Fejk o rosyjskich botach obiegł sieć. Skąd Siemoniak wziął dane?
Piotr Okulski wskazuje, jak z fake newsa o rosyjskich botach zrobiono narzędzie do ataku na opozycję. Historia nabrała nowego znaczenia po ujawnieniu pochodzenia grafiki mówiącej o spadku poparcia dla AfD o 56%. Okazało się, że kłamliwy obrazek powstał z wykorzystaniem AI. Jarosław Wolski przeprosił za rozpowszechnienie fałszywej informacji. Wpis osiągnął milionowy zasięg, a przeprosiny ułamek tego. Pozostaje pytanie do Tomasza Siemoniaka, który powołał się na ABW i ogłosił radykalny spadek aktywności rosyjskich botów na świecie. Czy dowiemy się, jakie ustalenia pozwoliły na sformułowanie tej tezy?
Grafika z AI i przeprosiny Wolskiego
Ukraińskie ataki rzeczywiście uszkodziły infrastrukturę Yandexu. To rosyjska firma technologiczna prowadząca wyszukiwarkę podobną do Google oraz udostępniająca klientom serwery do przechowywania danych i uruchamiania programów. Firma informowała o zatrzymaniu centrum w Sasowie po uderzeniu w nocy z 7 na 8 października, zakłóceniach w Kałudze i późniejszym wyłączeniu ośrodka we Włodzimierzu. Do potwierdzonych awarii szybko dopisano opowieść o masowym znikaniu rosyjskiej propagandy z mediów społecznościowych.
Niebezpiecznik opisał ustalenia niemieckiego dziennikarza Jana Vollmera dotyczące pochodzenia grafiki rozpowszechnianej w tej sprawie. Vollmer dotarł do wpisu na Threads, którego autor przedstawiał się jako steward Frank. Publikacja miała oznaczenie informujące o wykorzystaniu AI. Według Niebezpiecznika politycy przekazujący obrazek dalej nie zachowali tego oznaczenia i nie wskazali źródła. Grafikę nagłośnił między innymi czeski europoseł Tomáš Zdechovský. Jak relacjonował Tomasz Maciejczuk, europoseł sam nie potrafił jednak wyjaśnić pochodzenia wykresu, który przejmowali od niego polscy komentatorzy. Obrazek wystarczył im do ogłaszania sukcesu w walce z rosyjskimi botami, choć nawet polityk, za którym go powtarzali, nie umiał wskazać jego źródła.
Źródło: Źródło: Capital.de
W polskim obiegu Jarosław Wolski ogłosił spadek internetowego poparcia dla AfD o 56 procent. Powiązał ataki również ze spadkiem poparcia dla MAGA i ubytkiem kont podsycających konflikt między Polakami a Ukraińcami. We wpisie zabrakło wyjaśnienia, co policzono i z jakim okresem porównano wynik. Mimo to precyzyjna liczba zaczęła funkcjonować jako argument w politycznej dyskusji.
W sprostowaniu z 13 października Wolski uznał informację o spadku ruchu botów wokół AfD o 56 procent za nieprawdziwą. Przeprosił czytelników oraz oponentów, którzy wcześniej wskazywali jego błąd. Poinformował o usunięciu pierwotnego wpisu. Zapowiedział również wyraźniejsze podawanie źródeł albo zaznaczanie ich braku.
Przeprosiny dotrą do znacznie mniejszej części odbiorców niż pierwotna publikacja. Informacja przedstawiana jako mierzalny skutek ukraińskich uderzeń została wycofana przez jej propagatora. Jednak jego korekta nie odwołuje automatycznie oskarżeń, które zdążyli na tej podstawie sformułować inni.
Siemoniak powołał się na ABW
Tomasz Siemoniak nadał dyskusji rangę państwowego komunikatu. W wypowiedzi rozpowszechnionej między innymi przez oficjalne konto Koalicji Obywatelskiej na Portalu X minister przekazał, że ABW odnotowała radykalny spadek aktywności rosyjskich botów. Powiązał go ze zbombardowaniem trzech centrów danych i przedstawił jako zjawisko obserwowane na całym świecie. Powołanie się na Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego miało dla odbiorcy znacznie większą wagę niż słowa dowolnego komentatora.
