Nie żyje ksiądz zaatakowany w Jarosławiu. TYLKO U NAS: Zakonnica ujawnia szczegóły tragedii
Jarosławskie Opactwo, dotąd kojarzone ze spokojem i bezpieczeństwem, mierzy się z tragedią, która wstrząsnęła całą wspólnotą. Po ataku nożownika jeden z księży nie żyje, a kolejni duchowni zostali ranni. Siostra Barbara Dendor, przełożona benedyktynek, opowiedziała w rozmowie z Republiką o ofiarach, atmosferze panującej w opactwie i tym, jak wydarzenia z czwartkowego poranka zmieniły to miejsce. „Została zaatakowana tutaj nasza tożsamość, to, co tutaj robimy” – powiedziała.
To nie był dla osób związanych z opactwem przypadkowy adres ani miejsce, które można po prostu zamknąć i zostawić za sobą. To przestrzeń, w której od lat toczyło się codzienne życie wspólnoty, praca duchownych i działalność Ośrodka Formacji Kultury Chrześcijańskiej.
Po czwartkowym ataku wszystko wygląda jednak inaczej.
Czytaj również: Horror w Jarosławiu. 31-letni Ukrainiec zabił księdza, ranił ludzi podczas mszy.
Po godz. 14 pojawiła się informacja o śmierci drugiego księdza, jednak podczas konferencji prasowej wojewoda podkarpacki Teresa Kubas-Hul zdementowała tę wiadomość.
Księża, których wszyscy tutaj znali
Siostra Barbara w rozmowie z Telewizją Republika mówiła przede wszystkim o ludziach, których dotknęła tragedia.
Wśród rannych znalazł się ksiądz Marek Piękowski, rektor Ośrodka Formacji Kultury Chrześcijańskiej, ksiądz Stanisław Bojnowicz oraz ksiądz Adrian.
Dla benedyktynek nie byli to anonimowi księża. To osoby, z którymi współpracowały przez lata.
Ksiądz Marek był związany z tym miejscem od około dwóch dekad. Rany ksiądz Stanisław, jak opowiadała siostra Barbara, był jego bliskim współpracownikiem i zajmował się m.in. zakrystią. Ksiądz Adrian odpowiadał za sprawy gospodarcze.
– Ksiądz Marek około 20 lat, ksiądz Stanisław trochę krócej. Taka prawa ręka księdza Marka
– wspominała przełożona.
„To miejsce było spokojne”
Dla siostry Barbary szczególnie trudne jest to, że do tak brutalnego zdarzenia doszło właśnie tutaj. Jak podkreśliła, wcześniej nie spotkała się w klasztorze z podobnym poziomem agresji.
– Myślę, że długo nie dojdziemy do siebie po tej tragedii – przyznała.
Chwilę później zwróciła uwagę na coś jeszcze. W jej ocenie atak dotknął nie tylko konkretnych osób, ale również charakteru całego miejsca.
– Została zaatakowana tutaj nasza tożsamość, to, co tutaj robimy – powiedziała.
To właśnie ten aspekt tragedii szczególnie mocno wybrzmiał w jej relacji. Opactwo było dla wspólnoty miejscem codziennego życia, pracy i spotkań. Teraz musi zmierzyć się z wydarzeniem, którego – jak wynika ze słów przełożonej – nikt wcześniej się tutaj nie spodziewał.
Siostry wcześniej pomagały Ukraińcom
W rozmowie pojawił się również temat osób z Ukrainy przebywających w okolicy oraz pomocy udzielanej uchodźcom.
Siostra Barbara nie chciała spekulować, czy zatrzymany 31-latek miał jakikolwiek związek z funkcjonującym w pobliżu ośrodkiem.
– Nie wiem. W ogóle tego człowieka, zresztą ja go nie widziałam, także trudno powiedzieć – zaznaczyła.
Jednocześnie przypomniała, że także benedyktynki pomagały osobom, które uciekły z Ukrainy. Obecnie w części zajmowanej przez siostry przebywa jedno małżeństwo, które – jak mówiła – straciło wszystko.
– To jest taka nasza pomoc dla nich – wyjaśniła.
Po tragedii przychodzą wiadomości z całej Polski i z zagranicy
Skala reakcji na tragedię szybko przekroczyła Jarosław. Do benedyktynek zaczęły docierać kondolencje i słowa wsparcia od duchownych oraz osób, które wcześniej były związane z opactwem.
Siostra Barbara wspomniała m.in. o wiadomościach od sekretarza nuncjusza, kapłanów, przełożonych, a także osób uczestniczących w pielgrzymkach.
– To, co się dzisiaj wydarzyło, to wstrząsnęło wszystkimi, całą naszą diecezją i nie tylko – mówiła.
Nie ma jeszcze decyzji dotyczącej przyszłego funkcjonowania ośrodka. Jak zaznaczyła przełożona, część grup miała już zaplanowane pobyty, dlatego ewentualne decyzje w tej sprawie będą należały do władz kościelnych.
Po ataku pojawiły się pytania o monitoring i zabezpieczenia. Siostra Barbara przekazała, że w części należącej do księży funkcjonuje monitoring. Kamery są również rozmieszczone na zewnątrz przestrzeni zajmowanej przez benedyktynki.
Zapytana, czy monitoring obejmuje również rejon, w którym doszło do ataku, odpowiedziała twierdząco.
Na razie jednak najważniejsze pytania dotyczące samego zdarzenia pozostają w rękach śledczych. Policja i prokuratura ustalają dokładny przebieg ataku oraz motywy działania zatrzymanego mężczyzny.
Dla osób mieszkających i pracujących w opactwie pozostaje natomiast coś, czego nie da się zamknąć w policyjnym komunikacie – poczucie, że wydarzyło się coś, co na długo zmieni ich codzienność.
– Myślę, że długo nie dojdziemy do siebie – powiedziała siostra Barbara.
Najnowsze
Posłowie PiS bronią pracowników Trybunału. Wójcik: „Mamy do czynienia ze skandalicznymi zachowaniami"
Atakował nożem przejeżdżające samochody. Robił to... nagi!
SPRAWDŹ TO!
Nie żyje ksiądz zaatakowany w Jarosławiu. TYLKO U NAS: Zakonnica ujawnia szczegóły tragedii