Pracował z najlepszymi, stworzył dziesiątki wybitnych ról. Pożegnanie Jana Frycza
Bliscy i przyjaciele w poniedziałek na warszawskim Cmentarzu Powązkowskim pożegnali zmarłego 15 sierpnia Jana Frycza. Na pogrzeb przybyli przyjaciele, wybitni twórcy i fani talentu aktora. Uroczystość miała charakter świecki.
Cienkowska: potrafił z jednego spojrzenia zrobić całą historię człowieka
W liście skierowanym do uczestników uroczystości, odczytanym przez wiceministra Sławomira Rogowskiego, szefowa resortu kultury napisała, że „trudno żegnać aktora, którego głos, twarz i sposób bycia zapisały się tak mocno w naszej pamięci”.
Przez niemal pięć dekad wychodził na scenę, stworzył dziesiątki niezapomnianych ról. Pracował z najwybitniejszymi polskimi reżyserami. Był obecny w teatrze, kinie i telewizji, ale liczby i tytuły nie mówią o nim najważniejszego, bo Jana Frycza nie dało się pomylić z nikim innym - wskazała.
Jak zaznaczyła, Frycz miał „niezwykłą sceniczną obecność, potrafił z ciszy zrobić scenę, z jednego spojrzenia - całą historię człowieka”.
Nie grał po to, żebyśmy podziwiali aktora. Grał po to, żebyśmy zobaczyli człowieka. Jego bohaterowie często byli trudni, niejednoznaczni, czasem mroczni, ale zawsze prawdziwi - podkreśliła.
Jan Frycz pozostał człowiekiem teatru do końca. Jego ostatnią rolą był Król w »Termopilach polskich« Jana Klaty na scenie Teatru Narodowego. Niedługo przed śmiercią uczestniczył jeszcze w próbach kolejnego spektaklu - »Oresteja« - przypomniała Cienkowska.
To bardzo symboliczne, bo dla aktora scena jest czymś więcej niż miejscem pracy, jest domem - dodała.
Grabowski: „powiedziałem – składaj papiery”
Co mogę powiedzieć o tobie, osobie tak bliskiej, obecnej w moim życiu ponad 50 lat? W roku 1974 przyszedłeś do mnie, niezwykle przystojny, i aksamitnym barytonem powiedziałeś: nazywam się Jan Frycz i proszę przygotować mnie do egzaminu do szkoły teatralnej. Zapłacę panu. A ja po kilku spotkaniach zdałem sobie sprawę, że chyba niewiele cię nauczę, bo ty wszystko umiesz. I powiedziałem: składaj papiery - wspominał Mikołaj Grabowski, reżyser, aktor, pedagog, profesor sztuk teatralnych.
Englert: „Nigdy nie wiedziałem, co mnie spotka ze strony Janka, i to było fantastyczne”
Jana Frycza żegnał również aktor oraz wieloletni dyrektor Teatru Narodowego w Warszawie Jan Englert.
Uważałem się za zawodowego starszego brata Jana Frycza. Myślę, że to była świadomość jednostronna - on nigdy nie czuł się ode mnie młodszy. Bardzo trudną jest rzeczą dla starszego brata stwierdzić, że młodszy jest zdolniejszy. Wielokrotnie tego doświadczyłem - mówił.
Podkreślił, że mówimy o „fenomenie aktorstwa Jana Frycza”.
Rzadko z nim grałem. Tak się złożyło, że częściej go reżyserowałem, więc relacja tego starszego brata z młodszym bratem powinna być zachowana. Nigdy nie wiedziałem, co mnie spotka ze strony Janka, i to było fantastyczne - przyznał Englert.
Nigdy nie wiedziałem, co mnie spotka ze strony Janka. To było fantastyczne. Nie wiedziałem, co zaproponuje. Czasami, jak już graliśmy przedstawienia, nie wiedziałem, co zagra: czy będzie dzisiaj zgorzkniałym starcem, czy entuzjastą młodości. Wymykał się kategoriom - wspominał Jan Englert.
