Unia kolegów, czyli członkostwo po znajomości?
Turcja ma status kandydata do Unii od 1999 roku, choć wniosek złożyła już w 1987. Macedonia Północna czeka od 2005 roku. W tym samym 1987 roku Rada odrzuciła wniosek Maroka, uznając, że nie jest ono państwem europejskim. 16 września Ursula von der Leyen zaproponowała tymczasem, by Kanada została pierwszym „członkiem stowarzyszonym" UE. Taki status nie istnieje dziś w unijnych traktatach i nikt nie przedstawił jeszcze jego definicji. Czy do Unii wchodzi się dziś przez procedury, czy po znajomości?
„Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze" – pisał George Orwell w „Folwarku zwierzęcym". W orędziu o stanie Unii przewodnicząca Komisji Europejskiej powiedziała: „Chciałabym pracować z wami nad otwarciem drzwi, by Kanada stała się pierwszym członkiem stowarzyszonym UE". Sala zgotowała jej owację, a unijny dyplomata przyznał w rozmowie z Reutersem: „nikt tak naprawdę nie wie, co to znaczy".
Na razie nie wiadomo nawet, czym taki status miałby być. Propozycja padła, zanim państwa członkowskie uzgodniły w tej sprawie wspólne stanowisko.
Kolejka pod drzwiami
Unia Europejska od dekad przyciąga państwa z trzech kontynentów. Jedne złożyły wnioski i czekają, inne tylko o tym rozmawiały. Turcja prowadzi negocjacje od 2005 roku, a od 2018 roku stoją one w martwym punkcie. Macedonia Północna ma status kandydata od 2005 roku, Czarnogóra od 2010, Serbia od 2012, Albania od 2014. Bośnia i Hercegowina, Mołdawia i Ukraina dołączyły do tej listy w 2022 roku, Gruzja w 2023, choć jej droga jest dziś faktycznie zatrzymana. Kosowo złożyło wniosek w 2022 roku, a Armenia zapowiada go „w najbliższej przyszłości".
Są też ci, którym się nie udało albo którzy się rozmyślili. Maroko zostało odrzucone. Szwajcaria wycofała swój wniosek w 2016 roku, Norwegowie dwukrotnie powiedzieli „nie" w referendach, a Islandczycy pod koniec sierpnia odrzucili wznowienie rozmów. Tunezja wynegocjowała „uprzywilejowane partnerstwo", a w Izraelu sondaże przez lata pokazywały sympatię dla idei członkostwa.
Kanada w tej kolejce nigdy nie stała. Nie jest państwem europejskim, a tylko takie art. 49 Traktatu o Unii Europejskiej dopuszcza do pełnego członkostwa. Carney sam mówi, że Kanada o pełne członkostwo nie zabiega. Mimo to to właśnie Ottawa usłyszała słowo „członek", zanim zdefiniowano, czym taki status miałby być.
Pouczani i nagradzani
Unia potrafi być bardzo wymagająca. Przekonała się o tym Polska. W grudniu 2017 roku Komisja uruchomiła wobec rządu Prawa i Sprawiedliwości procedurę z art. 7, a środki z Krajowego Planu Odbudowy latami pozostawały zablokowane.
Po zmianie rządu porozumienie z Komisją przyszło szybko. W lutym 2024 roku Komisja otworzyła Polsce drogę do maksymalnie 137 mld euro z funduszy odbudowy i polityki spójności, a pod koniec maja zakończyła procedurę z art. 7. Human Rights Watch, organizacja, której trudno zarzucić sympatię do PiS, uznała tę decyzję za przedwczesną.
Podobnie było z Węgrami. Za rządów Fideszu miliardy euro pozostawały zamrożone. W kwietniu 2026 roku wybory wygrał Péter Magyar, a 29 maja uzgodnił z Komisją odblokowanie 16,4 mld euro. Von der Leyen mówiła, że Węgrzy „postanowili wrócić do samego serca naszej Unii, gdzie jest ich miejsce". Budapeszt musi wprawdzie spełnić 27 szczególnych kamieni milowych, ale tempo robi wrażenie.
