Taśma produkcyjna zagranicznych rekrutów. Są ich całe masy
Rosja coraz intensywniej werbuje cudzoziemców do walki w Ukrainie, a jednym z nowych kierunków rekrutacji stała się Ameryka Łacińska. Peruwiańczycy relacjonują, że kuszono ich wysokimi zarobkami, a po przyjeździe do Rosji część z nich miała trafić bezpośrednio na front. Jeden z ocalałych mówi o „taśmie produkcyjnej” zagranicznych rekrutów i przekonuje, że wielu z nich ginie lub znika już po kilku dniach walk.
Rosja coraz szerzej sięga po zagranicznych ochotników, aby uzupełniać szeregi swoich sił walczących przeciwko Ukrainie. Według relacji cytowanych przez „Politico” wśród nowych grup rekrutów coraz większą rolę odgrywają mieszkańcy Ameryki Łacińskiej, szczególnie Peruwiańczycy.
Jednym z nich był 36-letni Carlos Lenski Davila Vela. Mężczyzna wyjechał do Rosji po tym, jak zaproponowano mu dobrze płatną służbę. Ostatecznie trafił na front w Ukrainie, gdzie został ranny. Udało mu się uciec ze szpitala i wrócić do Peru.
„Są ich całe masy”
Davila Vela twierdzi, że podczas pobytu w rosyjskich ośrodkach szkoleniowych spotkał około 80 rekrutów z Ameryki Łacińskiej. Mieli pochodzić m.in. z Kolumbii, Panamy, Boliwii, Salwadoru i Argentyny.
– Są bardzo liczni – relacjonował. Według jego oceny niemal wszyscy poznani przez niego Latynosi zostali później zabici albo uznani za zaginionych.
Mężczyzna opisywał rosyjskie ośrodki jako nieustannie działającą „taśmę produkcyjną”. Jedni rekruci byli wysyłani dalej, podczas gdy kolejni dopiero przyjeżdżali.
Według ukraińskiego urzędnika zajmującego się jeńcami wojennymi w pierwszych dziewięciu miesiącach 2026 roku liczba schwytanych przez Ukrainę bojowników z Ameryki Łacińskiej miała być czterokrotnie większa niż w całym okresie od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na pełną skalę w 2022 roku.
Rekruci mieli słyszeć o wysokich zarobkach
Z relacji rodzin wynika, że część mężczyzn decydowała się na wyjazd przede wszystkim ze względów finansowych. Rekrutom obiecywano pieniądze, jakich nie byliby w stanie zarobić w swoich krajach.
Niektórzy mieli być werbowani za pośrednictwem mediów społecznościowych. Jeden z 19-letnich Peruwiańczyków, występujący pod zmienionym imieniem, twierdził, że pierwszy kontakt z rekruterem nastąpił przez TikToka.
Po przyjeździe do Rosji rzeczywistość miała znacząco odbiegać od wcześniejszych obietnic. Według relacji części rodzin rekruci musieli kupować własne wyposażenie, a niektórzy skarżyli się również na przemoc ze strony przełożonych.
459 Peruwiańczyków ma walczyć dla Rosji
Peruwiańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało w sierpniu, że posiada informacje o 459 obywatelach Peru walczących po stronie Rosji. Z tej grupy 11 osób miało zginąć, a 114 pozostawało zaginionych.
Rodziny twierdzą jednak, że rzeczywista liczba Peruwiańczyków zaangażowanych w rosyjską armię może być wyższa. Krewni zaginionych utworzyli grupy w mediach społecznościowych i komunikatorach, próbując ustalić miejsce pobytu swoich bliskich.
Według ukraińskich szacunków w rosyjskich siłach może służyć około 29 tys. zagranicznych rekrutów. Cudzoziemcy stanowią tylko część rosyjskich wojsk, ale ich obecność pozwala Moskwie uzupełniać straty bez przeprowadzania kolejnej powszechnej mobilizacji w Rosji.
Ucieczka z Rosji kosztowała tysiące dolarów
Davila Vela twierdzi, że za ucieczkę z Rosji musiał zapłacić około 1,2 mln rubli, czyli równowartość około 14 tys. dolarów. Pieniądze miały trafić do dwóch Rosjan, z których jeden był wcześniej związany z Grupą Wagnera.
Po dotarciu do ambasady Peru w Moskwie mężczyzna miał otrzymać pomoc w powrocie do kraju.
Jego droga na front wyglądała jednak zupełnie inaczej, niż początkowo zakładał. Według jego relacji miał wykonywać zadania związane z dronami, z dala od bezpośrednich walk. Ostatecznie został jednak skierowany do jednostki szturmowej.
Na froncie spędził pięć dni. Został ranny w nogę odłamkami.
„Mięso armatnie”
Davila Vela twierdzi, że widział na froncie wielu zabitych żołnierzy. Szczególnie zapamiętał rosyjskie drony, które miały nieustannie atakować nacierających żołnierzy.
To prawda, co się o nas mówi, że jesteśmy mięsem armatnim – powiedział.
Według jego relacji dowódcy mieli być świadomi ogromnego ryzyka ponoszonego przez żołnierzy podczas szturmów. Sam mężczyzna deklaruje dziś, że chce opowiadać o swoich doświadczeniach w mediach społecznościowych, aby ostrzegać kolejnych potencjalnych rekrutów.
Przypadek Peru wpisuje się w szerszy trend. Rosja od początku pełnoskalowej inwazji wykorzystywała cudzoziemców z różnych części świata. Wcześniej znaczącą grupę stanowili m.in. obywatele państw Azji i Afryki. Według przedstawionych w materiale informacji coraz większe znaczenie zyskują jednak kraje Ameryki Łacińskiej, w tym Peru, Brazylia, Ekwador i Argentyna.
Źródło: Republika/Politico
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X