Sakiewicz dla „Rzeczpospolitej”: nawet esbecja legitymowała się na żądanie
Dziennik Rzeczpospolita ustalił, że to anonimowy mail z groźbą samobójstwa i wysadzenia budynku miał doprowadzić do interwencji funkcjonariuszy w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza, prezesa Telewizji Republika. Wiadomość miała brzmieć: „Jestem na Wiktorskiej ...popełniam samobójstwo, mam na sobie pas szahida, wy...ę wszystko”. Do zgłoszenia miał być także dołączony plik z nagraniem głosu dziecka.
Co łączy wszystkie zgłoszenia?
Jak opisuje „Rzeczpospolita”, seria fałszywych alarmów dotyczących dziennikarzy oraz miejsc związanych z Republiką miała podobny schemat. Najczęściej chodziło o informacje sugerujące zagrożenie życia — np. o osobie planującej samobójstwo poprzez odkręcenie butli z gazem pod konkretnym adresem.
Seria fałszywych alarmów wymierzonych w TV Republika i jej dziennikarzy rozpoczęła się w środę, 13 maja. Tego dnia, po godz. 16 do redakcji przyjechała policja i straż pożarna po odebraniu zgłoszenia o bombie. Redakcja została zamknięta i przeszukana. Służby niczego nie znalazły. W czwartek pogotowie otrzymało wezwanie do pobitej osoby w siedzibie Republiki. W kolejnych dniach dochodziło do serii zgłoszeń, ze wskazaniem adresów domowych dziennikarzy (m.in. Michała Rachonia, Adriana Klarenbacha, Katarzyny Gójskiej czy Tomasza Sakiewicza, szefa TV Republika). Były to zgłoszenia o terroryście z pasem szahida, który miał zamknąć się w łazience Michała Rachonia, o znalezieniu ciała człowieka lub donosy o osobach, chcących popełnić samobójstwo. – W przypadku Michała Rachonia i Kasi Gójskiej oraz mnie wezwania służb miały miejsce dwukrotnie, mimo iż za pierwszym razem się one nie potwierdziły. Co więcej, po raz drugi służby weszły już z nakazem przeszukania – opowiada „Rzeczpospolitej” Tomasz Sakiewicz – czytamy w tekście Izabeli Kacprzak i Grażyny Zawadki.
Skandaliczna interwencja w mieszkaniu szefa stacji
Szef Republiki opisał także przebieg piątkowej interwencji w lokalu przy ul. Wiktorskiej w Warszawie, gdzie prowadzi działalność gospodarczą. Według jego relacji dwóch funkcjonariuszy weszło do środka i skuło kajdankami jego asystentkę. Sakiewicz zwracał uwagę, że policjanci nie mieli widocznych identyfikatorów z nazwiskami i numerami. Opowiadał, że jeden z funkcjonariuszy miał powiedzieć: „Niestety, nie ma tego dziecka”.
Tomasz Sakiewicz powiedział „Rzeczpospolitej”, że „z takimi policjantami w całym swoim życiu nie miał nigdy jeszcze do czynienia”. Dodał, że nawet za czasów SB milicjanci się legitymowali na żądanie.
(…) Dwa dni wcześniej doszło do podobnego zgłoszenia i był to fałszywy alarm dotyczący mieszkania przy ul. Wiktorskiej – ustalił dziennik.
Ewidentny błąd po stronie policji
Przy tej okazji autorki artykułu cytują doświadczonych policjantów, którzy zwrócili uwagę, że wcześniejszy fałszywy alarm dotyczący tego samego adresu powinien być odnotowany w policyjnym systemie SWD. Ich zdaniem dyżurny powinien uprzedzić patrol o wcześniejszym incydencie, co mogłoby wpłynąć na sposób przeprowadzenia interwencji.
W sobotę na adres mailowy służący do kontaktu z widzami TV Republika trafił kolejny fałszywy donos o podłożonej bombie. – Mail ten nie był niczym innym jak prymitywną, nieudolną próbą skierowania całej sprawy z nękaniem nas na fałszywe, rosyjskie tory. Zawierał rusycyzmy, które miały udawać, że autorem są rosyjskie służby. Myśmy to przewidzieli wcześniej i nie myliliśmy się – stwierdza w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Sakiewicz. Szef Republiki potwierdza, że w mailu znalazło się tam „nazwisko bardzo znanego polityka opcji rządzącej” jako inspirującego ten fałszywy zamach. Sakiewicz: – Moim zdaniem zrobiono to po to, żeby zbudować mu fałszywe alibi – powiedział Rzeczpospolitej prezes Republiki.
Źródło: Republika, Rzeczpospolita
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X