Moim zdaniem trudno nie widzieć w tym politycznego kryterium. Konserwatywny rząd państwa członkowskiego bywa traktowany jak kandydat na dorobku, któremu stawia się warunki i wstrzymuje fundusze. Rząd zza oceanu, który dobrze układa się z Brukselą, dostaje propozycję statusu, którego treści ani podstawy prawnej dotąd nie zdefiniowano.
Kto się boi dużych
Rozszerzenie Unii leży w polskim interesie, bo może zmienić to, jak Unią się rządzi. Weźmy Turcję. To nasz sojusznik z NATO od 1952 roku, z drugą co do liczebności armią Sojuszu. Kanada została pierwszym państwem spoza Europy uczestniczącym w unijnym programie zbrojeniowym SAFE. Turcja nie ma obecnie umowy pozwalającej jej w nim uczestniczyć; Grecja i Cypr sprzeciwiały się dopuszczeniu Ankary bez rozwiązania swoich zastrzeżeń.
Licząca ponad 86 mln mieszkańców Turcja byłaby też dziś najludniejszym państwem Unii, a przy głosowaniu większością kwalifikowaną w Radzie liczy się właśnie liczba ludności. Takiego członka nie da się prowadzić za rękę. Ankara od lat czeka na łaskę europejskich elit, a dziś coraz rzadziej w ogóle się na nią ogląda.
Kanada liczy około 41 mln mieszkańców, więcej niż Polska. Gdyby przyjęto rozwiązanie podobne do modelu, który kanclerz Friedrich Merz proponował w maju Ukrainie, nie miałaby jednak prawa głosu.
Donald Trump nazwał pomysł potencjalnie „wrogim aktem" i zagroził „bardzo poważnymi cłami". Komisja odpowiada, że partnerstwo „nie jest wymierzone przeciwko nikomu". Trudno mi jednak czytać tę ofertę w oderwaniu od sporu Brukseli z Waszyngtonem.
Tak, ale po kolei
Polska nie powinna blokować zbliżenia z państwami nam przyjaznymi, a Kanada, jako członek NATO, jest naszym sojusznikiem. Tyle że sojusznikiem jest również Turcja, kandydat od 1999 roku. Nie może być tak, że członkostwo „ekstra" czy „VIP" zapowiada się z mównicy, zanim odbędzie się jakakolwiek debata i zanim wypowiedzą się państwa członkowskie.
Polska ma tu realny głos. Jeśli status przybrałby formę umowy stowarzyszeniowej, potrzebna byłaby jednomyślność w Radzie i zgoda Parlamentu Europejskiego. Jeśli wymagałby zmiany traktatów, musiałyby go ratyfikować wszystkie państwa członkowskie. A jeśli dziś wystarczy sympatia przewodniczącej, to kto jutro? Może Meksyk, też po koleżeńsku?
Dlatego odpowiedź polskiej dyplomacji nie powinna brzmieć „nie, bo nie", lecz „tak, ale po kolei". Najpierw Armenia, Mołdawia, Bałkany Zachodnie, Gruzja, gdy wróci na europejską drogę, Ukraina, kiedy zabezpieczymy nasze interesy. Warto też odświeżyć rozmowy z Turcją, a z Marokiem i innymi sąsiadami z południa rozmawiać o czymś więcej niż o zatrzymywaniu migrantów. Im więcej państw przy stole, tym trudniej prowadzić Unię z jednego gabinetu i jednej stolicy.
A może pytanie trzeba postawić szerzej: czy Polsce nie służyłby lepiej blok, w którym główną rolę gra Ameryka, a nie Unia kolegów?
Miłosz Manasterski
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Prezydent: mam nadzieję, że Kosiniak-Kamysz w końcu spotka się ze stroną amerykańską
"81 lat…". Internauci ostro komentują brak środków dla polskich ofiar niemieckiej okupacji
SZALEŃSTWO. Eurokraci chcą przyznać nielegalnym imigrantom prawa wyborcze