„Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało” (Mt 9, 37)
Witam wszystkich w 11 Niedzielę Roku Liturgicznego, w naszym 210 Programie „Oko na niedzielę”, czyli „Chrześcijaństwo dla dorosłych” (Rok A - 14.06.2026).
Często mamy wiele zastrzeżeń, oskarżeń i pretensji wobec kapłanów, nieraz bardzo uzasadnionych. Jednak sam Chrystus Pana stwierdza, że pomimo wszystkich naszych ograniczeń, braków i grzechów jesteśmy potrzebni i niedobrze, gdy jest nas za mało. Dzisiaj właśnie słyszymy, że Jezus „widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Mt 9, 37n).
Przecież On sam najlepiej znał wady i grzechy swoich Apostołów, a jednak ich wybrał i posłał. Zapewne także dlatego, że nie dało się znaleźć bardziej odpowiednich. Jednak posyła tych ułomnych Apostołów, ponieważ jest przekonany, że istotnie mogą pomóc ludziom, nad którymi „się litował”.
Tak jest przecież w każdym powołaniu i każdym zawodzie – bez żadnego wyjątku. Nie wszyscy robotnicy i nie wszystkie nauczycielki są tacy znakomici, nie wszyscy lekarze i nie wszyscy sędziowie, nie wszyscy urzędnicy i nie wszyscy rolnicy, nie wszyscy politycy i nie wszyscy dziennikarze – i tak dalej, prawie bez końca. Nikt też nie jest idealny, bo Absolutem jest tylko Najwyższy. Wszyscy mają swoje niedoskonałości, wady, grzechy i winy – tylko mniejsze albo większe, tylko coraz mniejsze albo coraz większe. Tylko skala i tendencja tego osobistego zła nas różnią. A jednak, gdybyśmy z powodu wad i win członków danej grupy zawodowej zupełnie ją zlikwidowali, życie całego społeczeństwa stałoby się o wiele uboższe i trudniejsze. Teoretycznie dałoby się żyć społecznie bez wszystkich lekarzy i bez wszystkich nauczycielek, ale co to byłoby za życie?
Podobnie jest z księżmi. Pomimo swoich braków mamy swoją rolę, którą wyznaczył nam Najwyższy. Jezus swoich Apostołów wyposażył też w wielką moc, wielkie uprawnienia. Słyszymy przecież: „Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości” (Mt 10, 1). Apostołom delegował też władzę sprawowania Eucharystii oraz odpuszczanie grzechów, co jest prerogatywą samego Boga, powiedział: „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,23).
W ręce kruchych ludzi złożył zatem niezwykłe moce, bo też ich służba dla innych jest niezwykła. Zasadniczym powołaniem i zadaniem kapłanów jest służenie, pomaganie ludziom w tym, co najważniejsze – w zbawieniu. Głównie po to są kapłanami. „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?” (Mt 16, 26). Właśnie po to najbardziej warto być kapłanem – aby pomagać ludziom w zbawieniu, osiągnięciu życia wiecznego. Aby zboże bielejące na polach trafiło do spichlerzów Pana, a nie na klepisko demonów.
A dla osiągnięcia życia wiecznego warto poświęcić całe życie doczesne lub nawet to, co w nim jest najważniejsze – własne małżeństwo i rodzinę. Aby być bardziej skutecznym, bardziej efektywnym robotnikiem na żniwie Pana. Przecież przyznajemy państwu twarde prawo powoływania obywateli do wojska i wysyłania na front w obronie Ojczyzny, w walce o Ojczyznę – jak teraz, na Ukrainie. Żołnierze czasowo przynajmniej tracą swoje życie w małżeństwie i rodzinie, a potem w końcu nieraz tracą całe doczesne życie. Kiedy indziej trafiają do rosyjskiej niewoli, gdzie przez miesiące i lata są potwornie torturowani. A Bóg, który daje na wszystko, daje więcej, niż najlepsza Ojczyzna, ma przecież tym większe prawa wobec nas. Ma prawo, żeby niektórych powołać jak żołnierzy na wojnę o zbawienie wszystkich. Tym bardziej ma prawo wymagać od nich rezygnacji z własnego małżeństwa i rodziny – choćby mogły być najpiękniejsze.