Lupa o sekrecie nieśmiertelności aktora i stworzonych przez niego postaci
Reżyser Krystian Lupa w liście odczytanym podczas uroczystości napisał, że Jan Frycz miał „niezwykły ciężar i moc gestów i słów, które wydobywał, wyrzucał na zewnątrz ze swoich nawiedzających go wyobrażeń”. - Wtedy przez jego ciało, przez jego twarz przebiegał osobliwy pierwotny skurcz. Nie wiem jak go nazwać - pierwotny, zwierzęcy, szamański. Wyobrażenie wydobywało się jak wyrzucony w przestrzeń kamień i lądowało bezpośrednio w ciele widza - wskazał. - Mam pewność, że jego nieprzemijająca aktorska moc zasadza się w tym trudnouchwytnym rejonie - ocenił.
Janek Frycz - tak trudno mi powiedzieć Jan - ze swoim nieuleczalnym niepokojem marzyciela, z duszą poety, wędrującego trubadura to, jak myślę i jak wierzę, sekret jego nieśmiertelności, a przynajmniej sekret nieśmiertelności urodzonych przez niego postaci - zaznaczył.
Sylwetka Jana Frycza
Jan Frycz urodził się 15 maja 1954 r. w Krakowie. W 1978 r. został absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie. W tym samym roku zadebiutował w „Damach i huzarach” wg Aleksandra Fredry w reż. Mikołaja Grabowskiego w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.
Przez wiele lat był podporą Starego Teatru w Krakowie, grając m.in. w spektaklach Andrzeja Wajdy, Jerzego Jarockiego oraz Jerzego Grzegorzewskiego.
Najważniejsze kreacje - m.in. Iwana w „Braciach Karamazow” wg Dostojewskiego, Escha w obu częściach „Lunatyków” wg Brocha, Poncjusza Piłata w „Mistrzu i Małgorzacie” wg Bułhakowa, a później w „Wycince” wg Bernharda. Stał się jednym emblematycznych aktorów. W ubiegłym sezonie, 12 lat po premierze, powrócił do roli Aktora Teatru Narodowego w „Wycince”, pierwotnie zrealizowanej w Teatrze Polskim we Wrocławiu, a wznowionej w Teatrze Polskim w Podziemiu. Miał zagrać ją jesienią na festiwalach teatralnych w Katowicach i Krakowie.
Na ekranie zaczął pojawiać się pod koniec lat 70., jednak wówczas jeszcze skupiał się na teatrze. W 1986 r., zapytany o swoje role filmowe, odparł: „A cóż ja takiego zagrałem w kinie? Nie lubię filmu, boję się filmu, nie wierzę w film”. Później to się zmieniło. Stworzył niezapomniane kreacje nieszczęśliwie zakochanego młodego pisarza w „Pożegnaniu jesieni” i porucznika Jefimowa w „Łagodnej” Mariusza Trelińskiego. Był Józefem w „Pestce” Krystyny Jandy, apodyktycznym ojcem w „Pręgach” Magdaleny Piekorz, bezwzględnym pułkownikiem Wasiakiem w „Różyczce” Jana-Kidawy Błońskiego, a także mecenasem Wilczkiem w „Bezmiarze sprawiedliwości” Wiesława Saniewskiego. W ostatnich latach zagrał również głośne role Daria w serialu „Ślepnąc od świateł” Krzysztofa Skoniecznego i więźnia „Starego” w filmie „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy” Jana Holoubka.
Artysta miał na swoim koncie wiele nagród, wśród nich zdobytą w 2003 r. podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni statuetkę dla najlepszego aktora drugoplanowego za „Pornografię” Jana Jakuba Kolskiego oraz trzy Polskie Nagrody Filmowe Orły - za kreacje w „Pornografii”, „Pręgach” i „25 latach niewinności. Sprawie Tomka Komendy”. W 2005 r. został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. W 2005 r. uhonorowano go Srebrnym, a w 2015 r. - Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
Choć w ostatnich latach zmagał się z ciężką chorobą, pozostawał aktywny zawodowo. Zmarł w wieku 72 lat.
Źródło: Republika, PAP
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
AKTUALIZACJA
Nieoficjalnie: syn Donalda Trumpa z wizytą w Warszawie. Odwiedzi Pałac Prezydencki?
Roman Ż. z zarzutami ws. giełdy kryptowalut. Prokuratura ujawnia szczegóły
Katolicy na Bliskim Wschodzie w cieniu wojny. Bp Berardi: Naszą jedyną bronią jest modlitwa