Chodakowska na Seszelach przeżywała koniec małżeństwa: „Wypłakałam tam morze łez”
Ewa Chodakowska nie zamierza tłumaczyć się z uśmiechu po zakończeniu wieloletniego małżeństwa. Trenerka przyznała, że najtrudniejsze emocje przeżyła dużo wcześniej, z dala od internetu. Teraz opowiedziała, co naprawdę działo się podczas jej pobytu na Seszelach.
Ewa Chodakowska i Lefteris Kavoukis zdecydowali się zakończyć swój związek po 17 wspólnych latach. Para podkreślała wcześniej, że nie szuka winnych rozstania, a decyzja była efektem długiego procesu i różnic dotyczących dalszego życia.
Po ogłoszeniu rozstania część internautów zaczęła jednak zwracać uwagę na publikacje trenerki. Niektórzy zastanawiali się, dlaczegoChodakowska sprawia wrażenie pogodnej i pełnej energii, skoro tak niedawno poinformowała o zakończeniu małżeństwa.
Gwiazda postanowiła odpowiedzieć na te uwagi. Wyjaśniła, że emocjonalne pożegnanie z relacją zaczęło się znacznie wcześniej niż w chwili opublikowania oficjalnego komunikatu.
„Pytacie mnie, skąd ta radość, przecież powinnam przeżywać żałobę. Moja "żałoba po relacji", nie zaczęła się w dniu, w którym poinformowałam cię o moim rozwodzie. Przechodziłam ją przez wiele miesięcy” — napisała.
Jak przyznała, przełomowym momentem okazał się jej kilkutygodniowy wyjazd.
„Zakończyłam ją podczas mojego trzytygodniowego pobytu na Seszelach. Wypłakałam tam morze łez, ale zrobiłam to w ciszy, z dala od social mediów — inaczej każde moje słowo, stałoby się pożywką dla "życzliwych"” — wyznała.
Chodakowska zaznaczyła też, że nie chciała przeżywać osobistego kryzysu na oczach obserwatorów. Jak tłumaczy, wraz z końcem związku żegnała także wcześniejszy sposób funkcjonowania.
„Nie każdy ból potrzebuje publiczności, żeby był prawdziwy. Zrozumiałam wtedy, że nie kończę jedynie ważnej relacji. Żegnam także pewną wersję siebie. Tę, która przez 15 lat wszystko dowoziła. (...) Która tak długo była silna, że zapomniała, że siła bez prawa do słabości, staje się pewną formą przemocy wobec siebie” — napisała.
Dziś trenerka przekonuje, że jej uśmiech nie jest próbą ukrywania trudnych emocji. Według niej pojawił się dopiero wtedy, gdy pozwoliła sobie przeżyć rozstanie po swojemu.
„Dziś uczę się innego rodzaju siły: miękkiej, spokojnej, niewymagającej nieustannego udowadniania swojej wartości. Uczę się zostawiać miejsce na zmęczenie, gorszy dzień, chorobę, bezradność. Nie naprawiać natychmiast każdej emocji. Nie zamieniać całego życia w zadanie do wykonania. Moja dzisiejsza radość nie jest ucieczką od żałoby. Jest tym, co pojawiło się po jej przeżyciu” — podsumowała.
Źródło: Instagram.com/@chodakowskaewa
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Antycyklon Ulrich przyniesie upały. IMGW zapowiada nagły powrót lata
Austria: od poniedziałku w szkołach obowiązuje zakaz noszenia islamskich nakryć głowy przez uczennice poniżej 14 lat
Ślub Akopa Szostaka to nie była zabawa. Teraz czekają na finał formalności