„Zamówili" dziecko u surogatki. Gdy okazało się, że ma wadę serca – zażądali jego zabicia
W Teksasie trwa spór o opiekę nad małym Gabrielem, chłopcem poczętym w ramach umowy surogacyjnej. Gdy w 20. tygodniu ciąży wykryto u dziecka poważną, ale uleczalną wadę serca, „rodzice zamawiający" z Kalifornii - Nausheen Gilkar i Omar Ahmed - zażądali od surogatki aborcji – powołując się na klauzulę zapisaną w kontrakcie. McKenn West odmówiła i przeniosła się z Alaski do Teksasu, gdzie w sprawę formalnie zaangażował się prokurator generalny tego stanu Ken Paxton, zapewniając dziecku dostęp do ratującego życie leczenia.
Po porodzie sąd wydał tymczasowy zakaz zbliżania się West do chłopca, a Gilkar twierdzi, że to surogatka zerwała kontakt z parą i zataiła przed nią dokumentację medyczną dziecka.
Prawnie sprawa sprowadza się do pytania, czy West ma możliwość dochodzenia prawa do opieki nad dzieckiem oraz czy wiążące są umowa surogacyjna i wcześniejsze orzeczenie sądu kalifornijskiego uznające parę za prawnych rodziców, czy raczej sam fakt urodzenia dziecka na terytorium Teksasu. To jednak tylko kodeksowy aspekt sprawy - jest bowiem kwestia moralna, prowadzająca się do odpowiedzi na pytanie: czy można zabić człowieka? Lewacy uważają, że tak. Dla nich dziecko to towar zamawiany w sklepie. Jeśli okaże się, że ma "wady" można się go pozbyć.
Sprawę i jej finał opisał szeroko Instytut Ordo Iuris: "25 i 26 sierpnia McKenna West zeznawała przed sądem pod przysięgą. Oświadczyła, że będąc w dwudziestym trzecim tygodniu ciąży, pod naciskiem pary dwukrotnie umówiła się na wykonanie aborcji, lecz poczuła się z tą decyzją „niekomfortowo”, wiedząc, że dziecko mimo diagnozy ma dużą szansę na przeżycie i długie życie. Nausheen Gilkar, która zeznawała publicznie po raz pierwszy, zaprzeczyła jednak, jakoby kiedykolwiek odmówiła zgody na leczenie „syna”, twierdząc zamiast tego, że to sama West urwała kontakt z parą po wcześniejszym zaakceptowaniu aborcji i zataiła przed nimi dokumentację medyczną dziecka. West i jej prawnicy podnieśli ponadto argument, iż sama umowa surogacyjna jest nieważna, ponieważ zgodnie z prawem teksańskim kontrakt tego rodzaju musi zostać formalnie zatwierdzony w tym stanie, aby mógł być w nim egzekwowany, a taka walidacja nigdy nie nastąpiła. Sędzia nie wydał na razie ostatecznego rozstrzygnięcia w sprawie opieki nad dzieckiem, pozostawiając w mocy dotychczasowy zakaz zbliżania się."
Ekspert Ordo Iuris Patryk Ignaszczak tak odniósł się do sprawy: "Sama umowa, w ramach której kobieta zobowiązuje się urodzić dziecko i przekazać je innej osobie za wynagrodzeniem, sprowadza zarówno dziecko, jak i kobietę rodzącą do roli przedmiotów transakcji, a nie podmiotów posiadających własną godność i prawa. Klauzule pozwalające zamawiającym żądać przeprowadzenia aborcji w razie wykrycia u dziecka wady rozwojowej, są szczególnie jaskrawym, choć nieodosobnionym przejawem tej logiki: skoro dziecko traktowane jest jako przedmiot umowy, jego dalszy los może zostać uzależniony od tego, czy spełnia oczekiwania zamawiających. Ta sama komercyjna konstrukcja rodzi też fundamentalną niepewność co do tego, kto właściwie jest rodzicem dziecka, czego dowodem jest spór o to, czy rozstrzyga więź genetyczna, sam fakt urodzenia, czy treść zawartego kontraktu, a odpowiedzi na to pytanie różnią się nie tylko między poszczególnymi krajami, ale nawet między stanami tego samego państwa", podkreślił ekspert.
Źródło: Ordo Iuris, Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
„Zamówili" dziecko u surogatki. Gdy okazało się, że ma wadę serca – zażądali jego zabicia
Polacy nie chcą mikrokawalerek. 98 proc. za decyzją Nadzoru Budowlanego
Niepokojące wieści z duńskiego dworu. Królowa Małgorzata II trafiła do szpitala