Boska oferta dla nas
Witam wszystkich w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego w naszym 207 Programie „Oko na niedzielę”, czyli „Chrześcijaństwo dla dorosłych”
(Rok A - 24.05.2026).
Dzisiaj przeżywamy jedno z trzech największych świąt chrześcijaństwa, doświadczamy na nowo jednego z kilku najważniejszych wydarzeń całych dziejów Kosmosu. Ponieważ bez działania Ducha Świętego w nas i w całym Kościele, Wcielenie Chrystusa, Jego Pascha i zbawienie łatwo stałyby się dla nas tylko jedną wiadomością więcej o poruszających wydarzeniach historycznych. Jezusa podziwialibyśmy jak choćby wielkiego przywódcę powstania niewolników Spartakusa, który zginął w ostatecznej bitwie właśnie około 100 lat przed Paschą. Pierwszym chrześcijanom współczulibyśmy jak 6 tysiącom ostatnich powstańców z jego przegranej armii, którzy zostali ukrzyżowani przy Via Appia - dokładnie jak Jezus. Jednak niewiele więcej, bo Spartakus, jakkolwiek bardzo szlachetny i odważny, nie zmartwychwstał i nie zesłał Ducha Świętego.
Działanie Trójcy Przenajświętszej to nieskończenie więcej, niż działanie nawet tak wspaniałego człowieka, jak Spartakus. Trójca angażuje się dla nas po Bosku, czyli tak maksymalnie, jak to tylko dla nas możliwe. Syn Boży staje się człowiekiem, naucza nas, oświeca, dla nas umiera i zbawia nas. Jednak Duch Święty dopełnia i wypełnia jego Dzieło. Łączy nas z Nim i wypełnia Sobą, staje się zasadą naszego życia. Bez Niego, bez łaski, jesteśmy duchowo martwi – jak dusza bez ciała. Bez Niego dzieło Jezusa przypominałoby wynalezienie w czasach epidemii dżumy i cholery cudownego, arcy-skutecznego antybiotyku. To lekarstwo może uratować każdego, nie ratuje jednak nikogo, ponieważ nikt go nie rozdziela, bo nikt go też nie produkuje.
To jest też wypełnienie naszego powołania, to jest cel, dla którego zostaliśmy stworzeni. Najbardziej kosztowny kielich mszalny jest aż tak drogocenny, ponieważ jest przeznaczony do napełnienia bezcenną Krwią Pańską. I poza tym napełnieniem nie ma on ani większego celu, ani większego sensu. Podobnie każdy z nas jest tak przecudownie stworzony, ponieważ jest przeznaczony do napełnienia Duchem Świętym – jak najcenniejszy kielich. I poza tym napełnieniem nie ma ani większego celu, ani większego sensu. A im lepiej zna się kruchą i grzeszną naturę człowieka, tym lepiej rozumie się potrzebę takiego duchowego dopełnienia i napełnienia.
Jednak to nie dokonuje się ani automatycznie, ani bez naszej zgody i woli. Duch Święty wtedy, w Jerozolimie nie zstąpił ani na przypadkowych przechodniów, ani na zabójców i zdrajców Jezusa. Zstąpił na Apostołów Jezusa, na jego uczniów i uczennice, którzy nawet od szeregu lat coraz bardziej wierzyli, coraz bardziej się angażowali, coraz bardziej ryzykowali dla Jezusa. Wiedzieli nawet o Zmartwychwstaniu, byli go pewni, ale byli zbyt słabi, zbyt „obawiali się Żydów”, żeby o nim mówić. Zbyt słabi i lękliwi na misję.
Jednak zaraz po Zesłaniu pierwszy papież mówi Żydom w twarz bardzo odważnie bardzo trudne rzeczy: „Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście.” (Dz 2, 23n)
Zatem w twarz mówi najwyższym dostojnikom żydowskim, że są największymi zbrodniarzami, niejako „mordercami Boga”. Całkiem inaczej, niż wielu współczesnych chrześcijan, którzy usiłują zachowywać się, jakby Żydów w ogóle przy tym nie było. Nie boi się i nie kłamie, jak oni. Dla Jezusa, dla prawdy, ryzykuje całe swoje życie, choć nieraz już pokazał, jak trudno jest mu podjąć takie ryzyko.
