Afera powodziowa. 4,5 mln zł kontra 85 zł. Czarnek ostro do rządu
4,5 mln zł pomocy powodziowej i zaledwie 85 zł dla jednego z poszkodowanych realnymi skutkami powodzi. Przemysław Czarnek podczas konferencji w Bodzanowie wskazał na ogromne dysproporcje w rozdysponowaniu środków i zapytał: „Co się działo przez dwa lata?”.
Sprawa zaczęła się od informacji dotyczących około 4,5 mln zł, które w ramach pomocy dla przedsiębiorców miały trafić do trzech firm z Dziwiszowa na Dolnym Śląsku. Jednym z przedsiębiorstw jest firma należąca do męża Anny K., byłej działaczki Koalicji Obywatelskiej i byłej wiceprezes Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego.
Przedsiębiorstwo otrzymało 200 tys. zł pożyczki z programu skierowanego do firm dotkniętych skutkami powodzi z września 2024 roku. Wśród beneficjentów miały znaleźć się również firmy związane z sąsiadem Anny K. oraz właścicielem lokalnej telewizji współpracującej z samorządem.
Śledztwo prowadzi Prokuratura Europejska. W środę funkcjonariusze CBA zatrzymali sześć osób, w tym przedstawicieli trzech przedsiębiorstw oraz byłego wysokiego rangą pracownika KARR. Wobec trzech podejrzanych skierowano wnioski o tymczasowe aresztowanie, a Sąd Rejonowy Katowice–Wschód zdecydował o ich zastosowaniu.
„Mamy obraz dwóch rzeczywistości”
Do sprawy odniósł się Przemysław Czarnek. Polityk wskazywał na różnicę między kwotami wypłacanymi niektórym beneficjentom a pomocą, którą otrzymali mieszkańcy terenów dotkniętych powodzią.
– „Mamy obraz dwóch rzeczywistości, które się ze sobą ścierają”
– mówił.
Następnie wymieniał przykłady kwot, które jego zdaniem pokazują tę dysproporcję. Wskazał m.in. na 170 tys. zł dla przewodniczącej Rady Miasta Nysa, 500 tys. zł nagród i premii dla urzędników oraz przypadek mieszkańca, którego gospodarstwo ucierpiało podczas powodzi, a który miał otrzymać 85 zł pomocy.
– „I mamy pana Kazimierza, którego gospodarstwo ucierpiało i który dostał 85 złotych”
– powiedział Czarnek.
Mieszkańcy wciąż czekają na pomoc
Polityk zwrócił również uwagę na sytuację mieszkańców Bodzanowa. Jak mówił, część terenów rolnych i sadów nadal nie jest wykorzystywana w pełnym zakresie po przejściu żywiołu.
Wskazywał też na problemy z infrastrukturą. Według jego relacji mieszkańcy nadal zmagają się m.in. z niedrożnymi rowami. Jeden z nich miał ponownie doprowadzić do zalania drogi kilkanaście dni przed konferencją.
– „Mamy mieszkańców Bodzanowa, którzy liczą na to, że będziemy przyjeżdżać częściej, to może częściej cokolwiek będzie tutaj robione” – mówił.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X