Marek Gróbarczyk ostro o pomocy dla powodzian: "Nic z transparentności nie miało miejsca"
Poseł PiS i były minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk w porannej rozmowie na antenie Republiki ostro krytykował sposób rozdysponowania pomocy po powodzi na Dolnym Śląsku. Polityk mówił o zalediwe "czubku góry lodowej", wskazywał na sytuację osób, które wciąż zmagają się ze skutkami żywiołu, a także zarzucał rządowi zatrzymywanie kluczowych inwestycji przeciwpowodziowych. Odniósł się również do problemów Polskiej Żeglugi Bałtyckiej.
"Myślę, że to jest czubek góry lodowej"
Marek Gróbarczyk był pytany w Republice o aferę wokół rządowej pomocy przeznaczonej dla poszkodowanych w powodzi na Dolnym Śląsku. Sprawa nabrała rozgłosu po publikacji Wirtualnej Polski, która ujawniła, że około 4,5 mln zł pożyczek wypłaconych przez Karkonoską Agencję Rozwoju Regionalnego trafiło do trzech firm z Dziwiszowa. Jedną z nich jest przedsiębiorstwo należące do męża Anny Konieczyńskiej – działaczki Koalicji Obywatelskiej, która od lutego 2025 roku pełniła funkcję wiceprezes KARR. Firma otrzymała 200 tys. zł wsparcia.
Kontrowersje wzbudziły przede wszystkim okoliczności przyznania środków. Z medialnych ustaleń wynika, że dostępne dane – w tym informacje Państwowej Straży Pożarnej i Wód Polskich, a także zdjęcia satelitarne – nie potwierdzały, aby woda powodziowa dotarła do nieruchomości objętych pomocą. Konieczyńska przekonywała, że wsparcie zostało przyznane zgodnie z obowiązującymi zasadami. Ujawnione informacje wywołały jednak polityczną burzę i pytania o sposób rozdysponowywania pieniędzy przeznaczonych dla poszkodowanych przez żywioł.
Poseł PiS przypomniał, że jest członkiem sejmowej komisji nadzwyczajnej ds. działań przeciwpowodziowych i usuwania skutków powodzi. Jego zdaniem deklarowana przy jej powoływaniu transparentność nie znalazła odzwierciedlenia w praktyce:
— Nie trzeba było długo czekać na to, co się dzisiaj dzieje, na to, co wychodzi na jaw. Myślę, że to jest czubek góry lodowej. Jestem członkiem komisji nadzwyczajnej do spraw powodzi. Właśnie tę komisję powołano w celu transparentnego działania, zachowania standardów. Takich sloganów naprawdę ze świecą szukać, jakie wypowiadano przy okazji powołania tej komisji. Oczywiście wszystko to, można powiedzieć, nic nie jest warte — mówił Gróbarczyk.
Były minister zwracał uwagę na dysproporcje pomiędzy pomocą udzielaną poszczególnym osobom. Jak podkreślał, uzyskanie maksymalnego wsparcia przez zwykłych poszkodowanych wymagało bardzo poważnych zniszczeń:
— Dwieście tysięcy przysługiwało ludziom, którzy potracili cały majątek. W zasadzie w 80 proc. musieli mieć zniszczony dom, żeby otrzymać te 200 tysięcy. Jeśli na przykład woda pojawiła się na wysokość metra, to już im się te pieniądze nie należały w takiej wysokości. Proporcjonalnie w dół, a więc kilkadziesiąt tysięcy, może kilka tysięcy dostali, bo twierdzono, że te zniszczenia nie dotyczą konstrukcji — wskazywał.
Gróbarczyk: trzeba zobaczyć, ile zniszczeń pozostało w Lądku-Zdroju
Według polityka szczególnie bulwersujące jest zestawienie sytuacji Konieczyńskiej z losem mieszkańców terenów rzeczywiście zniszczonych przez wielką wodę:
— Trzeba odwiedzić naprawdę Lądek-Zdrój, zobaczyć, ile tam jeszcze zniszczeń pozostawiła po sobie powódź i ile rzeczy nie zostało ruszonych, ilu ludzi jeszcze nie dostało pieniędzy, ilu boryka się jeszcze z całymi procedurami. I widzimy tutaj tę panią, która jest po prostu szczerze zadowolona i kpiąca ze wszystkich, z tego, co się dzieje, przede wszystkim w kontekście sytuacji, z którą mamy do czynienia — powiedział.
