Pomerański: To dlatego obecny układ obawia się ewentualnej zmiany władzy
Kolejne afery nie doprowadziły dotąd do rozpadu koalicji rządzącej. Zdaniem politologa i specjalisty ds. marketingu politycznego Andrzeja Pomerańskiego jednym z najważniejszych powodów trwałości obecnego układu są interesy jego uczestników oraz obawa przed odpowiedzialnością za wcześniejsze decyzje. W rozmowie na antenie Radia Republika ekspert mówił także o możliwej wspólnej liście wyborczej koalicji rządzącej, przyszłości Donalda Tuska, sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego oraz rozłamie na prawicy.
Andrzej Pomerański ocenił, że mimo licznych afer i kryzysów koalicja rządząca pozostaje stabilna. Jak zaznaczył, skala problemów jest wyjątkowa.
Takiej liczby afer nigdy w historii III RP nie obserwowaliśmy w tak stosunkowo krótkim czasie – powiedział politolog.
Jego zdaniem trwałość koalicji wynika m.in. ze sposobu, w jaki rozpoczęła ona swoje rządy. Pomerański wskazywał na działania, które jego zdaniem były podejmowane „pozaprawnie” lub z naruszeniem prawa. W jego ocenie może to powodować, że politycy tworzący obecny układ obawiają się konsekwencji ewentualnej zmiany władzy.
Jakiekolwiek zmiany są potencjalnym zagrożeniem dla osób, które podejmowały takie konkretne działania odpowiedzialnością karną. I to jest chyba głównym zwornikiem tego obecnego układu rządowego – stwierdził.
Politolog zwrócił również uwagę na kwestie personalne i ekonomiczne. W jego ocenie ważną rolę odgrywają stanowiska w instytucjach publicznych oraz spółkach Skarbu Państwa.
To są różnego rodzaju funkcje, synekury, możliwość zarobkowania w różnych instytucjach, w spółkach Skarbu Państwa i tym podobne – mówił.
Pomerański odniósł się także do doniesień o pomyśle wspólnej listy wyborczej ugrupowań obecnej koalicji. Jego zdaniem taki scenariusz może być dla rządzących atrakcyjny ze względu na sposób przeliczania głosów na mandaty.
Ekspert zwrócił uwagę, że część ugrupowań koalicyjnych ma obecnie bardzo słabe notowania. W jego ocenie samodzielny start niektórych z nich mógłby oznaczać poważne ryzyko nieprzekroczenia progu wyborczego.
Takie formacje jak Polska 2050 czy PSL, startujące w tej chwili samodzielnie w wyborach, nie miałyby szansy przekroczenia progu wyborczego – ocenił.
Zdaniem Pomerańskiego sytuacja może skłaniać liderów koalicji do poszukiwania nowych wariantów wyborczych. Jednym z nich mogłaby być wspólna lista, innym – stworzenie przed wyborami nowego projektu politycznego, który przyciągnąłby wyborców rozczarowanych obecnymi partiami.
Politolog mówił również o pozycji Donalda Tuska. Wskazał na medialne doniesienia dotyczące jego aktywności i możliwego zmęczenia sprawowaniem funkcji premiera.
Może wcale, biorąc pod uwagę też sytuację gospodarczą, ekonomiczną w tej chwili w Polsce, tam u Donalda Tuska nie ma jakiegoś przeświadczenia albo chęci być w kolejnej kadencji premierem – powiedział.
W jego ocenie znaczenie mogą mieć także działania podejmowane wokół Trybunału Konstytucyjnego. Pomerański sugerował, że obecna władza może próbować zabezpieczyć wpływ na kluczowe instytucje państwa również z myślą o scenariuszu, w którym po kolejnych wyborach straci władzę.
Zabezpieczenie pewnych instytucji państwowych, organów państwa w tej chwili, daje na przyszłość możliwość utrudniania czy blokowania działalności innego potencjalnego rządu, innej koalicji, ale też możliwości rozliczeń tych wszystkich nadużyć – ocenił.
Pomerański odniósł się także do projektu politycznego Mateusza Morawieckiego i rozłamu w PiS. Jego zdaniem historia polskiej prawicy pokazuje, że podziały zazwyczaj nie sprzyjały zwiększaniu poparcia.
Doświadczenie polskie pokazuje, że podziały na prawicy nigdy nie służyły poszerzaniu bazy wyborczej – stwierdził.
Politolog zwrócił uwagę, że nowe ugrupowanie Morawieckiego miałoby obecnie ograniczone możliwości budowania koalicji po wyborach. W jego ocenie problemem są zarówno relacje z PiS, jak i brak oczywistych partnerów politycznych.
Nowe ugrupowanie premiera Morawieckiego niespecjalnie miałoby z kim zawierać taką koalicję – powiedział.
Jednocześnie Pomerański uznał, że na wspólny start rozbitej prawicy może być już zbyt mało czasu. Przypomniał, że wcześniejsza konsolidacja obozu Zjednoczonej Prawicy po rozłamie z udziałem Zbigniewa Ziobry zajęła kilka lat.
Tutaj nie ma tyle czasu, a te wzajemne oskarżenia i ataki są na tyle silne, że trudno sobie wyobrazić taki wspólny start – podsumował.
Zdaniem politologa zarówno przyszłość koalicji rządzącej, jak i układ sił na prawicy będą zależały przede wszystkim od zmian poparcia społecznego w kolejnych miesiącach. Ostateczny werdykt – jak podkreślił – przyniesie dopiero rzeczywistość wyborcza.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Amerykański polityk: Socjalizm nie czyni życia tańszym - socjalizm sprawia, że życie staje się droższe
14 sierpnia 1980 roku rozpoczął się strajk w Stoczni Gdańskiej. Wkrótce potem stanęła cała Polska
Wybierasz się dziś do urzędu? Raczej nie masz po co