Partyjna publikacja nie podaje wielkości spadku ani okresu porównania. Nie wyjaśnia też, czy chodzi o liczbę propagandowych wpisów, aktywność rozpoznanych fałszywych profili, czy automatyczny ruch internetowy.
Poseł PiS Radosław Fogiel nagłośnił pytania o podstawę deklaracji Siemoniaka. Udostępnił wpis Adama Czarneckiego, który domagał się przedstawienia konkretnych danych i zestawił słowa ministra z odmiennymi ustaleniami niemieckich badaczy. Poseł zwrócił uwagę na konsekwencje rozpowszechniania fałszywej informacji. Ostrzegł, że sprostowanie może dotrzeć do zaledwie niewielkiej części odbiorców pierwotnego wpisu, którego zasięg liczono w milionach.
Tymczasem Niebezpiecznik, relacjonując ustalenia Vollmera, wskazał na brak potwierdzenia takiego spadku w niemieckim monitoringu. Przywołał CeMAS oraz badania Polisphere prowadzone wspólnie z Instytutem Hasso Plattnera. Opisane obserwacje nie wykazały załamania aktywności botów ani tempa tworzenia nowych, które uzasadniałoby rozpowszechnianą opowieść. Dotyczyły niemieckiego obszaru badania, co stawia pod znakiem zapytania rozmach ministerialnej deklaracji o całym świecie.
Również z Polski nadeszły odmienne ustalenia. Według informacji NASK przekazanych Interii analiza stale monitorowanych kont na X objęła okres od 30 września do 11 października. Nie wykazała istotnego spadku ich ogólnej aktywności po atakach na Yandex. Pojedyncze konta przestały publikować, lecz nie ustalono jednoznacznego związku z uderzeniami. Res Futura także informowała o braku spadku aktywności prorosyjskich kont w swoim codziennym monitoringu polskiej przestrzeni internetowej.
Co naprawdę pokazuje Cloudflare
Krążąca grafika o politycznej aktywności i rzeczywisty panel Cloudflare to dwa odrębne materiały. Ujawnienie oznaczenia AI na pierwszym obrazku nie oznacza, że sfabrykowano również dane tej firmy. Cloudflare rejestruje zapytania docierające do obsługiwanych przez siebie stron i ocenia, które prawdopodobnie wysłały programy.
Wyszukiwarka potrzebuje takich programów, żeby wiedzieć, co znajduje się w internecie. Automatycznie odwiedzają one kolejne strony i pobierają ich zawartość. Dzięki temu po wpisaniu hasła użytkownik może otrzymać listę pasujących wyników. Tę pracę wykonują boty wyszukiwarki, nazywane też crawlerami. Cloudflare opisuje YandexBota jako główny program indeksujący strony dla Yandexu.
Zapytanie jest prośbą o przesłanie zawartości strony. Jeden program może wysłać ich bardzo wiele, nie prowadząc żadnego profilu społecznościowego. Dlatego spadku liczby zapytań nie można przeliczyć na ubytek kont, komentarzy lub zwolenników partii. Samo przypisanie ruchu do kategorii botów również nie określa poglądów ani zleceniodawcy programu. Panel jednej sieci Yandexu nie opisuje całej rosyjskiej aktywności w internecie.
Jeżeli awaria zatrzyma programy pobierające strony, liczba zapytań może spaść także wtedy, gdy konta komentujące politykę nadal działają. Na tę pomyłkę zwracał uwagę Niebezpiecznik. Do wykazania wpływu ataków na propagandę potrzebne jest osobne badanie konkretnych profili. Wrażenie spokojniejszej dyskusji pod wybranym wpisem nie pokazuje, co stało się z całą siatką.
Rzeczywiste problemy klientów Yandexu opisują komunikaty firmy. W zaleceniach aktualnych na 12 października wyjaśniała ona, jak odzyskiwać dane i przenosić je na zewnętrzne serwery. Jeżeli organizatorzy propagandy korzystali z narzędzi działających na uszkodzonej infrastrukturze, także mogli stracić do nich dostęp. Trzeba jednak ustalić taką zależność. Rosyjskie pochodzenie operatora nie wskazuje automatycznie kraju, w którym stoją jego komputery.
