Atak nożem i zamieszki. Belfast pęka pod presją migracji
Belfast, miasto od dziesięcioleci naznaczone podziałem między protestantami a katolikami, staje się nowym symbolem brytyjskiego kryzysu migracyjnego. Gwałtowny napływ imigrantów i skoncentrowana polityka zakwaterowania wnioskodawców o azyl wywołały w stolicy Irlandii Północnej napięcia, które eksplodowały zamieszkami i przemocą.
Belfast już nie kojarzy się wyłącznie ze starym konfliktem religijnym. W ciągu zaledwie trzech lat (2021–2024) do Irlandii Północnej przybyło 52 570 imigrantów, a saldo migracyjne wyniosło ponad 18,5 tys. osób – prawie pięć razy więcej niż w poprzedniej dekadzie. Populacja osób urodzonych za granicą wzrosła o 45%, co jest niemal czterokrotnie szybszym tempem niż w Anglii i Walii.
Zmiany demograficzne są szczególnie widoczne w samym Belfaście. W dzielnicy Central Belfast imigranci spoza Wysp Brytyjskich stanowią już 30,6% mieszkańców, a w kilku innych dzielnicach (m.in. Woodstock, Windsor, Blackstaff) odsetek ten przekracza 20%. Ponad połowa całej zagranicznej ludności Irlandii Północnej koncentruje się zaledwie w 74 z 462 dzielnic – głównie w uboższych, robotniczych częściach miasta.
Stolica regionu stała się również jednym z kluczowych ośrodków zakwaterowania aspirujących do azylu. Z liczbą 1974 osób pod opieką Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Belfast zajmuje 10. miejsce wśród 361 brytyjskich władz lokalnych. W przeliczeniu na mieszkańców daje to 45 wnioskodawców azylu na 10 tys. mieszkańców (56 razem z przesiedlonymi Ukraińcami i Afgańczykami).
Napięcie eksplodowało po ataku nożem na Stephena Ogilvie. Sprawcą był 30-letni Hadi Alodid, sudański uchodźca, który miał pozbawić ofiarę oka lewego, poważnie uszkodzić prawe oraz zadać liczne rany cięte. Po incydencie w dzielnicy Water Works (11,4% ludności urodzonej za granicą) doszło do zamieszek. Zamaskowani mężczyźni podpalili domy imigrantów, a przed hotelem z wnioskodawcami azylu policja musiała użyć armatek wodnych przeciwko tłumowi rzucającemu cegłami i koktajlami Mołotowa.
Władze określają zajścia mianem „rasistowskiego chuligaństwa”, jednak lokalni mieszkańcy wskazują na głębszy problem: brak kontroli nad tempem i koncentracją napływu migrantów, niedostateczną infrastrukturę oraz poczucie porzucenia przez władze centralne w Londynie.
Hasło „domy lokalne dla lokalnych ludzi” pojawiło się na murach spalonych budynków.
Irlandia Północna wchodzi już w drugi rok z rzędu letnich zamieszek na tle migracyjnym. Po zamordowaniu dzieci w Southport w 2024 roku i po incydencie w Ballymena w 2025, Belfast staje się kolejnym miejscem, w którym dawne podziały religijne ustępują miejsca nowemu pęknięciu społecznemu – między długoletnimi mieszkańcami a szybko zmieniającym się składem demograficznym miasta.
Belfast stał się lustrem brytyjskiej porażki w zarządzaniu migracją – szybką, skoncentrowaną i realizowaną bez wystarczającego wsparcia dla najbardziej dotkniętych społeczności.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Kanada rozpoczęła mundial od remisu. Bośnia i Hercegowina była o krok od zwycięstwa
Koniec z wizami dla „turystek porodowych”. Akcja w Afryce i Europie
Brazylijczycy są rozczarowani kadrą. Nie wierzą w sukces "Canarinhos" na mistrzostwach