70 lat temu Poznań stanął, a robotnicy wykrzyczeli: „Żądamy chleba”
Poznański Czerwiec 1956 był pierwszym w historii PRL strajkiem generalnym i masowymi protestami ulicznymi. Wydarzenia z 28 i 29 czerwca rozpoczęły się na tle ekonomicznym, jednak szybko nabrały charakteru politycznego. Demonstranci domagali się poprawy warunków życia, ale również większej niezależności Polski od ZSRR oraz poszanowania wolności i wartości religijnych. Swoje niezadowolenie kierowali przede wszystkim przeciwko funkcjonariuszom Urzędu Bezpieczeństwa.
Komunistyczne władze odpowiedziały siłą, wysyłając przeciw robotnikom wojsko i czołgi. W dwudniowych walkach zginęło 57 osób. Wydarzenia te zapoczątkowały jednak polityczną odwilż jesienią 1956 roku, która doprowadziła do objęcia władzy przez Władysława Gomułkę.
Protest, który przerodził się w powstanie
Poznański Czerwiec, nazywany także Czerwcem '56, był pierwszym tak dużym buntem społecznym w PRL. Protesty zostały brutalnie stłumione przez wojsko i milicję, a propaganda przez lata określała je jedynie jako „wypadki czerwcowe” lub całkowicie je przemilczała. Współcześnie część historyków i uczestników wydarzeń mówi o nich jako o poznańskim buncie, rewolcie lub nawet powstaniu poznańskim.
Strajk rozpoczął się rano 28 czerwca w Zakładach Przemysłu Metalowego H. Cegielski, które wówczas nosiły nazwę Zakładów Przemysłu Metalowego im. Józefa Stalina (ZISPO). Protest robotników bardzo szybko przekształcił się w spontaniczny sprzeciw wobec komunistycznej władzy.
Jak doszło to dramatycznego dnia
Lata pięćdziesiąte przyniosły w krajach bloku wschodniego pierwsze oznaki zmian po śmierci Józefa Stalina. W ZSRR rozpoczęła się krytyka kultu jednostki, a w Polsce złagodzono cenzurę i rozpoczęto dyskusję o błędach systemu. Mimo to sytuacja gospodarcza nie poprawiała się. Rodziny robotnicze żyły coraz trudniej, gospodarka pozostawała niewydolna, a podporządkowane partii związki zawodowe nie reprezentowały interesów pracowników.
W Poznaniu niezadowolenie narastało od jesieni 1955 roku. Robotnicy zakładów Cegielskiego protestowali przeciw niesprawiedliwemu opodatkowaniu najlepiej zarabiających pracowników i domagali się poprawy warunków płacowych. Kierowali petycje, wysyłali delegacje do ministerstw i Komitetu Centralnego PZPR, jednak ich postulaty pozostawały bez odpowiedzi.
Nieudane negocjacje, a w następstwie marsz
Pod koniec czerwca przedstawiciele załogi udali się do Warszawy, aby rozmawiać z władzami o żądaniach robotników. Początkowo wydawało się, że osiągnięto porozumienie, jednak już następnego dnia minister przemysłu wycofał się z części ustaleń. To ostatecznie przesądziło o wybuchu strajku.
28 czerwca rano robotnicy rozpoczęli strajk i wyszli na ulice miasta. Do protestu szybko dołączyli mieszkańcy. Około 100 tysięcy osób zgromadziło się przed siedzibą władz, domagając się podwyżek płac, obniżenia cen i zniesienia zawyżonych norm pracy. Początkowo demonstracja przebiegała spokojnie, a protestujący liczyli na rozmowy z przedstawicielami władz i przyjazd premiera Józefa Cyrankiewicza.
Od demonstracji do walk ulicznych
Po godzinie 10 napięcie gwałtownie wzrosło. Rozeszła się informacja, że delegacja robotników została zatrzymana w Warszawie. Choć okazała się nieprawdziwa, część demonstrantów zdobyła więzienie i uwolniła 257 osadzonych. Inni zajęli budynki sądu i prokuratury, niszcząc akta oraz zdobywając broń.
Niedługo później z budynku Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa padły pierwsze strzały. W odpowiedzi Biuro Polityczne KC PZPR zdecydowało o użyciu wojska.
Krwawa pacyfikacja, co najmniej 57 zabitych
Do Poznania skierowano blisko 10 tysięcy żołnierzy, 359 czołgów oraz dziesiątki transporterów opancerzonych i innych pojazdów wojskowych. Walki trwały do 29 czerwca, a pojedyncze strzały słychać było jeszcze dzień później.
Według ustaleń historyków zginęło 57 osób, choć istnieją również wyższe szacunki. Rannych zostało około 600 ludzi. Badania wykazały, że około 80 proc. ofiar śmiertelnych nie brało bezpośredniego udziału w starciach, lecz zginęło w wyniku chaotycznej wymiany ognia.
Słowa, które przeszły do historii: "(...) tę rękę władza ludowa odrąbie!"
29 czerwca premier Józef Cyrankiewicz wygłosił radiowe przemówienie, w którym zapowiedział represje wobec uczestników protestów. Padły wówczas słynne słowa:
„Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie!”.
Represje wobec uczestników
Po zakończeniu walk rozpoczęły się masowe zatrzymania. Aresztowano około 250 osób, głównie robotników. Śledztwa często prowadzono z użyciem przemocy, próbując udowodnić, że za wydarzeniami stali zagraniczni prowokatorzy i podziemie. Tej tezy nie udało się jednak potwierdzić.
Obrony oskarżonych podjął się mecenas Stanisław Hejmowski, który podczas procesów oskarżył państwo o doprowadzenie do tragedii. Za swoją postawę został później poddany represjom i pozbawiony prawa wykonywania zawodu.
Znaczenie Poznańskiego Czerwca
Wydarzenia z czerwca 1956 roku odbiły się szerokim echem zarówno w Polsce, jak i za granicą. Ujawniły słabość systemu komunistycznego i przyspieszyły proces zmian politycznych, które doprowadziły do odwilży październikowej.
Protest przełamał także społeczny strach. W całym kraju zaczęły pojawiać się anonimowe ulotki i napisy wyrażające solidarność z poznańskimi robotnikami, domagające się poprawy warunków życia, przywrócenia wolności oraz większej niezależności od Związku Radzieckiego.
Symbolem Poznańskiego Czerwca stał się trzynastoletni Romek Strzałkowski – jedna z najmłodszych ofiar wydarzeń.
Źródło: Republika, wikipedia, poznan.pl, IPN
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X