NASZ NEWS: Mówił, że ratujący Żydów bali się Polaków, został p.o dyrektora Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki
Najpierw Łukasz Mieszkowski stwierdził, że rotmistrz Witold Pilecki został „w jakimś stopniu wrobiony” w misję do Auschwitz. Potem zapowiedział, że Instytut Pileckiego będzie „bardzo mocno” podkreślał, iż ratujący Żydów „nie bali się Niemców, bali się Polaków”. Koalicja 13 grudnia nie uznała tych słów za przeszkodę w dalszej karierze. Marta Cienkowska właśnie powierzyła Mieszkowskiemu funkcję p.o. dyrektora Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki. Kontrowersyjny urzędnik dostał kolejny państwowy gabinet, bez konkursu i bez publicznego rozliczenia swoich wypowiedzi.
Kontrowersyjny wybór minister Cienkowskiej
3 września 2026 roku Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki ogłosił, że dr Łukasz Mieszkowski został pełniącym obowiązki dyrektora. Decyzję podjęła minister kultury Marta Cienkowska. Mieszkowski zastąpił prof. Bolesława Stelmacha i ma kierować instytucją do czasu przeprowadzenia procedury powołania dyrektora. Resort podał, że Stelmacha odwołano za niedopełnienie obowiązków administracyjnych, w tym nieprzedłożenie sprawozdania finansowego jednostki za 2025 rok.
Nowy p.o. dyrektora jest historykiem i artystą plastykiem, absolwentem historii na Uniwersytecie Warszawskim oraz grafiki na warszawskiej ASP. Był stypendystą Fulbrighta, w latach 2013–2022 pracował jako projektant w pracowni architektonicznej, współtworzył Muzeum i Miejsce Pamięci w Sobiborze. Ta realizacja zdobyła pierwszą nagrodę w konkursie architektoniczno-krajobrazowym, specjalne wyróżnienie European Museum of the Year Award 2024 i nagrodę Sybilla. Nie jest więc człowiekiem bez żadnego związku z architekturą czy projektowaniem pamięci.
Takie kompetencje mogą być w NIAiU przydatne: instytut nie zajmuje się wyłącznie techniką budowlaną, lecz także wystawami, edukacją i historią architektury. Nie one budzą największy sprzeciw. Problemem jest sposób obsadzenia stanowiska oraz fakt, że resort wybrał osobę, której najgłośniejsze publiczne wystąpienie jako wicedyrektora innej narodowej instytucji pozostaje niewyjaśnione.
Tyle że nominacji nie można odrywać od dwóch spraw. Pierwszą jest bałagan koalicji 13 grudnia wokół obsady NIAiU. Drugą jest bilans Mieszkowskiego jako zastępcy dyrektora Instytutu Pileckiego, odpowiedzialnego za historię w przestrzeni publicznej. Właśnie na tym stanowisku opowiadał o Witoldzie Pileckim jako człowieku „w jakimś stopniu wrobionym” w misję do Auschwitz, a pośrednią relację dotyczącą Ireny Sendlerowej przerobił na zbiorczą tezę o ratujących Żydów, którzy mieli nie bać się Niemców, lecz Polaków.
Najpierw wadliwy konkurs, potem następny pełniący obowiązki
Konkurs na dyrektora NIAiU ogłoszono 20 sierpnia 2025 roku. Kandydatury można było składać do 30 września, a komisja po dwóch posiedzeniach zarekomendowała ponowne powołanie Bolesława Stelmacha. Nie doszło do niego, ponieważ regulamin przygotowany przez resort kultury zawierał sprzeczne reguły głosowania. Jeden przepis przewidywał głosowanie nad każdym kandydatem, drugi jeden głos na jedną wybraną osobę. W regulaminie znalazło się także błędne odesłanie do innego paragrafu. Rzecznik ministerstwa przyznał, że zapisy mogły powodować rozbieżności interpretacyjne, a Cienkowska unieważniła całe postępowanie.
Nie był to konkurs bez kandydatów ani postępowanie zakończone remisem. Komisja głosowała nad pięcioma osobami. Stelmach otrzymał sześć głosów „tak”, dwa „nie” i jeden wstrzymujący się; drugi wynik należał do Kacpra Kępińskiego, który dostał pięć głosów poparcia. Był zatem wynik i była formalna rekomendacja. Do kosza trafiły nie dlatego, że komisja nie potrafiła wybrać, lecz dlatego, że organizator nie potrafił zapisać jednej jasnej metody głosowania. Koszt tego błędu ponieśli kandydaci, instytucja i opinia publiczna. Polityczną odpowiedzialność zachowała minister, która wadliwą procedurę uruchomiła, a następnie sama ją unieważniła.