W 2024 roku amerykański Departament Sprawiedliwości opisał operację obejmującą 968 kont powiązanych według śledczych z RT i FSB. Holenderska służba AIVD potwierdziła wykorzystanie w tej siatce serwera w Holandii. Z kolei francuska VIGINUM w analizie kampanii Matrioszka wskazała błędy sugerujące ręczną obsługę fałszywych profili. Propagandowe konto może więc korzystać z zagranicznego serwera, a jego wpisy może przygotowywać człowiek. Wykres automatycznych zapytań z rosyjskiej wyszukiwarki nie wystarcza do śledzenia takiej działalności.
Źródło: Telewizja Republika
Koalicja 13 grudnia dopisała oskarżenie prawicy
Magdalena Adamowicz, europosłanka wybrana z list Koalicji Obywatelskiej, wykorzystała wpis Wolskiego do znacznie szerszego oskarżenia. Przedstawiła rzekome załamanie oddolnego poparcia dla AfD i MAGA jako wyjaśnienie, dlaczego prawica sprzeciwia się ograniczeniom w internecie. Zarzuciła jej ochronę rosyjskich botów pod hasłem wolności słowa, określając przeciwników mianem „patoprawicy”. Nie wskazała działań konkretnych polityków, które dowodziłyby świadomego osłaniania propagandowej operacji.
W podobnym tonie wypowiedział się Krzysztof Śmiszek. Na swoim profilu na Facebooku połączył zbombardowanie rosyjskich centrów danych z rzekomą ciszą w sieci i mniejszą liczbą trolli wspierających polską prawicę. Politycy koalicji 13 grudnia dostali wygodną opowieść o przeciwnikach, których popularność miały podtrzymywać rosyjskie serwery. Do sformułowania zarzutów wystarczyło im uznanie, że obserwowane zjawiska są ze sobą związane.
Źródło: Profil KSmiszek (Facebook.com)
Publicysta Portalu Telewizji Republika Piotr Okulski zarzucił europosłance Adamowicz wykorzystywanie zagrożenia rosyjską dezinformacją do walki z przeciwnikami politycznymi. Podkreślił, że wyborcy nie stają się fałszywymi kontami wskutek awarii serwerowni. Sprostowanie Wolskiego odbiera europosłance możliwość traktowania jego wcześniejszej publikacji jako potwierdzenia jej wywodu.
Nawet wykrycie rosyjskich kont wspierających daną partię nie dowodziłoby, że jej politycy zlecili te działania lub świadomie ich bronili. Raport Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych z 2025 roku wskazuje, że zgodność przekazu z interesem obcego państwa nie wystarcza do przypisania mu kontroli nad danym kanałem. Potrzebne są rzeczywiste powiązania, na przykład finansowe lub dotyczące wspólnie używanej infrastruktury.
Tomasz Siemoniak zaczął tłumaczyć się ze swojej wypowiedzi, odpowiadając na zarzuty Sławomira Mentzena. Zapewnił, że nie znał fałszywych grafik i korzystał wyłącznie z informacji przekazanych przez ABW. Tym razem pisał o zmianach ruchu sieciowego, możliwym przejściowym charakterze zakłóceń i technicznych niuansach. W opublikowanym wpisie nie przedstawił jednak danych ani sposobu, w jaki Agencja zweryfikowała deklarowany spadek. Pozostaje pytanie, czy i kiedy je pokaże. Od tego zależy wyjaśnienie zasadniczej kwestii, czy służba stwierdziła ograniczenie działalności kont propagandowych, czy spadek automatycznych zapytań do stron internetowych, ponieważ właśnie to pomieszanie tych dwóch zjawisk napędzało opowieść o znikających rosyjskich botach.
Źródło: @Piotr_Okulski (Portal X), Niebezpiecznik, Portal Telewizji Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Mandaryna wyznała prawdę o chorobie. Diagnozę usłyszała 23 lata temu
Zandberg ostro punktuje Siemoniaka! „Skąd wziął te informacje?”. Chodzi o rosyjskie boty
Komisja Wenecka zabrała głos w sprawie wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Tusk ma pretekst do ataku?
SPRAWDŹ TO!