Gróbarczyk zastrzegł jednocześnie, że jego ocena możliwego mechanizmu przyznania środków jest przypuszczeniem:
— Zrobiono wyłom w tej ustawie, pozwalający na takie działanie. Zobaczymy, jak to się skończy. Zakładano, że jeżeli wody może nawet nie być w tym budynku, ale jeżeli została uszkodzona czy naruszona konstrukcja, która zagraża temu budynkowi, to można otrzymać 200 tysięcy. Podejrzewam, że chyba tutaj zastosowano takie rozwiązanie. Oczywiście to jest tylko moje przypuszczenie. Ciekaw jestem, jaki rzeczoznawca podjął się tego, żeby coś takiego wycenić i zatwierdzić — zaznaczył polityk PiS.
Gość Republiki krytycznie oceniał również działalność Marcina Kierwińskiego jako pełnomocnika rządu ds. odbudowy po powodzi. Zdaniem Gróbarczyka działania podejmowane przez władzę miały przede wszystkim charakter wizerunkowy:
— To tylko i wyłącznie służyło tworzeniu pewnej propagandy, pewnego wizerunku medialnego, jeżdżeniu po tych miejscowościach. Widzieliśmy te konferencje prasowe, które miały pokazywać, jak to fantastycznie wszystko funkcjonuje. Dzisiaj mleko się wylało — stwierdził.
Gróbarczyk relacjonował także własne obserwacje z prac komisji. Twierdził, że w kuluarach pojawiały się rozmowy dotyczące sposobu kierowania pieniędzy:
— Widziałem, jak w kuluarach rozmawiano na temat tego właśnie, jak to załatwić, żeby pieniądze trafiały w odpowiednie miejsce. Mówiono właśnie o tym, że pewne sprawy trzeba będzie popchnąć, załatwić i tak dalej. Więc to jak gdyby składa się dzisiaj w jedną całość, że nic z transparentności czy przejrzystych procedur nie miało miejsca. To wszystko była kwestia uznaniowości w większości przypadków — powiedział.
Poseł wyraził nadzieję, że znaczna część pieniędzy rzeczywiście dotarła do poszkodowanych. Jednocześnie przekonywał, że ujawnione dotychczas przypadki mogą być jedynie początkiem sprawy:
— Mam nadzieję, że jednak ci ludzie, część tych, którzy faktycznie ucierpieli, bo widzieliśmy te potworne zniszczenia, dostali pomoc. Ale myślę, że to jest czubek góry lodowej właśnie osób, które otrzymały te środki poprzez odpowiednie koneksje — ocenił.
"Zbiorniki retencyjne są kluczowe dla walki z powodzią"
Drugim ważnym wątkiem rozmowy była polityka przeciwpowodziowa i gospodarka wodna. Były minister gospodarki morskiej zarzucił obecnemu rządowi zahamowanie inwestycji, które – jego zdaniem – mają fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa Polski:
— Wstrzymano budowę stopnia wodnego w Siarzewie na Wiśle. Zatrzymano inwestycje na Odrze, budowę zbiorników retencyjnych. 96 inwestycji wyrzucono do kosza. To jest tak skrajna niekompetencja — mówił Gróbarczyk.
Polityk podkreślił, że inwestycje hydrotechniczne wymagają wieloletniej ciągłości i nie mogą być uzależnione od jednej kadencji rządu:
— Takich inwestycji, stopnia wodnego czy zbiorników retencyjnych, nie buduje się w rok czy dwa. To musi być ciągłość decyzji, które były podjęte wiele lat temu. Sztandarowym, a z drugiej strony kuriozalnym przykładem była chociażby budowa stopnia wodnego w Malczycach, która została rozpoczęta 58 lat temu, jeszcze za komuny. W 2017 roku udało nam się zakończyć tę inwestycję. Ten stopień wodny działa. Ale to pokazuje po prostu, że nie da się takich rzeczy zrealizować w jeden rok — przekonywał.
— Zbiorniki retencyjne są kluczowe dla walki przede wszystkim z powodzią. I dzisiaj są jedynym rozwiązaniem, żeby utrzymywać odpowiednią alimentację wody — dodał.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Marek Gróbarczyk ostro o pomocy dla powodzian: "Nic z transparentności nie miało miejsca"
20-latek ugodził rówieśnika nożem. Zarzuty i areszt
SPRAWDŹ TO!
Tomczyk chciał rozliczać prezydenta. Bogucki zmiótł go jedną ripostą