Stelmach został wówczas p.o. dyrektora. Resort zapowiadał następne postępowanie w drugim kwartale 2026 roku. Termin minął. 3 września instytut nie przedstawił nazwiska dyrektora wyłonionego w nowym konkursie, lecz kolejnego pełniącego obowiązki. W oficjalnym komunikacie nie ma daty rozpoczęcia ani zakończenia przyszłej procedury.
To nie Mieszkowski napisał wadliwy regulamin. Odpowiedzialność spada na kierownictwo ministerstwa. Jego nominacja jest jednak finałem tej sekwencji: spartaczony konkurs, wielomiesięczna zwłoka, odwołanie dotychczasowego szefa i wskazanie następcy bez otwartego porównania programów. Koalicja 13 grudnia zbudowała kadrowy prowizoryczny most, a potem ogłosiła, że nowy nominat zapewni „stabilne, przejrzyste funkcjonowanie” instytutu. Przejrzystość zaczynałaby się od podania terminu konkursu, składu komisji i zasad, których tym razem nie trzeba będzie unieważniać.
NIAiU nie jest urzędem technicznym do przeczekania kilku miesięcy. Instytut prowadzi edukację architektoniczną, wystawy, badania, archiwizuje zbiory i wydaje książki o architekturze, urbanistyce i projektowaniu. Sam określa przestrzeń jako dobro wspólne. Tym bardziej decyzja personalna powinna wynikać z jawnego sporu o program. Zamiast tego ministerstwo po raz kolejny oferuje stan tymczasowy i własną obietnicę, że właściwa procedura dopiero nadejdzie.
Mieszkowski atakuje pamięć o rotmistrzu Pileckim
Mieszkowski wszedł do kierownictwa Instytutu Pileckiego 1 lutego 2025 roku z nominacji ówczesnej minister kultury Hanny Wróblewskiej. Dwa i pół miesiąca później wystąpił w Muzeum POLIN podczas dyskusji „Odwaga w czasie wojny i pokoju”, zorganizowanej przy prezentacji książki „Jan Karski w cudzej pamięci”. Spotkanie prowadził Jacek Żakowski; w panelu uczestniczyli także Agnieszka Holland, Mirosław Skórka i Dariusz Pastor.
Na dostępnym nagraniu Mieszkowski mówił o Pileckim, że ten „w jakimś stopniu został wrobiony” w misję do Auschwitz. To nie jest niewinna zabawa słowem. „Wrobiony” zostaje ktoś podstępnie obciążony, wciągnięty bez pełnej wiedzy albo postawiony przed faktem dokonanym. Tymczasem opis misji publikowany przez Instytut Pamięci Narodowej jest jednoznaczny: jesienią 1940 roku Pilecki, po uzyskaniu zgody gen. Stefana Roweckiego „Grota”, pozwolił się aresztować Niemcom i ochotniczo zgłosił się do rozpoznania sytuacji w Auschwitz. W obozie stworzył Związek Organizacji Wojskowej i przekazywał raporty na zewnątrz.
Zgoda dowódcy, wojskowe zadanie i ochotnicza decyzja mogą występować równocześnie. Żołnierz nie przestaje być ochotnikiem dlatego, że jego misję zatwierdza przełożony. Co więcej, 31 stycznia 2025 roku, dzień przed nominacją Mieszkowskiego, sam Instytut Pileckiego opublikował materiał o „dobrowolnej misji rotmistrza w KL Auschwitz” i o tym, że dobrowolnie dał się wywieźć do obozu, aby dokumentować niemieckie zbrodnie. Wicedyrektor nie „zniuansował” więc opisu przyjętego przez kierowaną przez siebie instytucję. Użył słowa, które zmienia sens decyzji patrona i odbiera jej świadomy charakter.
Podczas tej samej dyskusji Mieszkowski połączył Sprawiedliwych wśród Narodów Świata z uczestnikami programu „Zawołani po imieniu”, mówiąc, że ci drudzy „rekrutują się z szeregów Sprawiedliwych”. Oficjalny opis programu nie stawia jednak odznaczenia Yad Vashem jako warunku. „Zawołani po imieniu” upamiętniają obywateli II Rzeczypospolitej, Polaków oraz osoby innych narodowości i grup etnicznych, zamordowanych przez Niemców za pomoc Żydom. Kategorie mogą się przecinać, czego przykładem jest rodzina Ulmów, ale nie są to nazwy zamienne. Od historyka zarządzającego publiczną pamięcią wolno wymagać, by tak podstawowego rozróżnienia nie zacierał.
Kontrowersyjne tezy Mieszkowskiego podczas pracy w Instytucie Pileckiego
Najmocniej zabrzmiała deklaracja dotycząca kierunku pracy Instytutu Pileckiego. Mieszkowski powiedział: „Chcemy podkreślać bardzo mocno (...) to, co mówiła Irena Sendlerowa: oni się nie bali Niemców, oni się bali Polaków”. W jednym zdaniu wicedyrektor przeszedł od wspomnienia jednej osoby do „nich”, czyli ratujących Żydów jako zbiorowości. Z porównania stopnia lęku zrobił zaś twierdzenie o braku lęku przed Niemcami.
