Najbardziej efektywny podwykonawca niemieckich interesów w polskiej historii
Rząd, który od grudnia 2023 roku kieruje Polską, działa jak precyzyjny niemiecki podwykonawca. Nie trzeba szukać tajnych umów ani podsłuchów – wystarczy spojrzeć na to, co robi i czego nie robi. Zamiast polskiej racji stanu dostajemy konsekwentną realizację interesów Berlina w unijnych szatach.
Zacznijmy od tego, co widać gołym okiem. Centralny Port Komunikacyjny – projekt, który miał uczynić Polskę lotniczym sercem Europy Środkowej – jest metodycznie spowalniany. Budżet obcięty, terminy przesunięte, nadzór powierzony dawnym krytykom. Modernizacja Dolnej Odry? Zamiast drogi wodnej – nowe parki narodowe, które de facto oddają sterowanie Niemcom. Głębokowodny port kontenerowy w Świnoujściu? Stoi w miejscu, podczas gdy Hamburg i Rostock mogą spać spokojnie. Niemiecki podwykonawca wie, że nie wolno mu budować konkurencji dla niemieckich hubów.
W energetyce ten schemat działa jeszcze precyzyjniej. Polska realizuje Energiewende na polskich warunkach – czyli szybciej, drożej i bardziej boleśnie niż sami Niemcy. Bełchatów kończy główne pole w 2026 roku, Turów pracuje bez prawa do rozwoju, nowych odkrywek nie otwiera się wcale. A po niemieckiej stronie granicy? Tam nadal masowo kopią węgiel brunatny – ponad sto milionów ton rocznie, głównie na Łużycach. Wioska Mühlrose została właśnie „pożarta” przez kopalnię Nochten – domy rozebrane, teren wyrównany, a mieszkańcy przesiedleni, żeby LEAG mogło wydobywać dalej. Gdy tylko przychodzi Dunkelflaute – ciemna cisza bez wiatru i słońca – Niemcy bez mrugnięcia okiem reaktywują dodatkowe bloki węglowe. I oni pouczają nas o „zielonej transformacji”.
Liberalizacja ustawy wiatrakowej? Oczywiście. Im bliżej domów, tym lepiej – zwłaszcza gdy turbiny kupuje się od Siemensa i Nordexa. Odblokowanie unijnych miliardów po „restauracji praworządności”? Dokładnie tak, jak Berlin sobie życzył. „Nowe otwarcie” z Niemcami, apele „pospieszcie się” w sprawie zadośćuczynień i cicha zgoda na unijny pakt migracyjny – wszystko gra jak w zegarku.
A pamiętacie reset z Rosją? Ten sam człowiek, który dziś stroi się w piórka jastrzębia, w latach 2007–2010 siedział na molo w Sopocie z Putinem i mówił, że relacje z Moskwą „nie mogą być gorsze” niż niemiecko-rosyjskie. Wczoraj reset, dziś wojna – w zależności od tego, co akurat wygodniej sprzedać wyborcom i co pasuje Berlinowi.
Niemiecki podwykonawca nie musi niczego podpisywać w tajemnicy. Wystarczy, że spowalnia wszystko, co mogłoby wzmocnić Polską samodzielność, i przyspiesza to, co wpisuje się w niemiecką wizję Europy: podporządkowaną, „zieloną”, bez ambicji regionalnego lidera. CPK mniejszy, Odra „ekologiczna”, wiatraki niemieckie, węgiel wygaszany selektywnie, reparacje – symboliczne.
Polska nie jest kolonią. Ale kiedy patrzy się na tempo i kierunek zmian, trudno oprzeć się wrażeniu, że od dwóch lat mamy do czynienia z najbardziej efektywnym podwykonawcą niemieckich interesów w polskiej historii. I to nie jest teoria spiskowa. To jest po prostu bilans otwarcia po dwóch latach rządów.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X