Cenckiewicz w Republice o 20. rocznicy likwidacji WSI: „Zatrzymaliśmy się w pół drogi”
Prof. Sławomir Cenckiewicz był porannym gościem Michała Rachonia w Republice. Rozmowa dotyczyła 20. rocznicy likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, nieujawnionego aneksu do raportu z weryfikacji WSI, a także serii prowokacji wymierzonych w nasze środowisko niezależnych dziennikarzy. Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego nie szczędził gorzkich słów pod adresem obecnych elit politycznych.
„Część obozu patriotycznego zatrzymała się w pół drogi”
W pierwszej części programu prof. Cenckiewicz opowiedział o obrazie „Tratwa pełna komunistów” autorstwa zmarłego w tym roku Zbigniewa Dowgiałły. Historyk podkreślił antykomunistyczny charakter twórczości artysty oraz symbolikę dzieła powstałego w 1987 roku:
— To jest sytuacja dla komunistów, dla bolszewików beznadziejna i oni już z tego się nie podniosą. Być może ten jeden jegomość, który nie macha rękoma, spokojnie siedzi i myśli sobie, że przetrwa, kiedy tamci wszyscy są w panice, jest znakiem nadchodzącej transformacji. Trudno powiedzieć — mówił Cenckiewicz.
Znaczną część rozmowy poświęcono 20. rocznicy likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Zdaniem byłego szefa BBN temat ten został zepchnięty na margines debaty publicznej:
— Część obozu patriotycznego nie rozumie wagi tego, co wydarzyło się 20 lat temu. Przez swój oportunizm i zatrzymanie się w pół drogi uznaje tę sprawę za wyłącznie historyczną. Za sprawę, której pilnuje tylko „wariat Antoni Macierewicz”, trochę Cenckiewicz, trochę Kowalski czy Wojciechowski. Generalnie uważa się, że to już jest temat zamknięty, który wraca tylko przy okazji kolejnych sporów politycznych — stwierdził.
Profesor zwrócił uwagę, że choć same WSI już nie istnieją, to problem polityczny związany z ich działalnością pozostaje aktualny:
— Wojskowe Służby Informacyjne nie istnieją. Aneks do raportu istnieje, znajduje się tam, gdzie został zdeponowany. Istnieje też problem polityczny związany z jego publikacją. Wszystko sprowadza się do tego, jak zdefiniować aneks do raportu i jakie decyzje powinny zostać podjęte w sprawie jego ujawnienia — mówił.
Cenckiewicz przypomniał również, że kwestia publikacji aneksu była przedmiotem dyskusji jeszcze za życia prezydenta Lecha Kaczyńskiego:
— Nigdy nie pojawiła się wówczas kwestia kontrasygnaty jako głównej przeszkody. Dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego było jasne, że decyzja została już podjęta. On mówił, że mimo swoich zastrzeżeń wciąż zastanawia się nad publikacją aneksu. To nie była kwestia tego, czy można go opublikować, ale raczej czy należy to zrobić i w jakiej formie — podkreślił historyk.
Odnosząc się do możliwości ujawnienia dokumentu w przyszłości, zauważył, że debata może zostać odłożona na kolejne lata:
— Jeśli wybory w 2027 roku doprowadzą do zmiany premiera, temat wróci. „Święty Graal”, jak czasem określam ten aneks, będzie miał swoje jeszcze dłuższe trwanie. Dyskusja o jego publikacji zostanie po prostu przesunięta na kolejne lata — ocenił.
W dalszej części rozmowy pojawił się temat fałszywych alarmów i prowokacji wymierzonych w dziennikarzy Republiki:
— Do momentu, kiedy prowokacja nie dotyczyła prezydenta Karola Nawrockiego, wszyscy mogliśmy odnieść wrażenie, że nie ma większego zainteresowania tą sprawą. Z ich perspektywy jesteśmy obywatelami drugiej kategorii. Nie należą nam się żadne prawa. Jeśli ktoś ci grozi, jeśli ktoś cię nęka, jeśli dochodzi do takich prowokacji, to nie ma to większego znaczenia. Dopiero gdy sprawa dotknęła urzędującego prezydenta, pojawiła się reakcja państwa — powiedział.
Profesor podkreślił, że profesjonalne służby powinny reagować natychmiast, zanim podobne działania staną się zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa:
— Profesjonalizm polega na tym, że eliminuje się tego typu prowokacje na najwcześniejszym możliwym etapie. Tym bardziej, że bardzo często takie działania służą sprawdzaniu odporności służb i procedur po to, aby później można było sparaliżować działalność osób znacznie ważniejszych, a być może nawet funkcjonowanie państwa — zaznaczył.
Pod koniec programu rozmowa zeszła na temat nowych publikacji dotyczących losów Józefa Tuska w Wehrmachcie, dziadka obecnego premiera:
— Ja mam do tego dużą dozę zrozumienia, bo znam historię Pomorza i Gdańska. Losy ludzi z tych terenów były niezwykle skomplikowane. Ostateczna, przyjęta dotąd wersja mówiła, że dziadek Donalda Tuska został wcielony do Wehrmachtu, a następnie trafił do II Korpusu generała Andersa. To historia wielu Polaków z tych ziem. Natomiast nowe materiały, które się pojawiły, zdają się tę wersję podważać. Muszę się temu dokładnie przyjrzeć i przeanalizować dokumenty, żeby wiedzieć, jak było naprawdę — mówił prof. Cenckiewicz.