Szatańskie manipulacje Giertycha? Posunął się do dzieci...
Czy Roman Giertych, znany z bezwzględnego wsparcia dla Donalda Tuska i rządu koalicji 13 grudnia, przekroczył wszelkie granice przyzwoitości, publikując wczoraj na platformie X serię oskarżeń wobec Donalda Trumpa i Elona Muska, łącząc ich z horrorem Jeffreya Epsteina bez żadnych twardych dowodów?
W Polsce temat ujawnionych w piątek dalszych akt Epsteina stał się paliwem w wojnie informacyjnej – lewica i KO szerzą narrację o "patronie-pedofilu". Roman Giertych, niegdyś lider skrajnie prawicowej Ligi Polskich Rodzin, a dziś lojalny sojusznik Donalda Tuska i Koalicji Obywatelskiej, po raz kolejny pokazał, jak daleko jest gotów posunąć się w politycznej walce.
Jego wczorajszy post na X, w którym wrzucił stare zdjęcie Donalda Trumpa z Jeffreyem Epsteinem i dziećmi (Ivanka i Eric), opatrując je prowokacyjnym komentarzem skierowanym do Karola Nawrockiego ("Panie Nawrocki co u Pana słychać bo jakoś tak cicho się u was zrobiło?"), to bardzo niebezpieczne pozostawianie przestrzeni do interpretacji.
W kontekście wcześniejszych oskarżeń o "uczestnictwo w horrorze Epsteina", to nie jest subtelna sugestia, ale otwarta możliwość zasiania wątpliwości co do uczciwości Trumpa, która może sugerować pedofilię bez żadnych twardych dowodów. To zdjęcie pochodzi z publicznego wydarzenia, gdzie Epstein był wtedy postacią z nowojorskich elit, a nie skazanym przestępcą. Trump wielokrotnie podkreślał, że zerwał kontakty z Epsteinem po jego pierwszych problemach z prawem w 2008 roku, a w aktach Epsteina nie ma żadnych potwierdzonych dowodów na udział Trumpa w przestępstwach – tylko stare znajomości i plotki.
Czy tak wygląda dziennikarstwo czy rzetelna krytyka? Czy jest to raczej szatańska manipulacja, która wykorzystuje dzieci na zdjęciu, by uderzyć w politycznych wrogów? Giertych, jako polityk i prawnik, powinien wiedzieć najlepiej, że gra na emocjach oraz mieszanie faktów z fikcją, może wywołać określone wrażenie, które nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
W Polsce, gdzie debata publiczna i tak jest toksyczna, takie działania tylko pogłębiają podziały, dyskredytując całą klasę polityczną. Czy Giertych jest tu obrońcą dzieci i demokracji, czy też jest politycznym najemnikiem, który używa tragedii ofiar Epsteina do własnych celów?
Amerykański Departament Sprawiedliwości opublikował w piątek największą partię materiałów – ponad 3 miliony stron dokumentów, 180 tys. zdjęć i 2 tys. nagrań wideo – zgodnie z ustawą podpisaną przez samego Trumpa. To nie jest żaden "horror" wymyślony przez Giertycha, lecz zbiór starych plotek i niepotwierdzonych donosów, które liberałowie wyolbrzymiają do granic absurdu.
Kluczowe fakty z mediów (m.in.: PBS, BBC, NYT, DW, NBC, Al Jazeera) pokazują, że Trump jest wspominany setki razy, ale głównie w kontekście dawnej znajomości z lat 90. i 2000., artykułów prasowych i anonimowych donosów do FBI. Brak jakichkolwiek twardych dowodów na udział w przestępstwach – Biały Dom słusznie nazywa te zarzuty "fałszywymi i bezpodstawnymi".
Elon Musk pojawia się w e-mailach z lat 2012–2014, gdzie pytał o imprezy, planował wizyty (z żoną Talulah Riley) i dziękował za zaproszenia, ale ostatecznie nigdy nie odwiedził wyspy Epsteina. Sam Musk podkreśla: "Miałem bardzo mało korespondencji z Epsteinem i odmawiałem wizyt na wyspie".
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X