Niezalezna.pl: Śmierć w ciemnościach. Wysłano pilota i złamano procedury
"Dlaczego pilot Dromadera musiał walczyć z czasem i ciemnością? Mimo wyraźnych ograniczeń technicznych maszyny i odmowy wsparcia z innych regionów, samolot gaśniczy wystartował z Warszawy do pożaru na Lubelszczyźnie. Maszyna rozbiła się w rejonie pożaru o 20.41 – ponad 45 minut po zachodzie słońca. Przybliżamy jak doszło do decyzji, które doprowadziły do wysłania pilota na misję w warunkach, w których Dromader nigdy nie powinien być już nad zagrożonym obszarem" - czytamy w artykule Tomasza Grodeckiego na portalu Niezalezna.pl.
Samolot M-18 Dromader jest samolotem rolniczym i gaśniczym, który nie jest certyfikowany do lotów w nocy, a nawet po zmierzchu.
Samolot PZL M18 Dromader o znakach SP-ZUT wystartował z Warszawy w okolicach godz. 19.00, by gasić płonące lasy w okolicach miejscowości Osuchy (woj. lubelskie). O godz. 20.41 maszyna nagle zniknęła z radarów. Pilot zginął na miejscu. Zachód słońca 5 maja w tym regionie nastąpił około godz. 19.56. Co maszyna robiła tak późno, wbrew jej możliwościom? Kto wystosował dyspozycje do tak późnego lotu?
Odmowy lotu
Według informacji portalu Niezależna.pl strażacy i leśnicy próbowali wysłać w miejsce pożaru inne statki powietrzne z pozostałych baz. Te po kolei odmawiały – argumentując, że nie mogą operować po zmroku. Tak było np. w przypadku Białegostoku. W wypadku PZL M18 Dromader o znakach SP-ZUT było inaczej.
Samolot, który został wysłany na akcję należał do Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie. Stacjonował na stołecznym lotnisku Babice.
Lasy Państwowe dysponują 42 statkami powietrznymi. Są zlokalizowane w całej Polsce. Zapotrzebowania na ich usługi są składane przez Regionalne Dyrekcje do Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych.
W umowach jest zapis, że czas i stopień gotowości startowej określa zamawiający na podstawie stopnia zagrożenia pożarowego w danym dniu. Loty mogą być wykonywane od godz. 10.00 do godziny przed zachodem słońca, z wyjątkiem przypadków, gdy przeprowadzana jest akcja gaśnicza. Zmrok to są warunki niebezpieczne. Są ograniczenia w lotach o tej porze. Nie chcę mówić kto wydał polecenie lotu w tym przypadku. Nie była to decyzja pojedynczej osoby
– powiedziała portalowi Niezależna.pl rzecznik Lasów Państwowych Regina Klimaszewska.
Duża część samolotów (konkretnie 19), w tym PZL M18 Dromader, są użytkowane przez Lasy Państwowe na podstawie umowy z państwową spółką Mieleckie Zakłady Lotnicze.
Portal Niezalezna.pl porozmawiał jej z dyrektorem operacyjnym Grzegorzem Walczakiem.
Wykonujemy opryski lasów i gasimy pożary. Jesteśmy kontraktowani przez Lasy Państwowe. Latamy w ciągu dnia, w razie prowadzenia akcji gaśniczej możemy pracować do zachodu słońca. Pół godziny po zachodzie słońca trzeba wracać i lądować na lotnisku. Nie robimy operacji nocnych
– powiedział.
Portal Niezalezna.pl zapytał dyrektora czy ma wiedzę, kto wydał decyzję o tak późnym locie PZL M18 Dromader z Warszawy nad teren pożaru na odległej Zamojszczyźnie.
Nasze Dromadery są rozlokowane w 19 bazach. Samoloty, które brały udział w akcji są z baz w Kielcach, Radomiu, Piotrkowie Trybunalskim i Warszawie. Zostały wezwane do pożaru, bo taki mamy kontrakt z Lasami Państwowymi. Samoloty gaszą pożar. Jeżeli jest już późno nie wracają do bazy, tylko lądują na najbliższym lotnisku, tam leśnicy zabezpieczają pilotom nocleg, uzupełniają paliwo, biorą wodę. Tak się to odbywa
– stwierdził Walczak.
Więcej w artykule portalu Niezalezna.pl: Śmierć w ciemnościach. Wysłano pilota i złamano procedury
Źródło: Republika, Niezalezna.pl
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X