Łukasz Pawłowski: Prawica ma 51–52 proc. poparcia. Kluczowy będzie sposób startu w wyborach
– Dzisiaj więcej zależy od tego, jak te partie wystartują w wyborach, w jakich koalicjach i jak to się przełoży na mandaty – mówił na antenie Republiki Łukasz Pawłowski, szef Ogólnopolskiej Grupy Badawczej. W rozmowie z Michałem Rachoniem analizował zmiany na polskiej scenie politycznej, sytuację PiS po powstaniu Rozwoju Plus, siłę Konfederacji i ugrupowania Grzegorza Brauna oraz konsekwencje rozdrobnienia prawej strony sceny politycznej.
Pawłowski: scena polityczna jest bardziej stabilna, niż się wydaje
Gościem Michała Rachonia w porannym programie Republiki był Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej. Rozmowa dotyczyła przede wszystkim zmian zachodzących na polskiej scenie politycznej i tego, jak obecne poparcie dla poszczególnych ugrupowań może przełożyć się na przyszły układ sił w Sejmie.
Zdaniem Pawłowskiego mimo powstawania kolejnych ugrupowań podział polskiego elektoratu pozostaje stosunkowo stabilny:
– Wbrew pozorom ta scena polityczna jest w miarę poukładana. Jest mniej więcej 51–52 proc. prawicy, 48 proc. po stronie liberalnej i one tam się kotłują wewnętrznie. Komuś rośnie, komuś spada, ale to jest całkiem stabilne – mówił.
Jak podkreślił, z punktu widzenia przyszłych wyborów szczególne znaczenie może mieć nie tyle łączne poparcie dla poszczególnych bloków, ile liczba list wyborczych i sposób rozłożenia głosów:
– Dzisiaj więcej zależy od tego, jak te partie wystartują w wyborach, w jakich koalicjach i jak to się przełoży na mandaty, niż od tego, że nagle prawica dostanie 60 proc. albo Donald Tusk znowu będzie mieć ponad 50 proc., bo to się raczej nie zdarzy. Ważniejszy jest ten układ wewnętrzny, czyli: na jednej liście, na dwóch listach, czy Morawiecki wystartuje, nie wystartuje. To ma dzisiaj kluczowe znaczenie – ocenił szef OGB.
Rozwój Plus odbiera przede wszystkim wyborców PiS
Pawłowski odniósł się również do powstania Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego. Według niego pojawienie się nowego ugrupowania nie spowodowało istotnego poszerzenia całego prawicowego elektoratu, ale przede wszystkim doprowadziło do jego dalszego podziału:
– Jak pojawi się nowa partia, nagle nie ma nowych wyborców. Pojawił się Mateusz Morawiecki, ale nie przybyło wyborców. Oni się po prostu podzielili na więcej partii. 90 proc. wyborców Mateusza Morawieckiego to są wyborcy, którzy gdyby tej partii nie było, głosowaliby na Prawo i Sprawiedliwość – powiedział.
Prezes OGB nie zgodził się przy tym z porównywaniem projektu byłego premiera do roli, jaką przed wyborami w 2023 roku odegrała Trzecia Droga:
– Nie, nie jest to możliwe i porównanie jest bardzo nielogiczne. Szymon Hołownia nie był premierem przez siedem lat i nie był główną twarzą tej drugiej strony. Mateusz Morawiecki jest dzisiaj jednym z najbardziej rozpoznawalnych polityków w Polsce i jednym z liderów nieufności, właśnie dlatego, że rządził. To jest ten ciężar rządzenia – tłumaczył.
Według Pawłowskiego samodzielny start Rozwoju Plus przy poparciu oscylującym w granicach progu wyborczego byłby obarczony znacznym ryzykiem:
– 5 proc. u Mateusza Morawieckiego to zdecydowanie mniej mandatów niż 5 proc. na jednej liście, na przykład Prawa i Sprawiedliwości. Moim zdaniem ja dzisiaj nie wierzę w taki scenariusz, że Mateusz Morawiecki startuje samodzielnie. To jest w ogóle nielogiczne – stwierdził.
Najnowsze badania innych ośrodków również pokazują Rozwój Plus w okolicach kilku procent. W badaniu CBOS opublikowanym 11 września ugrupowanie uzyskało po uwzględnieniu niezdecydowanych 6,2 proc.
Co stało się z wyborcami Trzeciej Drogi?
Pawłowski analizował również załamanie poparcia dla Trzeciej Drogi. Jak przekonywał, część jej elektoratu szybko zaczęła szukać kolejnej politycznej alternatywy:
– Już w wyborach europejskich, czyli pół roku po wyborach parlamentarnych, poparcie dla Trzeciej Drogi to nie było 14 proc., tylko poniżej 7 proc. Czyli połowę wyborców stracili w pierwszych pół roku – zauważył.