Ponieważ Duch Święty go przemienia i rozpala jak ogień bierwiona w tym ognisku. Po to właśnie Duch Święty przychodzi do nas – żeby nas rozpalić. Rozpalić dla Boga, dla prawdy, dla dobra, dla innych. Przychodzi, abyśmy niejako spłonęli dla wspólnoty z Bogiem, dla wspólnoty z siostrami i braćmi. Żebyśmy spłonęli w pracy i służbie, a jak trzeba to i w męczeństwie dla nich. Jak drewno płonie dla kręgu ludzi, których oświeca i ogrzewa, którym też pomaga tworzyć wspólnotę. Jednak dla drewna lepiej jest rozpłomienić się i spłonąć, niż całkiem zgnić gdzieś w ciemnym kącie lasu. Jak egoista i pyszałek w istocie gnije tylko dla siebie. A wiemy przecież, że chemiczne pierwiastki drewna nie giną, tylko zmieniają swoją postać, wchodzą w nowe połączenia chemiczne. Podobnie chrześcijanie rozpłomienieni Duchem zmieniają się ogniem, wchodzą w nowe związki, w nowe wspólnoty.
Trzeba tylko pamiętać, że Duch Święty wszystkiego za nas nie zrobi. Nie zastąpi ani trudu nauki, ani pracy nad sobą, ani nawrócenia. Można go też nadużywać i oszukiwać, można swoje błędne mniemania stawiać ponad Jego natchnienia. Stąd też wynikają fundamentalne sprzeczności w samym centrum chrześcijaństwa. Na przykład mamy już ponad 55 tysięcy różnych wspólnot chrześcijańskich lub pseudo-chrześcijańskich. Każda z nich mieni się być najlepszym Kościołem, powołuje się na Ducha Świętego i zarazem zaprzecza – w imię tegoż Ducha wszystkim innym. To jednak nie Duch Święty zaprzecza sam sobie 55 tysięcy razy. To niewiedza, głupota, pycha i egoizm jednych ludzi zaprzecza niewiedzy, głupocie, pysze i egoizmowi innych ludzi. Tacy ludzie, kiedy przyzywają Ducha Świętego, zadziwiający często zamiast Niego przychodzi na nich Duch Świata. Największe zaprzeczenie i przeciwnik Jezusa. U nas jest to nieraz „duch Gazety Wyborczej”. Jakże się mylą, jakże sami się okłamują.
Szczególny absurd występuje też obecnie w Kościele katolickim. Najpierw prawie na każdej stronie dokumentów synodalnych mówi się, jak ważna, jak fundamentalna jest misja ewangelizacyjna chrześcijan. A zaraz potem, na jednym oddechu autorytarnie się stwierdza, że np. tej misji Żydzi zupełnie nie potrzebują, bo oni obejdą się zupełnie i bez Jezusa Chrystusa i bez Ducha Świętego. Trzeba pytać autorów takich tekstów: kiedy w takim razie kłamiecie, w co nie wierzycie? Czego i kogo się boicie? Czy warto aż tak oszukiwać i zwodzić ze strachu przed Żydami lub dla kariery? Całkiem przeciwnie, niż święty Piotr?
Jednak Ci, którzy w szczerości i autentyczności otwierają się na Ducha świętego, przynoszą też jego owoce. Szczególnym podziwem napełniają mnie ostatnio małżeństwa chrześcijańskie, które od kilkudziesięciu lat uważałem za najlepsze, jakie dane mi było poznać. Tak pełne wiary i rozumu, tak pełnie miłości, zgody i harmonii. Małżeństwa, które ewidentnie żyją w Duchu Świętym i z Ducha Świętego. I teraz to widać w owocach, jakie wydały w swoich dzieciach. Te dzieci teraz rozpoczynają dorosłe życie i często należą do prymusów w swoich szkołach i na swoich uczelniach. Należą do najlepszych w swoich powołaniach i w swoich zawodach. Należą do najlepszych także w małżeństwach i rodzinach, które sami zaczynają zakładać. „Po owocach ich poznacie”. (Mt 7, 16) Po owocach Ducha Świętego.
Takie małżeństwa, takie rodziny są niejako empirycznym dowodem że życie z wiary, życie z Ducha Świętego, jest możliwe. I to w całym trudzie i szarości codzienności kolejnych dziesiątków lat. I właśnie takie życie jest najpiękniejsze. Właśnie takie życie jest najlepsze. Właśnie do takiego życia jest powołany każdy i każda z nas.
To najlepsza, Boska oferta dla nas.
Oferta Ducha Świętego.
Amen.
Ks. dr hab. Dariusz Oko, prof. UPJP2
Kierownik Katedry Filozofii Kultury
Wydziału Filozoficznego UPJP2
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X