Pejo w Republice: rząd uderza w polskich przedsiębiorców
Poseł Konfederacji Bartłomiej Pejo, poranny gość Republiki, ostro skrytykował działania rządu Donalda Tuska wobec przedsiębiorców. Mówił m.in. o planowanych uprawnieniach Państwowej Inspekcji Pracy, umowach B2B, nadmiernych regulacjach, KSeF oraz sytuacji mikro-, małych i średnich firm. Polityk odniósł się także do kwestii migracji i zamówień dla przemysłu śmigłowcowego.
Pejo: pieniądze miały trafiać do firm produkujących w Polsce
Na początku rozmowy Bartłomiej Pejo odniósł się do sytuacji zakładów PZL-Świdnik i zamówień na śmigłowce. Jak zaznaczył, w tej sprawie kierował już interpelacje i rozmawiał ze związkowcami. Krytykował perspektywę wyboru maszyn Airbusa zamiast śmigłowców produkowanych w Świdniku:
– Kilka interpelacji już w tej sprawie napisałem. W Świdniku odbywały się rozmowy ze związkowcami, była też wyjazdowa Komisja Obrony Narodowej. Nie da się przekonać naszych rządzących do tego, żeby jednak postawić – może niekoniecznie na polskie, bo to nie jest już stricte polska firma – ale na śmigłowce produkowane w Polsce. W Świdniku pracuje prawie 4 tysiące osób – mówił poseł Konfederacji.
Pejo wskazywał, że zapowiedzi dotyczące kierowania zamówień do firm działających w Polsce rozmijają się, jego zdaniem, z rzeczywistością:
– Mieliśmy kupować 90 proc. w Polsce. A okazuje się właśnie na tym przykładzie Świdnika, jak to faktycznie wygląda – stwierdził.
Jednym z tematów rozmowy była również migracja. Pejo przekonywał, że Konfederacja od lat ostrzegała przed powtarzaniem w Polsce błędów państw Europy Zachodniej:
– Przestrzegamy i przestrzegaliśmy od dawna, jak sięgam pamięcią, to był 2015 rok, kampania wyborcza. Nie tylko kampania wyborcza. Mówimy o tym jasno, że trzeba patrzeć na to, co dzieje się w Europie Zachodniej. To nie pierwszy raz, nie pierwszy rok, nie pierwsze miesiące, kiedy tego typu sceny odbywają się w Europie Zachodniej – powiedział.
Poseł Konfederacji ocenił, że Polska powinna zdecydowanie ograniczyć napływ nielegalnych migrantów:
– Jak my o tym mówimy i mówiliśmy, to nam zarzucano, że straszymy ludzi, straszymy Polaków, żebyśmy się opanowali. Natomiast sytuacja jest naprawdę bardzo kiepska. Jeżeli nie powstrzymamy tego napływu migrantów, przede wszystkim nielegalnych migrantów, to niestety na polskich ulicach będziemy mieli piekło – mówił.
Spór o umowy B2B. „Powinniśmy mieć święte prawo decydowania”
Znaczna część rozmowy dotyczyła zmian związanych z kompetencjami Państwowej Inspekcji Pracy i możliwością kwestionowania umów cywilnoprawnych oraz współpracy B2B. Pejo wskazywał na przypadek jednej z firm, w której – jak mówił – konsekwencje zmian mogą dotknąć około 5 tys. osób:
– Nie miało być tak pięknie? To przecież ta lewica miała się opiekować pracownikami, jak to krzyczą z trybuny sejmowej. Gdziekolwiek idą, mówią, że jako lewica będą dbać o pracowników, o tych najbardziej potrzebujących. Okazuje się, że działa to zupełnie odwrotnie. To jest tylko przykład. 5 tysięcy osób straci pracę przez ten bzdurny wymysł pani Dziemianowicz-Bąk, polegający na tym, że ministerstwo i Państwowa Inspekcja Pracy będą decydować o tym, które umowy mają być przekształcane – przekonywał.
Zdaniem polityka zmiany mają również negatywne konsekwencje dla finansów publicznych:
– To jest łatanie dziury budżetowej, tylko nieskuteczne, bo w momencie, kiedy te 5 tysięcy osób straci pracę, pewnie część się przekwalifikuje i znajdzie ją w zupełnie innym miejscu, a część faktycznie straci pracę albo pójdzie do urzędów pracy, gdzie trzeba będzie płacić zasiłki. I na tym nasze państwo na pewno nie skorzysta. Po pierwsze straci na tym gospodarka, a po drugie trzeba będzie z naszych wszystkich kieszeni zapłacić tym, którzy nie pracują – mówił Pejo.
Poseł podkreślał przy tym znaczenie swobody zawierania umów:
– Ja jestem dorosły i umawiam się z inną firmą, że chcę świadczyć dla niej pewnego rodzaju usługi albo umawiam się, że będę wystawiać fakturę. Faktur wystawiam pięć, dziesięć, dwadzieścia. I powinniśmy mieć święte prawo decydowania o tym, jakie umowy chcemy zawierać – powiedział.
„Dlaczego oni się wtrącają do mojej wolności?”
Pejo argumentował, że przymusowa zmiana formy współpracy może spowodować gwałtowny wzrost kosztów ponoszonych przez firmy:
– Taki człowiek, który wcześniej współpracował z kimś na zasadzie faktury B2B, będzie musiał płacić półtora raza więcej, bo takie są koszty. W związku z tym cały jego biznesplan się rozpada i myśli sobie: niestety, nie stać mnie na to, likwiduję biznes albo rezygnuję z tej osoby, lub zatrudniam ją na pół etatu. Przecież to jest fikcja. Dlaczego oni się wtrącają do mojej wolności? – pytał.
Polityk zwrócił również uwagę na możliwość odwoływania się od decyzji PIP do sądów i krótki termin przewidziany na rozpoznawanie takich spraw:
– Sąd ma 30 dni na to, żeby podjąć decyzję. W tej chwili procesy trwają 10, 15, 20 lat. Są takie procesy, które trwają. Teraz sąd ma podjąć decyzję. Przecież to jest zawalenie sądów sprawami. Oni nie będą mogli tego zrobić albo będą to robili tak: nie rozpatruję sprawy, nie czytam, nie mam czasu, twierdzę tak, jak mówi Państwowa Inspekcja Pracy. Przecież to jest lipa. To jest jedna wielka lipa – ocenił.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X