Według niego część tych wyborców przeszła następnie w stronę Konfederacji:
– Ci sami wyborcy, o których teraz pan redaktor mówi, już w wyborach europejskich zagłosowali na Konfederację. To trudno powiedzieć, że to są wyborcy, którzy chcieli popierać Donalda Tuska. Oni się po prostu rozczarowali tym, jak wygląda Trzecia Droga i już po pół roku tej nowej drogi szukali w Konfederacji – mówił Pawłowski.
Elektorat Brauna
Jednym z głównych tematów rozmowy była także sytuacja Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Pawłowski wskazywał, że jej elektorat ma charakterystyczny profil:
– Wyborcy Grzegorza Brauna to są głównie mężczyźni pomiędzy 30. a 39. rokiem życia, mieszkający na terenach wiejskich albo w małych miastach. Jest grupa wyborców w Polsce, którzy chcą głosować na takie skrajne partie, które są zupełnie poza systemem, które nie gryzą się w język, nie negocjują, nie próbują się przypodobać – mówił.
Zdaniem szefa OGB poparcie dla ugrupowania Brauna może mieć bardzo duże znaczenie dla przyszłej arytmetyki sejmowej. Pawłowski przedstawił przy tym własną prognozę polityczną, według której wynik formacji może pozostać dwucyfrowy. W sierpniowym badaniu OGB Konfederacja Korony Polskiej uzyskała 10,51 proc. poparcia:
– Moim zdaniem w wyborach parlamentarnych, jeżeli coś się nie wydarzy, nie będzie jakiejś wielkiej afery, wynik Grzegorza Brauna będzie dwucyfrowy, bo wszystko, co się dzieje dzisiaj w polskiej polityce, i afery po jednej stronie, i afery po drugiej stronie, tylko utwierdza tych wyborców, że tylko Grzegorz Braun, że wszyscy już tam byli, wszyscy kradną, nikomu nie można ufać – powiedział.
„To są dokładnie ci sami wyborcy”
Pawłowski tłumaczył także spadek sondażowego poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości. Jego zdaniem w dużej mierze wynika on z podziału dotychczasowego elektoratu prawicowego pomiędzy kilka ugrupowań:
– Prawo i Sprawiedliwość miało 35 proc. Jak pojawiła się partia Grzegorza Brauna na 6 proc., to miało 29 proc. Jak pojawił się Mateusz Morawiecki, który ma 6 proc., no to teraz Prawo i Sprawiedliwość ma 22 proc. To jest czysta matematyka, to są dokładnie ci sami wyborcy. Tych przepływów nie ma dużo, bo ci wyborcy nie uciekają na przykład do Koalicji Obywatelskiej czy PSL-u – mówił.
W dalszej części rozmowy szef OGB odniósł się do pozycji Donalda Tuska. Posłużył się przy tym metaforą magika i jego asystentki:
– Donald Tusk jest genialnym politykiem. Donald Tusk jest fantastycznym politykiem, a dobry polityk jest jak magik. Każdy magik ma atrakcyjną asystentkę. Asystentka jest od tego, żeby odwracać uwagę. Asystentka coś robi, wszyscy zwracają na nią uwagę, a ten magik może robić swoją magię – powiedział Pawłowski.
Według niego spory polityczne mogą odsuwać uwagę części opinii publicznej od kwestii związanych z kosztami życia czy funkcjonowaniem ochrony zdrowia:
– Dzisiaj Donald Tusk bardzo sprytnie odsuwa tę dyskusję o zrealizowanych obietnicach, o kosztach życia, o lekarzach i dostępności specjalistów i rozmawiamy o praworządności, Trybunale, rozliczeniach, Zonda Crypto. To jest właśnie ta atrakcyjna asystentka i pod tym względem jest to skuteczne – ocenił.
Szef OGB wskazywał, że jednym z najważniejszych czynników stabilizujących obecne poparcie partii politycznych jest bardzo silna polaryzacja:
– Odpowiedzią jest polaryzacja. Jesteśmy tak bardzo spolaryzowani w tych dwóch obozach. Najlepiej to widać w wyborach prezydenckich. Pole manewru kogoś, kto jest w stanie przejść na jedną albo drugą stronę, jest coraz mniejsze – mówił.
Pawłowski zaznaczył jednocześnie, że na preferencje wyborców mogą oddziaływać wydarzenia wykraczające poza bieżące spory partyjne. Wśród takich czynników wymienił sytuację gospodarczą i bezpieczeństwo.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Szok! Sikorskiemu nie przeszkadza porównanie działalności Dmowskiego do UPA
17 września. Sowieci zabrali nazaretankom szkoły i klasztory. Zgromadzenie przetrwało w ukryciu
Kandydatka Tuska i Kosiniaka-Kamysza bez szans na prezydenturę w Krakowie