Fort Trump, czyli wojny nie będzie
W lipcu 1947 roku Moskwa zabroniła Polsce przyjąć amerykańską pomoc. 17 września 2009 roku, w rocznicę sowieckiej agresji, Waszyngton porzucił projekt tarczy w Redzikowie w wersji George'a W. Busha, a prezydent Rosji nazwał tę decyzję „odpowiedzialną". 17 września 2026 roku Donald Trump ogłosił „wielkie postępy" w sprawie nowej stałej bazy US Army w Polsce. Premier Tusk, który w maju przekonywał, że nie powinniśmy „podbierać" żołnierzy Niemcom, skwitował doniesienia o bazie krótkim „No, to fajnie", a jego minister spraw zagranicznych ostrzega przed „uniżonością". Czy Ameryka znowu jest dla kogoś w Warszawie za blisko?
W lipcu 1947 roku czechosłowacki minister spraw zagranicznych Jan Masaryk pojechał z delegacją rządu do Moskwy. Praga przyjęła właśnie zaproszenie na konferencję w Paryżu, od której miał ruszyć plan Marshalla, amerykański program odbudowy zrujnowanej wojną Europy. Stalin zażądał, by Czechosłowacja się wycofała. Masaryk miał potem mówić przyjaciołom z goryczą, że jechał do Moskwy jako minister niezależnego państwa, a wrócił jako sowiecki sługa.
Z Polską poszło szybciej. Warszawa była amerykańską ofertą zainteresowana, ale 7 lipca sowiecka agencja TASS ogłosiła polską odmowę, zanim polskie władze zdążyły ją formalnie podjąć. 9 lipca premier Józef Cyrankiewicz oficjalnie odrzucił udział Polski, powołując się na rzekomą samowystarczalność zrujnowanego kraju. Państwa, które pomoc przyjęły, otrzymały w kolejnych latach łącznie ponad 13 mld dolarów. Polska nie dostała z tego ani centa. Dostała w zamian RWPG i dekady zapóźnienia.
Stawką nie były wyłącznie pieniądze. Za dolarem szły kontrakty, więzi i zaufanie, a Kreml nie zamierzał pozwolić, by Polska związała się ze Stanami Zjednoczonymi. Ta zasada przeżyła Stalina, PRL i Związek Sowiecki.
„Doceniacie państwo delikatność"
8 lutego 2008 roku urzędujący od trzech miesięcy premier Donald Tusk rozmawiał w Moskwie z Władimirem Putinem. Jednym z tematów była amerykańska tarcza antyrakietowa, której elementy miały stanąć w Redzikowie pod Słupskiem. – Prezydent Putin nie jest entuzjastą tego projektu – doceniacie państwo delikatność mojego sformułowania – relacjonował po rozmowie Tusk. Dodał, że Rosja oczekuje możliwości sprawdzania, czy instalacje nie są wymierzone w nią, a Amerykanie byliby skłonni zapewnić jakąś formę monitoringu lub inspekcji.
Moskwa chciała więc zaglądać do amerykańskiej bazy na polskiej ziemi, a strony umówiły się, że będą o tym dalej rozmawiać. Umowę z Waszyngtonem podpisał ostatecznie 20 sierpnia 2008 roku minister Radosław Sikorski, niespełna dwa tygodnie po tym, jak rosyjskie wojska weszły do Gruzji. Rok później Ameryka miała już nowego prezydenta i politykę „resetu" z Rosją.
W nocy z 16 na 17 września 2009 roku Barack Obama próbował dodzwonić się do premiera Tuska. Do rozmowy nie doszło; rzecznik rządu tłumaczył, że premier prosił o jej przełożenie, by być lepiej przygotowanym. Tego samego dnia Biały Dom ogłosił, że USA porzucają projekt tarczy w Polsce i w Czechach w kształcie przygotowanym przez administrację George'a W. Busha. Był 17 września, 70. rocznica sowieckiej agresji na Polskę. Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew nazwał decyzję Obamy „odpowiedzialną", a włoska „La Repubblica" pisała o gafie.
Gafa czy gest w stronę Moskwy? W dyplomacji data też bywa komunikatem. Premier Tusk zapewniał wówczas, że „raczej spodziewano się tego typu zmiany decyzji" w Waszyngtonie. W Moskwie jej nie tylko się spodziewano. Tam ją chwalono.
