Przydacz: według Tuska Zondakrypto to „ruska mafia”, a Giertych jest obrońcą jej szefa
„Mamy do czynienia z sytuacją, gdy giełda Zondakrypto dopuściła się różnego rodzaju nieprawidłowości i pieniądze wielu ludzi zostały utracone – mam nadzieję, że nie bezpowrotnie. I moje podstawowe pytanie jest: co robiły służby w tej sprawie? Bo to jest kolejna taka historia za czasów rządów Donalda Tuska, pamiętamy przecież Amber Gold. Zawsze znajdą się nieuczciwi przedsiębiorcy i tego nie da się wyeliminować ustawowo, ale przecież są służby, jest prokuratura, więc jeśli były jakiekolwiek nieprawidłowości, to trzeba było działać wtedy, kiedy jeszcze ta spółka działała” – powiedział w programie „Gość Dzisiaj” Marcin Przydacz, Szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta RP.
Dzisiaj rząd organizuje Polakom festiwal pseudo-rozliczeń, zatrzymuje szefa PKOl, który nie jest politykiem tylko urzędnikiem państwowym. To wszystko jest po to, aby odwracać uwagę od innych afer – od Szpitala Południowego, od pani pani Gorgoń-Mróz, która miała dostać 600 mln zł, i od wielu innych spraw. Próbuje się więc kreować jakieś wielkie działania i obarczać winą za tą sytuację oczywiście opozycję i prezydenta
– mówił Marcin Przydacz.
Prezydencki minister zwrócił również uwagę na bardzo niejasną, a wręcz dwuznaczną rolę w całej sprawie Romana Giertycha, który zdecydował się zostać obrońcą szefa Zondakrypto.
Pan premier mówił, że Zondakrypto ma związki z ruską mafią, więc dlaczego pan Giertych tego pod uwagę nie wziął? Czy to już przestało być ważne? A po drugie, adwokat powinien działać w interesie klienta, a czy w tym przypadku tak jest? Czy może on działa na korzyść swojego środowiska politycznego? I rodzi się pytanie, jakie korzyści może mieć pan Roman Giertych w tej swojej aktywności? Być może tą korzyścią jest pozyskiwanie informacji, które politycznie będą później korzystne do atakowania opozycji. Mamy więc do czynienia z ewidentnym konfliktem interesów – bo albo jest obrońcą, który ma bronić potencjalnego przestępcy, albo jest politykiem, który pozyskuje informacje. Ale to już sprawa dla Naczelnej Rady Adwokackiej
– dodał minister Przydacz.
Zaznaczył, że kwestia „ruskiej mafii” ma jeszcze drugie dno, bo skoro ruska mafia funkcjonowała w Polsce za rządów Donalda Tuska, to znów rodzi się pytanie, gdzie były jego służby? Gdzie był wywiad? Gdzie była prokuratura?
No i czy jednemu z najważniejszych ludzi Donalda Tuska wypada bronić człowieka, co do którego Donald Tusk uważa, że to są jakieś ruskie wpływy
– dodał.
Gość Danuty Holeckiej odniósł się także do zamieszania wokół zegarka zatrzymanego dzisiaj Radosława Piesiewicza, podkreślając, że nie przesądza kto, kiedy i za ile nabył ten zegarek, ale przypomniał, że szef PKOl już dawno publicznie mówił o tym zegarku, więc sprawa dla służb nie powinna być nowością i wymagać natychmiastowego i niespodziewanego zatrzymania i dowiezienia do prokuratury na przesłuchanie.
Wszystko można powiedzieć, ale Polacy mają dobrą pamięć i myślę, że mają przede wszystkim żal do państwa, którym dzisiaj kieruje premier Donald Tusk, że nie zapobiegło tym wszystkim aferom. Opinia publiczna interesuje się przede wszystkim tym, co jest dla nas najważniejsze – sytuacją w ochronie zdrowia, tym, że sytuacja budżetowa jest dramatyczna, mamy bardzo zły stan finansów publicznych. A rząd po raz kolejny mami ludzi sprawami mało istotnymi, być może po to, by po cichu powołać jakąś nową panią Gorgoń-Mróz, która dostanie propozycję ministerialną i budżet w wysokości 600 mln zł
– podsumował Marcin Przydacz.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X