Archiwum Instytutu Pileckiego zawiera relację Elżbiety Ficowskiej z 2022 roku. W opisie nagrania zapisano, że Sendlerowa wspominała, iż „bardziej niż Niemców bała się Polaków, którzy rozpoznawali Żydów na ulicy”. To źródło nie pozwala twierdzić, że Sendlerowa nigdy nie wyraziła takiej myśli. Nie pozwala też powtarzać wersji Mieszkowskiego bez zastrzeżeń. Relacja Ficowskiej jest pośrednia, dotyczy Sendlerowej i wskazuje konkretną grupę: Polaków mogących rozpoznać ukrywających się Żydów. Nie mówi, że wszyscy ratujący nie bali się Niemców. Nie zmienia „bardziej niż” w „wcale”. Nie zdejmuje sprawstwa z niemieckiego państwa okupacyjnego.
Sama Sendlerowa w relacji udostępnionej przez United States Holocaust Memorial Museum opowiadała, że w 1943 roku przyszło po nią Gestapo. Niemcy ją bili, torturowali i wydali na nią wyrok śmierci. Nie ujawniła nazwisk dzieci ani współpracowników, a z więzienia wyszła dzięki łapówce zorganizowanej przez Żegotę. Zdanie o rzekomym braku lęku przed Niemcami brzmi wobec tego jak retoryczna szarża, nie opis okupacyjnej rzeczywistości.
Polscy szmalcownicy, konfidenci i donosiciele byli śmiertelnym zagrożeniem. Niemieckie rozporządzenie z 15 października 1941 roku przewidywało karę śmierci dla Żydów opuszczających getta oraz dla osób świadomie udzielających im schronienia; później podobne akty wydano w kolejnych dystryktach Generalnego Gubernatorstwa. Represje w praktyce były różne, od pobicia i konfiskaty mienia po więzienie, obóz i śmierć. Szmalcownik mógł wskazać ofiarę. Aparat, który ustanawiał prawo terroru, aresztował, torturował i zabijał, należał do niemieckiego okupanta. Usunięcie tego porządku przyczynowego z opowieści nie jest zwiększaniem wiedzy o okupacji, lecz jej spłaszczaniem.
Awans bez rozliczenia
Mieszkowski ma w dorobku realne projekty dotyczące architektury i miejsc pamięci. Nie unieważnia to jego publicznych słów z okresu, gdy odpowiadał w państwowym instytucie za upowszechnianie historii. Przeciwnie: wysokie stanowisko podnosi wymagania. Dyrektor instytucji kultury nie występuje wyłącznie jako prywatny komentator, zwłaszcza gdy zapowiada, co „chcemy podkreślać”.
Minister Cienkowska nie wyjaśniła w komunikacie, dlaczego po nieudanym konkursie wybrała właśnie jego, z kim porównała jego program ani kiedy ruszy procedura prowadząca do stałej obsady. Ten sam komunikat nie odnosi się do wypowiedzi o Pileckim i Sendlerowej. Zamiast odpowiedzi mamy gotową nominację i zapewnienie nowego p.o. dyrektora o stabilności oraz przejrzystości.
Koalicja 13 grudnia przenosi więc Mieszkowskiego z Instytutu Pileckiego do NIAiU bez publicznego rozliczenia słów, które wypowiadał jako członek kierownictwa pierwszej z tych instytucji. Zmienia się gabinet, zostaje metoda: najpierw decyzja kadrowa, później obietnica prawidłowej procedury. Państwowy instytut nie jest przechowalnią nominatów, a historia nie jest plasteliną, którą urzędnik ugniata pod aktualną opowieść.
Jeżeli Marta Cienkowska chce dowieść, że nie chodzi o kolejny odcinek kadrowej karuzeli koalicji 13 grudnia, powinna natychmiast podać harmonogram jawnego postępowania. Jeżeli Łukasz Mieszkowski chce budować wiarygodność NIAiU, powinien najpierw precyzyjnie wyjaśnić własne słowa: na jakiej podstawie Pilecki miał zostać „wrobiony” oraz dlaczego wspomnienie o lęku przed rozpoznaniem przez Polaków zmienił w tezę, że ratujący Żydów nie bali się Niemców. Bez tych odpowiedzi jego awans wygląda jak nagroda za ideologicznie użyteczne skróty, a nie jak początek zapowiadanej przejrzystości.
Źródło: Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, @Jan_Pawlicki (Portal X), Portal Telewizji Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Nowa broń Rosji coraz większym problemem dla Ukrainy. Kijów szuka taniej odpowiedzi
W kogo najbardziej uderza afera Zondacrypto? Krzysztof Bosak nie ma wątpliwości
Berek w TK - plan Tuska na pozbawienie władzy prezydenta!