Ambasador Rosji oskarża o romanizację Mołdawii
Ambasador Rosji w Bukareszcie, Władimir Lipajew, ostrzega, że Rumunię nie stać na zjednoczenie z Mołdawią, ostro krytykuje politykę Bukaresztu wobec Kiszyniowa, oskarża Rumuński Kościół Prawosławny o agresywną ekspansję i twierdzi, że największe zagrożenie dla bezpieczeństwa Rumunii płynie nie z Rosji, lecz z członkostwa w NATO.
Ambasador Federacji Rosyjskiej w Rumunii, Władimir Lipajew, udzielił obszernego wywiadu rosyjskiej państwowej agencji TASS, w którym stwierdził jednoznacznie, że Rumunia nie może sobie pozwolić na zjednoczenie z Republiką Mołdawii. Według niego Mołdawia należy do najbiedniejszych krajów Europy, a koszty jej utrzymania i integracji „po prostu przerosłyby możliwości rumuńskiego budżetu”. Dlatego – jak twierdzi dyplomata – oficjalnie Bukareszt woli forsować drogę Mołdawii do Unii Europejskiej, co pozwoliłoby przerzucić znaczną część wydatków na unijnych partnerów.
Lipaew ocenił, że pomysł zjednoczenia nie cieszy się poparciem większości mieszkańców Mołdawii. Powołał się na „żywą pamięć” o dwóch rzekomych „rumuńskich okupacjach” w XX wieku oraz oskarżył prounijne elity w Kiszyniowie o forsowanie romanizacji społeczeństwa: nauczanie języka rumuńskiego zamiast mołdawskiego, przedstawianie w szkołach zniekształconej wersji historii Rumunów oraz obsadzanie kluczowych stanowisk byłymi i obecnymi urzędnikami z Rumunii. Podkreślił, że prezydent Maia Sandu i wielu czołowych polityków posiada rumuńskie paszporty, a sektor bezpieczeństwa, energetyka i system bankowy Mołdawii znajdują się – jego zdaniem – pod bezpośrednią kontrolą Bukaresztu.
Dyplomata skierował również bardzo ostre zarzuty wobec Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego. Oskarżył go o prowadzenie „agresywnej ekspansji” na kanonicznym terytorium Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, próbę podporządkowania mołdawskich struktur Metropolii Basarabskiej oraz wywoływanie schizmy, która – według niego – zagraża jedności prawosławia na świecie.
W sferze geopolitycznej ambasador ostrzegał, że prawdziwe niebezpieczeństwo dla Rumunii nie stanowi Rosja, lecz przynależność do NATO. Podkreślił, że Rumunia jest jednym z głównych korytarzy przerzutu broni na Ukrainę, gości na swoim terytorium drugi co do wielkości ośrodek koordynacyjny Sojuszu (w Câmpia Turzii) i chętnie zwiększa obecność wojsk NATO, co – w jego ocenie – czyni z niej potencjalny punkt wyjścia do konfliktu z Rosją, podobnie jak miało to miejsce w przeszłości.
Lipaew powiązał także obecne problemy gospodarcze Rumunii z unijnymi sankcjami wobec Rosji – droższe surowce energetyczne, nawozy sztuczne i zerwane łańcuchy dostaw. Stwierdził, że relacje dwustronne z Rumunią zostały „praktycznie zniszczone” przez dyktat Brukseli i szefową unijnej dyplomacji Kaję Kallas. Wymienił m.in. wydalenia rosyjskich dyplomatów, sztuczne ograniczenia kadrowe, wywieranie presji na dostawców usług, blokowanie kont bankowych, utrudnianie wydawania wiz, nierozpoznawanie rosyjskich paszportów bez chipa biometrycznego oraz zamknięcie Rosyjskiego Centrum Nauki i Kultury.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X