Potok słów i mało konkretów. Mroczek w Senacie o sprawie Republiki
Wiceminister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Czesław Mroczek, zabrał dziś głos w Senacie ws. ostatnich zdarzeń wokół Republiki i dziennikarzy stacji. Chodzi o serię fałszywych alarmów związanych z podkładaniem ładunków wybuchowych czy zawiadomień o rzekomych próbach samobójczych. Niestety, wiemy w zasadzie tyle samo, co wiedzieliśmy przed wystąpieniem.
Dużo o procedurach, mało konkretów o sprawie
Wiceminister przyznał na początku wystąpienia, że charakter zgłoszeń dotyczący Republiki można przyporządkować do dwóch obszarów: zagrożenia dla bezpieczeństwa powszechnego oraz zgłoszenia związane z niezwłoczną pomocą osobie, której życie jest zagrożone. W obu sprawach miały zostać użyte procedury, które są standardowe w tego typu sytuacjach.
Cztery zgłoszenia zostały zakwalifikowane jako informacje o możliwości podłożenia urządzeń wybuchowych i zostały zakwalifikowane jako informacje o niskiej wiarygodności – mówił wiceminister i dodał, że policja skontaktowała się w tych przypadkach z administratorami budynków, a ci po pozyskaniu wiedzy od funkcjonariuszy nie podejmowali decyzji o ewakuacji obiektów.
Kolejne zgłoszenia – jak mówił minister – dotyczyły zagrożenia zdrowia i życia ludzi. Te zgłoszenia miały być potraktowane w sposób pilny. W tych przypadkach policja miała reagować zdecydowanie, a interwencje miały kończyć się na rozmowach osobami, zamieszkującymi dany adres.
Czesław Mroczek mówił głównie o procedurach i przepisach, w pierwszej części wystąpienia nie dowiedzieliśmy się nic, czego nie znalibyśmy wcześniej. Delikatnie mówiąc – wiało nudą.
Nagranie Sakiewicza pokazało prawdę, a Mroczek broni funkcjonariuszy
Następnie zastępca Marcina Kierwińskiego odniósł się do głośnej interwencji z 15 maja, czyli zdarzenia, które miało miejsce w mieszkaniu i jednocześnie biurze prezesa Republiki, Tomasza Sakiewicza. Mroczek powiedział, że drzwi otworzyła „pani”, a na miejscu „nie było właściwej komunikacji”.
W mieszkaniu doszło do tej sytuacji, w której funkcjonariusze nie mogąc uzyskać właściwych informacji, użyli kajdanek, ale po informacji o tym, że ta pani będzie musiała być przewieziona celem wyjaśnienia ustalenia jej tożsamości do właściwej ich komendy rejonowej policji w Warszawie, ta pani podała swoje dane i w tym momencie odstąpiono od stosowania środków przymusu bezpośredniego – tłumaczył minister Mroczek i dodał, że winę za charakter interwencji ponosi asystentka prezesa Republiki.
Pytanie jak miała się wylegitymować, skoro zostały jej założone kajdanki od tyłu. Przypomnijmy, że redaktor Tomasz Sakiewicz nagrał zdarzenie, na którym zarejestrowane jest niedopuszczalne zachowanie funkcjonariuszy, o którym wiceszef MSWiA nie wspomniał. Czesław Mroczek ani słowa nie powiedział o tym, że funkcjonariusze nie chcieli się wylegitymować właścicielowi lokalu, nie tłumaczył także dlaczego mieli zdjęte emblematy z nazwiskami.
Skurkiewicz pyta o kajdanki i kamery nasobne
Na tym zakończyło się wystąpienie wiceszefa MSWiA, a do głosu zostali dopuszczeni senatorowie, w tym Wojciech Skurkiewicz, który dopytywał, jak użycie kajdanek ma się do zapisów ustawowych. Pytał o to, czy użycie kajdanek w tej sytuacji nie było działaniem ponadwymiarowym. Senator ciekawy był również czy funkcjonariusze mieli na sobie tzw. kamery nasobne i czy są nagrania.
Przedstawiciel MSWiA przyznał, że policjanci mieli kamery nasobne, a także istnieją nagrania z interwencji u redaktora Sakiewicza, jednak na chwilę obecną są u prokuratora i to on zdecyduje, czy zostaną upublicznione szerzej. W sprawie kajdanek Mroczek przyznał, że interwencja należała do trudnych, a wtedy odbywa się po niej kontrola prawidłowości przeprowadzenia interwencji.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X