Nie każda nikotyna to papieros. USA przypominają o tym Polsce i Unii
Polska dyskusja o saszetkach nikotynowych coraz częściej koncentruje się na zakazach, politycznych emocjach i moralizatorskich ocenach. Tymczasem decyzja amerykańskiej FDA dotycząca saszetek nikotynowych ZYN pokazuje, że nowoczesna regulacja produktów nikotynowych powinna opierać się na rzetelnej analizie danych i różnicowaniu poziomu ryzyka.
Według oceny FDA całkowite zastąpienie papierosów saszetkami ZYN przez dorosłych palaczy może wiązać się z niższym ryzykiem wystąpienia m.in. raka jamy ustnej, raka płuc, chorób serca, udaru mózgu, rozedmy płuc oraz przewlekłego zapalenia oskrzeli niż dalsze palenie papierosów. Ocena ta odnosi się wyłącznie do porównania z papierosami, czyli produktami opartymi na spalaniu tytoniu i wdychaniu dymu. Różnica ta ma zasadnicze znaczenie, ponieważ w debacie publicznej wszystkie produkty nikotynowe bywają coraz częściej traktowane jako jedna kategoria, mimo że ich profil ryzyka nie jest taki sam.
FDA dopuściła 20 wariantów saszetek nikotynowych ZYN do komunikowania jako produktów o zmodyfikowanym ryzyku w porównaniu z papierosami. To sygnał, że instytucje regulacyjne powinny oceniać poszczególne kategorie wyrobów nikotynowych na podstawie dowodów naukowych, a nie wyłącznie przez pryzmat politycznych emocji.
Nie oznacza to, że amerykański regulator uznał nikotynę za substancję obojętną dla zdrowia ani że saszetki nikotynowe są produktami pozbawionymi ryzyka. Sens decyzji jest inny - po analizie szeregu danych FDA uznała, że całkowite zastąpienie papierosów saszetkami ZYN przez dorosłych palaczy może wiązać się z niższym ryzykiem szeregu chorób niż dalsze palenie papierosów.
Amerykanie analizują dane i wtedy podejmują decyzje. Polska zakazuje
Decyzja amerykańskiego regulatora nie pojawiła się w próżni. Wcześniej saszetki ZYN przeszły w USA dogłębną ocenę przed dopuszczeniem do sprzedaży. W styczniu 2025 roku FDA zezwoliła na sprzedaż 20 wariantów produktu, wskazując między innymi na istotnie niższą zawartość szkodliwych składników w porównaniu z papierosami oraz większością bezdymnych wyrobów tytoniowych. Najnowsza decyzja FDA, tzw. autoryzacja MRTP jest kolejnym etapem tej oceny i potwierdza, że dorosły konsument powinien mieć prawo do rzetelnej informacji o różnicach między produktami nikotynowymi.
Tymczasem polska dyskusja o zdrowiu publicznym często schodzi na poziom bieżącego sporu politycznego. Debata koncentruje się przede wszystkim na postulatach kolejnych ograniczeń, podczas gdy znacznie mniej uwagi poświęca się analizie danych naukowych oraz rzeczywistym różnicom pomiędzy poszczególnymi produktami nikotynowymi. Tymczasem to właśnie ocena ryzyka powinna stanowić punkt wyjścia dla racjonalnej polityki zdrowia publicznego.
Kluczowe pytanie brzmi więc, w jaki sposób saszetki nikotynowe powinny być traktowane przez państwo i instytucje odpowiedzialne za zdrowie publiczne. Są to produkty inne niż papierosy, ponieważ nie dochodzi w nich do spalania tytoniu. Nie oznacza to, że są obojętne dla zdrowia ani że powinny być dostępne bez ograniczeń. Oznacza jednak, że debata regulacyjna powinna odróżniać ryzyko związane z samą nikotyną od ryzyka wynikającego ze spalania tytoniu i wdychania dymu papierosowego.
