dziennikarka połączyła się z rzecznikiem prasowym niemieckiej policji, który po zaledwie kilku zdaniach... rozłączył się. Ponowna próba połączenia została przekierowana do „centrum zarządzania”.
Rozmówca poinformował, że nie jest upoważniony do wypowiada się dla mediów i odesłał do... „fuhrera”, który jest obecny na miejscu zdarzenia i tam podejmuje decyzje. Niestety na miejscy żaden z funkcjonariuszy nie chciał wskazać „fuhrera” i wszyscy odsyłali z pytaniami do rzecznika.
CZYTAJ WIĘCEJ:
Tak dokładnie wyglądał atak niemieckich mundurowych na Polaków [NAGRANIE]
Córka Bąkiewicza: „Jest źle, Tata w ciężkim stanie”
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X