Niemcy w amoku. Z nienawiści do Trumpa chcą zmontować antyamerykański sojusz w Europie
Niemcy są bardzo niezadowoleni przebiegiem i rezultatami szczytu NATO w Ankarze. To że nasi "przyjaciele" zza Odry nie darzą sympatią prezydenta Donalda Trumpa i USA, które jest głównym filarem Paktu Północnoatlantyckiego, wiadomo od dawna, teraz jednak tę "niechęć" (by pozostać przy najbardziej delikatnym określeniu) rozszerzono w Berlinie na całe NATO. Powód? "Płaszczenie się" sekretarza generalnego Paktu, Marka Rutte, przed Trumpem. Tak, prasa niemiecka (pozostająca tradycyjnie w ścisłych związkach z władzami państwowymi) dosłownie napisała o "płaszczeniu się" szefa NATO przed prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Choć liderzy NATO potwierdzili podczas szczytu w Ankarze swoje zaangażowanie w zbiorową obronę w razie ataku na któregoś z członków sojuszu, wsparcie dla Ukrainy, nowe inwestycje w obronność oraz to że głównym zagrożeniem dla bloku jest Rosja, Niemcy nie są zadowolone z przebiegu obrad.
Czytając prasę naszych "przyjaciół" można odnieść wrażenie graniczące (coraz bliżej) z pewnością, że dla Berlina wrogiem nie jest Putin, ale Trump. Niemcy zarzucają prezydentowi USA wrogość wobec Europy, którą coraz częściej utożsamiają z własnym krajem. Za Odrą powoli odchodzą już też od określania mieszkającej tam ludności, jako Niemców - są to po prostu "Europejczycy". Nie sposób nie przypomnieć, że podobny zabieg stosował w latach 40. ubiegłego wieku jeden z poprzedników kanclerza Merza. On też "bronił Europy i Europejczyków przed zalewem barbarzyństwa". Tak to już jest, gdy Niemcom wali się sufit na głowę, to chcą utożsamić swój partykularny interes z Europą. Czy jednak ktoś (poza oczywiście Tuskiem) da się nabrać na ten tani, prymitywny chwyt?
Niemieckie gazety komentują szczyt, przypominają kolejne wrogie, ich zdaniem, wobec Europejczyków wypowiedzi Donalda Trumpa: "atakowanie Hiszpanii i zapowiedź zerwania z nią relacji gospodarczych (choć jest częścią UE), niepokojenie Danii nowymi groźbami ws. Grenlandii, wypominanie sojusznikom z NATO, że nie chcieli brać udziału w atakach na Iran czy że wnoszą zbyt mały wkład finansowy w Sojusz (choć to się zmieniło)".
„Choć za zamkniętymi drzwiami Trump sprawiał wrażenie bardziej skłonnego do ugody, Europejczycy wiedzą, że to ostatni dzwonek. Wciąż jednak potrzebują czasu na utworzenie planowanej linii obrony wzdłuż wschodniej granicy – linii mającej nie tylko odstraszać Putina, ale też powstrzymać go, gdyby faktycznie zdecydował się na kampanię zbrojną. Zwłaszcza że odwrócenie się Trumpa od Europy może uznać za zachętę do takiego kroku. Putin od dawna się do tego przygotowuje. Gdy tylko w Ukrainie ucichną działa, może skierować swoje dywizje do kolejnej wojny. Europejczycy muszą już teraz zastanowić się, jak zapewnić, by w razie takiej ewentualności Ukraina – ze swoją przetestowaną w boju armią – stanęła po ich stronie. Europa nie może bowiem polegać na „niezachwianym” wsparciu Ameryki pod rządami Trumpa”, pisze „Frankfurter Allgemeine Zeiting”.
Jeszcze bardziej kuriozalny komentarz daje „Süddeutsche Zeitung”. „Swoimi wątpliwościami, reprymendami i ostrymi zarzutami Trump tak poważnie osłabił NATO, że nikt nie może mieć pewności, czy USA stanęłyby w obronie Europejczyków w razie rosyjskiego ataku”, pisze gazeta, dodając dalej, że "nowe starcia między USA a Iranem wystawią na kolejną próbę i tak już kruche relacje transatlantyckie. Rola rozjemcy znów przypada szefowi NATO Markowi Ruttemu, który opanował do perfekcji sztukę zabiegania o względy Trumpa - posuwając się wręcz do postawy, którą można określić jedynie mianem umniejszającego, choć skutecznego płaszczenia się”. „Süddeutsche Zeitung” nawołuje dalej: "Europa musi stać się silna i niezależna, by móc oprzeć się takiemu szantażowi, jak ten Trumpa, czy – innymi słowy – by chronić samą siebie i zachować godność”.
Materiał z monachijskiego dziennika to jednak nic przy tym co ukazało się w „Kölner Stadt-Anzeiger”, jednej z najstarszych gazet niemieckich.
„Trump przekształca NATO w arenę swoich rozgrywek o władzę. Europejczycy powinni przestać w tym uczestniczyć. Jeśli nie zjednoczą się przeciwko Trumpowi, nie wyznaczą granic i nie zmuszą go do traktowania Europy poważnie, nadal będą degradowani do roli petentów. Podczas szczytu Trump zdołał wywołać głębokie podziały wewnątrz Sojuszu”, pisze „Kölner Stadt-Anzeiger”.
Podkreślmy, gazeta, której tradycje sięgają m.in. okresu III Rzeszy wzywa do zjednoczenia Europy przeciwko Trumpowi! W Polsce nie może być zgody na taką, być może sensowną z punktu widzenia Berlina, politykę.
Przypomnijmy też Niemcom (a może już jedynie "Europejczykom") - to nie Amerykanie wymordowali 6 milionów polskich obywateli, to nie Amerykanie zniszczyli i ograbili Polskę. To zrobili wasi przodkowie! Wy natomiast bezczelnie odmawiacie jakiegokolwiek zadośćuczynienia za niemieckie zbrodnie, bezczelnie za to "proponując" udział w antyamerykańskiej krucjacie. Niedoczekanie!
Źródło: dw.com, Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X