Zakaz smaków może wypchnąć rynek spod kontroli
Obecnie Sejm pracuje nad projektem UD213, czyli zmianami w ustawie o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu. Projekt przewiduje m.in. zakaz stosowania w woreczkach nikotynowych aromatów innych niż tytoniowy. W praktyce oznaczałoby to wycofanie z legalnego rynku zdecydowanej większości smakowych saszetek nikotynowych, mimo że sama kategoria została już objęta odrębnymi ograniczeniami.
Uzasadnienie projektu opiera się przede wszystkim na ochronie młodzieży i ograniczeniu atrakcyjności produktów nikotynowych dla nowych użytkowników. Jest to cel zasadny i trudny do zakwestionowania. Problem polega jednak na tym, że proponowany mechanizm może jednocześnie uderzyć w dorosłych palaczy poszukujących alternatywy dla papierosów.
Jeżeli legalna oferta zostanie ograniczona niemal wyłącznie do wariantu tytoniowego, część konsumentów może wrócić do papierosów, część poszuka produktów w szarej strefie, a część sięgnie po wyroby pozostające poza skuteczną kontrolą państwa.
Doświadczenia innych państw powinny być w tej sprawie ostrzeżeniem. We Francji, Belgii i Holandii restrykcyjne podejście do produktów nikotynowych, w tym saszetek, sprzyja rozwojowi szarej strefy, która jest rekordowa. Polska, projektując nowe przepisy, powinna więc odpowiedzieć nie tylko na pytanie, jak ograniczyć dostęp młodzieży do nikotyny, lecz także jak uniknąć wypchnięcia dorosłych użytkowników z legalnego rynku oraz jak zapobiec rozwojowi niekontrolowanego obrotu.
Bruksela i Warszawa potrzebują danych, nie automatyzmu
Kluczowy jest także wątek europejski. Na poziomie Unii Europejskiej coraz silniejsza staje się tendencja do regulacyjnego zrównywania nowych produktów nikotynowych z papierosami w ramach prac nad rewizją tzw. Dyrektywy Produktowej (Tobacco Products Directive). To podejście może być wygodne administracyjnie, ale nie musi być racjonalne z punktu widzenia zdrowia publicznego. Jeżeli przepisy nie rozróżniają produktów spalanych i bezdymnych, pomijają fundamentalną różnicę między paleniem tytoniu a innymi sposobami dostarczania nikotyny.
Decyzja FDA w sprawie ZYN powinna być dla Polski i Unii Europejskiej ważnym sygnałem. Amerykański regulator nie zalegalizował swobodnej promocji nikotyny, nie zignorował ryzyka uzależnienia i nie zakwestionował potrzeby ochrony młodzieży. Zrobił jednak coś, czego często brakuje w europejskiej debacie: odróżnił produkty o różnym profilu ryzyka i dopuścił przekazywanie dorosłym konsumentom zweryfikowanych informacji o tych różnicach.
Dlatego również projekt UD213 wymaga szczególnie solidnego uzasadnienia. Sam argument ogólnej troski o zdrowie publiczne może nie być wystarczający, jeżeli regulacja jednocześnie ograniczy dorosłym palaczom dostęp do alternatyw wobec papierosów i jednocześnie wzmocnić nielegalny obrót. Potrzebna jest analiza proporcjonalności, skutków rynkowych, możliwości egzekwowania prawa oraz wpływu nowych przepisów na osoby, które mogłyby całkowicie zastąpić papierosy produktami bezdymnymi.
Polska i Unia Europejska powinny jasno wskazać, na jakich danych opierają założenie, że zakaz smakowych saszetek nikotynowych poprawi bilans zdrowia publicznego. Jeżeli jeden z najbardziej rygorystycznych regulatorów na świecie, po przeprowadzeniu szczegółowej analizy danych, uznaje, że określone saszetki nikotynowe mogą stanowić produkt o zmodyfikowanym ryzyku w porównaniu z papierosami, polscy i unijni decydenci powinni przynajmniej wyjaśnić, dlaczego wybierają bardziej restrykcyjny kierunek. W przeciwnym razie zamiast polityki zdrowotnej opartej na dowodach możemy otrzymać regulacje oparte przede wszystkim na emocjach, medialnych skrótach i administracyjnej wygodzie.