Marszałek z PZPR i lekcja „patriotyzmu" dla prezydenta Nawrockiego
W rocznicę sowieckiej agresji prezydent Karol Nawrocki powiedział we Włodawie, że naród może stracić terytorium, a nie stracić Ojczyzny. Niefortunny wpis Kancelarii zamienił „stracić" na „oddać", a koalicja 13 grudnia z ulgą rzuciła się na czasownik, żeby nie musieć rozmawiać o rzeczowniku. Obóz, który dziś poucza prezydenta o nienaruszalności polskich granic, ma jednak na fotelu marszałka Sejmu człowieka, który w PZPR spędził siedem lat. Kto ma prawo uczyć innych pamięci o 17 września?
Przypomnijmy, o co poszło. We Włodawie prezydent mówił: „Możemy stracić terytorium, a nigdy nie stracimy naszej ojczyzny". Kancelaria Prezydenta opublikowała jednak jako cytat inną, bardziej niefortunną wersję: „możemy oddać terytorium, ale nigdy nie oddamy naszej Ojczyzny". Na ten wpis odpowiedział Donald Tusk: „Panie Prezydencie, proponuję skasować ten wpis. Nie zamierzamy oddać ani skrawka naszego terytorium". Za premierem ruszyli Władysław Kosiniak-Kamysz, Borys Budka i Roman Giertych, dopytujący, „jaką część terytorium" prezydent „planuje oddać".
Czasownik we wpisie był błędem. Ale kontekst był jednoznaczny, co prezydent przypomniał w odpowiedzi: „Panie Premierze, historyku, dziś jest 17 września... 87 lat temu straciliśmy terytorium, ale nie straciliśmy Ojczyzny". Po sowieckiej agresji ZSRR zajął ponad połowę terytorium II Rzeczypospolitej. Znaczna część tych ziem – w tym Lwów, Wilno, Grodno, Pińsk i Stanisławów – nie wróciła już po wojnie do Polski. A jednak Polska przetrwała, bo przetrwała pamięć.
Stracić czy skasować?
Najzabawniejsze w tym wszystkim jest słowo „skasować". W PRL 17 września kasowano bardzo skutecznie przez 45 lat. Z podręczników, z akademii, z kalendarzy, z filmów. A było co kasować. Wejście Armii Czerwonej przekreśliło plan obrony na przedmościu rumuńskim, w nocy z 17 na 18 września władze Rzeczypospolitej przekroczyły granicę z Rumunią, a do sowieckiej niewoli trafiło około 240 tysięcy polskich żołnierzy. Potem przyszły Katyń, cztery masowe deportacje w głąb ZSRR i granica wytyczona w Jałcie.
Szymon Biel przypomniał na łamach portalu Republiki w samą rocznicę: „Gdyby 17 września Rosja nie napadła na Polskę, być może nie byłoby w historii II wojny światowej byłoby w historii II wojny światowej, obozów koncentracyjnych i milionów wymordowanych w okrutny sposób ludzi, być może świat nie byłby świadkiem dramatu narodów, tragedii jednostek w skali nigdy przedtem niespotykanej.". W PRL takiego zdania nie dałoby się wydrukować. Niezależne obchody rozpędzano, a cenzura pilnowała, by nikt publicznie nie obarczał ZSRR odpowiedzialnością za pakt Ribbentrop-Mołotow.
„Dziedzictwo nasze przypadło obcym"
Stary Testament zna ten rodzaj żałoby lepiej niż nasi komentatorzy. W Lamentacjach czytamy: „Dziedzictwo nasze przypadło obcym, domy nasze cudzoziemcom" (Lm 5,2). Wygnańcy nad rzekami Babilonu przysięgali: „Jeruzalem, jeśli zapomnę o tobie, niech uschnie moja prawica" (Ps 137,5). Przez dwa i pół tysiąca lat nikt nie uważał tych słów za zapowiedź kapitulacji.
Polska ma swój psalm 137. Śpiewano go w kresowych domach rozrzuconych po Wrocławiu, Gdańsku i Szczecinie. W walizkach przywiezionych ze Lwowa, w albumach z Wilna, w mowie babć, która do końca zachowała śpiewny akcent. Terytorium można stracić w kilka tygodni. Pamięć trzeba mordować latami – i PRL próbowała to zrobić.
Włodzimierz Czarzasty – towarzysz z rocznika 1983
Włodzimierz Czarzasty wstąpił do PZPR w 1983 roku i pozostał jej członkiem do 1990 roku. W maju 1983 roku milicjanci skatowali na komisariacie przy Jezuickiej niespełna dziewiętnastoletniego Grzegorza Przemyka. Rok później funkcjonariusze SB zamordowali księdza Jerzego Popiełuszkę.
Kiedy Czarzasty wstępował do partii, PZPR miała konstytucyjny status „przewodniej siły politycznej społeczeństwa", a konstytucja nakazywała państwu „umacniać przyjaźń i współpracę" ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Agresja z 17 września pozostawała tematem tabu, a odpowiedzialności ZSRR za Katyń nie wolno było publicznie przypisywać.
Od 18 listopada 2025 roku ten sam człowiek jest marszałkiem Sejmu. Premier, który sam wywodzi się z opozycji antykomunistycznej, powinien to rozumieć lepiej niż ktokolwiek. Czy wypada, by obóz z takim marszałkiem pouczał prezydenta o wierności polskiej ziemi? Czy Donald Tusk, tak czuły na punkcie słownych detali, zauważył, kto stoi obok niego?
Czas milczenia
Prorok Abdiasz – autor najkrótszej księgi Starego Testamentu – napisał ją w całości przeciw Edomowi. Murów Jerozolimy burzyli głównie Babilończycy, a Abdiasz ma do Edomitów pretensję o coś innego – o bierność, radość z klęski Judy i skrzętne korzystanie z jej upadku: „W dniu, gdy stałeś z daleka, w dniu, gdy obcy uprowadzali jego wojsko (...), byłeś i ty jak jeden z nich" (Ab 1,11).
Nikt nie żąda od towarzyszy z rocznika 1983 i ich dzisiejszych kolegów pokuty w worze i popiele. Kohelet przypomina jednak, że jest „czas milczenia i czas mówienia" (Koh 3,7). Ludzie, którzy karierę zaczynali w partii pilnującej przemilczenia 17 września, mogliby ten jeden dzień w roku przynajmniej przeczekać w ciszy. Ich partia miała w tym czterdzieści lat wprawy.
Miłosz Manasterski
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X