Baza w Redzikowie powstała w końcu w innej formule, w ramach nowego programu obrony przeciwrakietowej. Budowę rozpoczęto dopiero za rządów Prawa i Sprawiedliwości. 13 maja 2016 roku na uroczystości w Redzikowie byli prezydent Andrzej Duda, minister obrony Antoni Macierewicz i szef dyplomacji Witold Waszczykowski, ten sam, który w 2009 roku jako zastępca szefa BBN mówił, że Polska nie spodziewała się „całkowitej likwidacji" programu. Niemal cała budowa przypadła na rządy PiS. Oficjalne otwarcie nastąpiło 13 listopada 2024 roku, sześć lat po pierwotnym terminie. Kilka dni później rosyjska dyplomacja przypomniała, że baza jest dla Moskwy „priorytetowym celem", i to od dawna. Putin wciąż nie jest jej entuzjastą. Doceńmy delikatność sformułowania.
„Chyba nie powinniśmy podbierać"
Na początku maja 2026 roku Pentagon zapowiedział, że w ciągu 6–12 miesięcy wycofa z Niemiec około 5 tysięcy amerykańskich żołnierzy. Państwo, które od lat zabiega o większą obecność USA, dostało okazję, jaka nie zdarza się co roku. 4 maja premier Tusk ocenił: – Chyba nie powinniśmy jako państwo podbierać, nie wiem, czy wiecie, o co mi chodzi. I zapowiedział: – Ja nie pozwolę na to, żeby Polska była w jakikolwiek sposób wykorzystywana do łamania solidarności czy współpracy na poziomie europejskim.
Premier zapewniał, że chce więcej Amerykanów w Polsce, ale równie ważni są dla niego Amerykanie w innych krajach Europy. Owszem, sojusz jest całością. Tyle że Niemcy nie pytały Polski o zdanie, kiedy razem z Rosją budowały Nord Stream.
21 maja Donald Trump, niezależnie od decyzji w sprawie Niemiec, ogłosił, że Stany Zjednoczone wyślą do Polski dodatkowe 5 tysięcy żołnierzy. Napisał wprost, że podstawą decyzji jest wybór Karola Nawrockiego, którego z dumą poparł. Pod koniec maja szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz wysłał do Pentagonu list z propozycją stałej bazy, 16 czerwca rząd przyjął uchwałę otwierającą formalny proces, a dwa dni później Amerykanie odpowiedzieli, że są na polską ofertę otwarci.
17 września, dokładnie 17 lat po decyzji Obamy, Trump ogłosił „wielkie postępy" w tworzeniu bazy US Army w Polsce i przypisał je „odważnemu przywództwu" Nawrockiego. Jeśli do tego dojdzie, napisał, będzie to „historyczny krok" dla polsko-amerykańskiego sojuszu. Tym razem 17 września przyszła z Waszyngtonu dobra wiadomość. – Uważam, że sprawa jest z pewnością przesądzona – mówił kilka dni później prezydent Nawrocki w wywiadzie dla Bloomberga. Dodał, że chciałby, aby baza nosiła nazwę Fort Trump.
Premier skomentował doniesienia krótko: – No, to fajnie. Dodał, że nie chce „uczestniczyć w tej licytacji, kto ma większe zasługi", i zapewnił, że „Polska jest gotowa". Tymczasem Radosław Sikorski mówił w Nowym Jorku, że rząd i prezydent działają wspólnie na rzecz „drugiej stałej bazy amerykańskiej w Polsce", ale proponowanie nazwy Fort Trump to „demonstrowanie takiej uniżoności". Wolałby Pułaskiego, Kościuszkę albo Reagana.
Druga baza, bo pierwsza już jest. Od marca 2023 roku, jeszcze za rządów PiS, w Poznaniu działa Camp Kościuszko, pierwszy stały garnizon US Army w Polsce. Kościuszko ma więc już swój amerykański obóz. Czy patron nowej bazy jest dziś naprawdę największym zmartwieniem polskiej dyplomacji?
Jan Masaryk mógłby ministrowi opowiedzieć, jak wygląda prawdziwa uniżoność. W naszej części Europy jej adres nigdy nie leżał za Atlantykiem.