Tym bardziej, że jeśli będą przyzwoitymi kapłanami, to pomogą w powstaniu wielu innych pięknych małżeństw, które bez tej pomocy nigdy by nie zaistniały. W nich narodzą się liczne dzieci, których bez tych małżeństw też nigdy by nie było. Mając tak dobrych, wierzących rodziców, te dzieci będą mieć zwykle przepiękne dzieciństwo i zostaną znakomicie wychowane. Będę mieć największe szanse na życie podobnie udane, jak rodziców. Tak uczciwi księża są jak ziarna, którzy najpierw tracą wiele, ale potem otrzymują stokrotnie więcej. Wielu tego doświadcza, także ja – że warto było. Chrystus zawsze mówi prawdę, nigdy nie oszukuje.
Dlatego także dzisiaj warto być księdzem – tym bardziej że robotników w Winnicy Pańskiej coraz bardziej brakuje. Ja sam na wykładach ćwierć wieku temu miałem nawet do 70 kleryków i 120 świeckich studentów teologii. Dzisiaj jest ich nawet 10 razy mniej.
Jako przyczyny wskazujemy katastrofę demograficzną i laicyzację społeczeństwa. Ale są też przyczyny wewnątrz-kościelne, na które mamy wpływ. Przecież szczególnie zabija się powołania, kiedy relatywizuje się chrześcijaństwo, kiedy głosi się, że właściwie wszystkie religie są równie dobre. Zabija się powołania, kiedy popada się w herezję judaizowania Kościoła i tak obraża się samego Syna Bożego. Powstaje bowiem naturalne pytanie: to po co tak wiele poświęcać dla głoszenia Chrystusa, skoro podobno inni tak świetnie sobie bez niego radzą?
Często też biskupi właściwie nic nie mówią, nic nie czynią, żeby bronić w swoich diecezjach dzieci i młodzież przed genderową deprawacją. Ponieważ aż tak nie chcą rozumieć i aż tak boją się Świata - bardziej niż Boga. Niech się nie dziwią, że mają jeszcze mniej powołań. Tak młode pokolenie zostaje gruntownie zdeprawowane według ideologii totalnej rozpusty. Potem w zdecydowanej większości nie jest zdolne ani do małżeństwa, ani do celibatu.
Inny wielkim problemem jest homoseksualizm części duchowieństwa. I to nawet przełożonych w seminariach diecezjalnych i nowicjatach zakonnych. Jeżeli młodzi mężczyźni, którzy chcą szczerze służyć Bogu i zbawieniu innych, są molestowani przez własnych przełożonych, to nieraz jedyną drogą pozostaje ucieczka. Tym bardziej, kiedy przełożeni ich przełożonych też okazują się być pro-homoseksualni, stają po stronie oprawców, nie ofiar. Tak tracimy nieraz najlepsze powołania. A członkowie lawendowej mafii zaciągają potworne winy. Nie dość, że sami żyją w ciągłej homo-rozpuście, to jeszcze molestują innych i blokują im możliwość bycia księdzem lub zakonnikiem. Zamiast pomagać innym w zbawieniu, sami w nim najbardziej przeszkadzają. Znam wiele takich historii, bo pomagam ich ofiarom i jestem gotów nadal ich ratować.
Także klerycy i nowicjusze nieraz należą do „bezbronnych dorosłych”, który w Kościele należy bezwzględnie chronić. Problem jest tak poważny, że potrzebujemy tu specjalnych komisji, które zajmowałyby się taką ochroną. Po dokładnym sprawdzeniu takie komisje mogłyby seminariom i nowicjatom nadawać certyfikat „Miejsca przyjaznego i bezpiecznego dla normalnych mężczyzn”.
Takie działania mają sens i przynoszą owoce. Tak już udało się odzyskać dla normalnych ludzi niektóre diecezje i niektóre prowincje zakonne, niektóre seminaria i niektóre nowicjaty zakonne, wyzwolić spod panowania lawendowej mafii. Na szczęście ona nie jest ani wszechwładna, ani wszechmocna.
I mimo nawet takich przeszkód warto w kapłaństwie poświęcić życie Bogu i ludziom. Przecież w każdej armii są zdrajcy, a nawet nieraz całe siatki zdrajców. To nie przekreśla armii. Im więcej jest oficerów-Judaszy, tym bardziej potrzeba oficerów-patriotów. Nie możemy Kościoła zostawić tylko takim potwornym przestępcom, jak kardynał McCarrick, arcybiskup Paetz czy biskup Zanchetta. Przecież ludzie to pszeniczne kłosy Pana, przecież ludzie to winne gałązki Pana.
Dla ich zbawienia warto poświęcić wszystko.
Dla ich zbawienia warto zaryzykować wszystko. Amen.
Ks. dr hab. Dariusz Oko, prof. UPJP2
Kierownik Katedry Filozofii Kultury
Wydziału Filozoficznego UPJP2
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X