Poślubiła samą siebie. Joanna Racewicz tłumaczy kontrowersyjną ceremonię
Nagranie Joanny Racewicz w sukni ślubnej wywołało prawdziwą burzę w sieci. Dziennikarka postanowiła wyjaśnić, że nie była to prowokacja ani manifest przeciwko komukolwiek, lecz symboliczne zwieńczenie pracy nad relacją z samą sobą.
W miniony weekend Joanna Racewiczopublikowała w mediach społecznościowych nagranie, na którym wystąpiła w białej sukni ślubnej, ogłaszając, że powiedziała "tak"... samej sobie. We wpisie przedstawiła tę ceremonię jako zwieńczenie drogi do odbudowania relacji z samą sobą i odzyskania wewnętrznego spokoju.
„Ja. Panna młoda. Dość dorosła. Na własnym ślubie. Sama ze sobą. Prawdziwa. Zdziwieni? Doskonale rozumiem” – rozpoczęła swój wpis.
Dziennikarka przyznała, że przez lata żyła pod presją oczekiwań innych ludzi, goniąc za kolejnymi wymaganiami i próbując sprostać nieustannej ocenie. Jak wyjaśniła, udział w projekcie miał pomóc jej zatrzymać się i ponownie skupić na sobie. W poście opisała m.in. 21-dniowy program obejmujący medytacje, ćwiczenia, refleksję i spotkania z innymi kobietami, którego finałem była symboliczna ceremonia "ślubu ze sobą".
Racewicz zachęciła także obserwatorki do udziału w projekcie, przekonując, że dzięki niemu można nauczyć się stawiać własne potrzeby na pierwszym miejscu i – jak napisała – „wrócić do domu. Do samej siebie”.
Publikacja błyskawicznie wywołała ogromne zainteresowanie. Obok słów wsparcia pojawiło się również wiele krytycznych komentarzy. W odpowiedzi dziennikarka postanowiła doprecyzować, co naprawdę oznaczał jej nietypowy "ślub".
„Powiedzenie sobie »tak« nie oznacza »nie« dla świata. To nie jest celibat ani manifest, że nikogo mi nie trzeba. To nie jest też wyrzeczenie się życia. Nie ma w tym akcie niczego wrogiego wobec mężczyzn. Żadnego z nich. Nie rzucam wyzwania Bogu, religii ani sakramentom.”
Jak podkreśliła, ceremonia miała wyłącznie symboliczny i terapeutyczny charakter.
„To symbol. Ludzie od pokoleń używają ich, żeby pokazać coś, czego słowa nie umieją opisać.”
Racewicz zaznaczyła również, że jej gest nie był wymierzony w instytucję małżeństwa ani w kogokolwiek innego, lecz miał być wyrazem zaakceptowania samej siebie po latach stawiania własnych potrzeb na dalszym planie.
„W świecie pełnym presji, rywalizacji – można wrócić do siebie.”
Jedno jest pewne – niewiele publikacji dziennikarki wywołało w ostatnim czasie tyle emocji. Pozostaje tylko życzyć, żeby w razie małżeńskiej sprzeczki z samą sobą nie musiała przenosić się na kanapę.
Źródło: Instagram.com/@joannaracewicz
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
SPRAWDŹ TO!
Dołącz do Stowarzyszenia Przyjaciół Republiki! Razem budujemy przyszłość wolnych mediów
15 ton śniętych ryb w zbiorniku w Pilchowicach. Czarnek wskazał winnych i zapowiedział kontrole poselskie
Cieszyński: według mojej wiedzy ministrem zdrowia zostanie rzeźnik z NFZ