Gigantomania
Podobny odruch niechęci towarzyszył od początku Centralnemu Portowi Komunikacyjnemu. W maju 2018 roku Rafał Trzaskowski, wówczas kandydat na prezydenta Warszawy, mówił w radiu TOK FM: – Ja uważam, że to jest gigantomania przy tym, że będziemy mieli w ciągu dwóch lat lotnisko w Berlinie. O berlińskim lotnisku mówił też, że „trudno będzie z nim konkurować", a zamiast CPK proponował rozbudowę Okęcia i Modlina. Kilka lat później nazywał już CPK „dużą szansą", a zmiana zdania to prawo polityka. Punktem odniesienia dla polskiego lotniska był jednak wtedy Berlin.
A przecież CPK to przede wszystkim polska brama do Ameryki. Duży węzeł przesiadkowy to więcej bezpośrednich połączeń ze Stanami, po które dziś Polacy często jadą przez Frankfurt czy Monachium. W razie kryzysu to także miejsce, w którym mogą lądować amerykańskie posiłki. – Inwestycje takie jak CPK są potrzebne do szybkiego reagowania na wschodniej flance NATO – mówił gen. Ben Hodges, były dowódca wojsk lądowych USA w Europie, wskazując na logistykę i przepustowość. Stała baza bez węzła, który przyjmie na dużą skalę ludzi i sprzęt zza oceanu, odstrasza słabiej, niż mogłaby.
Premier mówi dziś o stałej bazie, że to „gigantyczny wysiłek" i „duże pieniądze". Trzaskowski o CPK mówił „gigantomania". Dziwnym trafem, gdy rzecz dotyczy więzi z Ameryką, w tym obozie wszystko wydaje się za duże, za drogie albo za bardzo uniżone. Berlin jakoś nigdy nie jest za blisko.
„Ja nigdzie nie uciekam"
Niedawno rozmawiałem z Białorusinką, która uciekła z Mińska do Polski. Opowiadała, że jej znajomi z Białorusi i z Ukrainy powtarzają to samo: jest wojna, trzeba teraz uciekać do Niemiec, bo tam jest amerykańskie wojsko. Zapytałem, czy wie, że amerykańscy żołnierze są także w Polsce. Nie wiedziała. Zdziwiła się, że stacjonuje ich tu na co dzień około 10 tysięcy. Powiedziałem, że prezydent zabiega o stałą bazę US Army. Odpowiedziała po chwili: – Jak Nawrocki to załatwi, to ja nigdzie nie uciekam. Wojny nie będzie.
Nie jest ekspertką od polityki. Nie czytała depesz z lipca 1947 roku ani komunikatów z 17 września 2009 roku. W dwóch zdaniach uchwyciła jednak sens odstraszania, który w Warszawie tak trudno wypowiedzieć bez zastrzeżeń o „solidarności" i „licytacji". Amerykański żołnierz nad Wisłą nie jest dla Kremla argumentem w dyskusji. Jest kosztem, który trzeba doliczyć, zanim się ją zacznie.
Dlaczego jej znajomi wiedzą, że Amerykanie stoją w Niemczech, a nie wiedzą, że stoją także w Polsce? Czy nie dlatego, że o sojuszniku zza oceanu część polskiej władzy woli mówić półgłosem, a o „solidarności" z Berlinem pełnym głosem?
W 1947 roku o tym, czy Polska zwiąże się z Ameryką, zdecydowała Moskwa. W 2009 roku zdecydował Waszyngton, na dodatek 17 września. Dziś o nowej stałej bazie rozmawiają Warszawa i Waszyngton, a amerykański prezydent ogłasza postępy w tę samą rocznicę, w której Obama się wycofał. Premier zapewnia, że „Polska jest gotowa". Trzymamy za słowo. Oby tylko tym razem nikt w Warszawie nie prosił, żeby ważną rozmowę z Waszyngtonem przełożyć na rano.
Miłosz Manasterski
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Leon XIV: nie wolno zadawać śmierci pod pozorem współczucia
Już nie tylko Marokańczycy i nie tylko w Ceucie. Desant nielegalnych imigrantów w hiszpańskiej Murcji
Uroczystości upamiętniające na terenie byłego obozu Dulag 121 w Pruszkowie