Szef BBN chce od służb informacji o wyciekach z MyDr. I pyta, kto za to odpowiada
Szef BBN Bartosz Grodecki zwrócił się do służb o informacje dotyczące wycieku danych z MyDr. Jak napisał na “X” konieczne jest ustalenie rzeczywistej skali incydentu i wskazania, co państwo zrobiło z wiedzą uzyskaną po pierwszym wycieku w 2024 roku.
Wyciek danych z platformy MyDr, która obsługuje kilkanaście tysięcy placówek medycznych w Polsce to najpoważniejszy kryzys cyberbezpieczeństwa w Polsce. Najpierw okazało się, że w 2026 roku wyciekły z MyDr dane nawet 18,8 mln osób. Kilka dni później, że nie był to jedyny incydent na tej platformie. W 2024 roku zostały wykradzione dane 13 mln osób. Wśród przejętych nielegalnie informacji były także dane dotyczące zdrowia pacjentów. O postępowaniu prowadzonym przez prokuraturę w Poznaniu w sprawie drugiego incydentu mało kto wiedział.
Kto wiedział i co zrobił?
“Przy takiej skali nie wystarczy skuteczna reakcja służb. Trzeba również ustalić, co państwo zrobiło z wiedzą zdobytą po incydencie z 2024 roku i jakie działania podjęto przed sierpniem 2026 roku. Dlatego zwróciłem się do właściwych instytucji o informacje dotyczące obu zdarzeń” - poinformował szef BBN.
Bartosz Grodecki chce wiedzieć: kto został poinformowany o incydencie z 2024 roku? Jakie wnioski wtedy wyciągnięto i jakie zalecenia wydano? Kto odpowiadał za ich wdrożenie? Co zostało zrealizowane przed sierpniem 2026 roku i kto zweryfikował skuteczność tych działań?
Jaka była skala incydentu
Według szefa BBN trzeba również ustalić rzeczywistą skalę obecnego incydentu i umożliwić osobom korzystającym z placówek medycznych obsługiwanych przez MyDr sprawdzenie, czy wyciek ich dotyczy.
Dwa lata temu cyberprzestępcy za pośrednictwem platformy MyDr uzyskali dostęp do kont pracowników placówek medycznych, a następnie pobierali dane z NFZ, a dokładnie z Elektronicznej Weryfikacji Ubezpieczeń Świadczeniobiorców (eWUŚ). Według prokuratury udało się odzyskać całą bazę danych, które nielegalnie uzyskano z NFZ. Nie doszło również do jej dalszej odsprzedaży. Zarzuty usłyszło 5 osób.
O tym postępowaniu nic nie wiedziało ministerstwo cyfryzacji kierowane przez Krzysztofa Gawkowskiego. Minister miał za to dużo do powiedzenia w prawie drugiego, aktualnego incydentu. Zapewniał, że podjęte zostały natychmiastowe działania i wszystkie służby sa postawione w stan gotowości.
“Jeśli po ponad dwóch latach państwo nie potrafi dziś wskazać, co faktycznie zmieniono i z jakim skutkiem, trudno mówić o poważnej i właściwej reakcji na masowe naruszenie bezpieczeństwa” - ocenił Grodecki.
Źródło: Republika/ X
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Dziś Dzień Katechety. Ich stowarzyszenie prosi o modlitwę
Projekt prezydenta z poparciem NIL. Lekarze chcą skuteczniej walczyć z pseudomedycyną
Prokuratura zajmie się finansowaniem kuriozalnego raportu „Polaków portret własny”