16 lat temu ukazała się jedna z najbardziej kuriozalnych notek w polskich mediach
21 sierpnia 2010 roku w polskiej prasie ukazał się tekst, który bardzo szybko zaczął żyć jako viral i mem internetowy. Rocznica ukazania się notki pt. "Wrocław: Libacja na skwerku" do dziś jest odnotowywana corocznie przez media, jako swoiste kuriozum.
"Policjanci dostali dzisiaj zgłoszenie, że na skwerku w jednym z wrocławskich parków grupka mężczyzn pije alkohol. Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce okazało się, że nikogo tam nie ma", czytamy w notce zatytułowanej "Wrocław: Libacja na skwerku", która ukazała się 21 sierpnia 2010 roku w "Gazecie Wrocławskiej".
Dwuzdaniowy tekst opisywał rzekome zdarzenie z Wrocławia, jakim miał być przyjazd policji do jednego z parków, gdzie kilku mężczyzn miało spożywać alkohol. W momencie przyjazdu nikogo jednak we wskazanym miejscu nie było. Autorką notki podpisanej jako MJU była Martyna Jurkiewicz.
Jak uzasadniała, opublikowała ją ze względu na "wyśrubowany przez przełożonych wymóg liczby tekstów publikowanych podczas 12-godzinnych dyżurów – cztery na godzinę – w dniach, kiedy w mieście niewiele się działo". Miejscem domniemanego wydarzenia miał być skwer na wrocławskim Nadodrzu, przy skrzyżowaniu ul. Trzebnickiej oraz św. Wincentego.
Kuchnię powstania materiału zdradziła w rozmowie z Super Expressem sama autorka. W poszukiwaniu tematów do wypracowania wymaganego pensum zadzwoniła na policję, by dowiedzieć się, czy oficer dyżurny ma jakiś ciekawy news. Zapis rozmowy cytujemy za SE: "Panie dyżurny, czy coś się dzieje? – zapytała dziennikarka. – Nie – odparł policjant. – A może jednak, cokolwiek? – NIE, NIE, NIE. – To jaką mieliście ostatnią interwencję? I wtedy, dyżurny opowiedział zdesperowanej dziennikarce o libacji-widmo. – Wiem, że ta depesza, to zaprzeczenie wszystkiego co ma związek z dziennikarstwem. No ale nie miałam innego wyjścia. Musiałam coś wrzucić w sieć, a nic innego nie miałam! Atmosfera w pracy nie była przyjemna, więc popełniłam swoje słynne dzieło – wspominała w SE pani Martyna". Autorka słynnej do dziś notki niedługo po jej publikacji zrezygnowała z kariery dziennikarskiej. Z zawodu odeszła, co należy podkreślić, z własnej woli.
Banalność i absurdalność artykułu zaczęły symbolizować spadek jakości mediów, które skupiały się na liczbie publikowanych informacji, a nie ich jakości. Notka zyskała dużą popularność i zaczęła żyć także jako viral i mem internetowy. Nawiązywano do niej w żartach primaaprilisowych, happeningach, kampaniach reklamowych, tytułach innych artykułów. Sama „Gazeta Wrocławska” tekst potraktowała jako żartobliwą wpadkę. Sformułowanie „libacja na skwerku” trafiło do języka codziennego. Jak podaje Wikipedia, media od co najmniej 2015 roku odnotowują rocznicę opublikowania artykułu.
Źródło: Wikipedia, SE, Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
16 lat temu ukazała się jedna z najbardziej kuriozalnych notek w polskich mediach
Elektrownia Dolna Odra znika z energetycznej mapy kraju. Pracę straci ponad 550 osób
Dymisja po fali krytyki pełnomocnik rządu ds. promocji Polski. Barbara Mróz-Gorgoń zabrała głos