Ukryta imigracja: W niektórych miasteczkach obcokrajowcy przekraczają już 30 proc. mieszkańców
Polska stała się jednym z głównych kierunków imigracji zarobkowej w Europie, ale napływ obcokrajowców nie ogranicza się do Warszawy czy Krakowa. Coraz częściej to małe miasta i strefy przemysłowe absorbują większość nowych pracowników. W części gmin odsetek ludności zagranicznej przekracza już 30 procent. Jednocześnie gospodarka korzysta z taniej siły roboczej, a koszty społeczne i integracyjne spadają głównie na samorządy.
Polska jest dziś jednym z najważniejszych destynacji imigracji pracowniczej w Unii Europejskiej. Zjawisko to nie koncentruje się jednak wyłącznie w wielkich miastach. Liczne małe miejscowości i obszary przemysłowe przyjmują znaczną część zagranicznych pracowników. W niektórych gminach odsetek obcokrajowców jest wyższy niż w stolicy.
Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego w Mszczonowie cudzoziemcy stanowią 31,7 proc. mieszkańców, a w Mławie 27,8 proc. Dla porównania w Warszawie odsetek ten wynosi 14,5 proc., a w Krakowie 11,3 proc. Pod koniec 2025 roku w Polsce mieszkało około 2,3 mln obcokrajowców, czyli blisko 6 proc. całej populacji. Obywatele Ukrainy stanowili 73 proc. tej grupy.
Wzrost nie jest przypadkowy. W 2024 roku przyznano 337 874 pierwsze zezwolenia na pobyt z powodów zatrudnienia — więcej niż w jakimkolwiek innym państwie członkowskim. Głównymi beneficjentami byli obywatele Ukrainy i Białorusi. Powstaje wyraźny paradoks. Oficjalna polityka pozostaje twarda wobec nielegalnej imigracji z Białorusi i krytykuje błędy Europy Zachodniej. Jednocześnie polska gospodarka coraz mocniej opiera się na masowym, legalnym napływie zagranicznej siły roboczej.
Imigranci trafiają przede wszystkim tam, gdzie firmy potrzebują ludzi do ciężkiej, nisko płatnej i mało prestiżowej pracy: w przemyśle spożywczym, meblarskim, logistyce, handlu i rolnictwie. W sadownictwie część przedsiębiorstw zatrudnia w sezonie niemal wyłącznie obcokrajowców. Jeden z dużych producentów borówki przyznał, że po stopniowym zastępowaniu Polaków imigranci stanowili około 70 proc. załogi.
Podobny mechanizm widać w wielkich inwestycjach. Orlen zatrudniał tysiące zagranicznych pracowników przy projektach przemysłowych. Przy kompleksie olefinowym Olefins III koło Płocka powstało nawet miasteczko kontenerowe przewidziane na około 6 tys. osób.
Dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami UW Paweł Kaczmarczyk nazwał ten model „prywatyzacją imigracji”. Firmy i agencje pracy czerpią zyski z taniej siły roboczej, natomiast koszty społeczne, administracyjne i integracyjne ponosi całe społeczeństwo oraz samorządy.
Presja biznesu odgrywała tu kluczową rolę. Przez lata przedsiębiorstwa i organizacje pracodawców domagały się szybszych procedur zatrudniania cudzoziemców, a agencje pracy tymczasowej działały jako pośrednicy. W efekcie popyt firm w dużej mierze wyznaczał tempo migracji, często wyprzedzając spójną strategię państwa.
Szybki wzrost tego rynku przyniósł też liczne nadużycia. W 2025 roku Państwowa Inspekcja Pracy stwierdziła nieprawidłowości w 95,8 proc. skontrolowanych agencji pracy tymczasowej. Pracownicy z Kolumbii zgłaszali m.in. pokoje dzielone przez pięć osób, opłaty za odzież ochronną, badania lekarskie i zezwolenia na pobyt oraz pracę siedem dni w tygodniu. Pojawiły się też zarzuty dotyczące handlu ludźmi, niewypłacania wynagrodzeń i zatrzymywania dokumentów podróży.
W maju Straż Graniczna zatrzymała trzy osoby podejrzane o stworzenie około 130 fikcyjnych spółek i złożenie ponad 11 tys. fałszywych oświadczeń o zatrudnieniu cudzoziemców. Dokumenty te mogły służyć do uzyskania wiz i legalnego przekroczenia granicy.
Największe skutki widać w małych i średnich miastach. Tańsze mieszkania oraz bliskość fabryk i centrów logistycznych sprawiają, że imigracja zarobkowa koncentruje się z dala od metropolii. Tam zmiana demograficzna jest odczuwalna najszybciej. W części gmin szybki napływ obcokrajowców wywołuje napięcia polityczne, rosnące koszty usług publicznych i poczucie głębokiej przemiany społecznej.
Zjawisko to może też wzmacniać partie na prawo od PiS, takie jak Konfederacja oraz środowisko Grzegorza Brauna, zwłaszcza na prowincji, gdzie Prawo i Sprawiedliwość przez lata dominowało.
Źródło: Republika/La Gaceta
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X