Zadziwiająca trafność mojej obrony Kościoła i Polski. 10 przypadków
Witam wszystkich w 5 Niedzielę Wielkiej Nocy, w naszym 204 Programie „Oko na niedzielę” (Rok A - 3.05.2026). Dzisiaj obok samej niedzieli przeżywamy wielkie święto narodowe i kościelne – 3 Maja. To okazja żeby rozliczać się z tego, co czynimy dla Ojczyzny i dla Kościoła. Ja mówię na ten temat tym chętniej, że w ten sposób przeszłością uzasadniam to, co czynię dzisiaj.
Oczywiście ja sam z siebie jestem tylko małym, biedny grzesznikiem i należy przyjąć, że cokolwiek mi się nie udało, to mniej, niż w połowie promila jest moją zasługą, a prawie w 100 procentach jest darem Boga, kultury narodowej, rodziny, nauczycieli i innych ludzi, zwłaszcza tych dziesiątek tysięcy, które modlą się za mnie. Niemniej trzeba podkreślić, że moje odważne i ryzykowne działania w ciągu już prawie 40 lat okazywały się niezwykłe skuteczne, a moje argumenty z zadziwiającą regularnością zostawały potwierdzone. To doświadczenie uzasadnia zaufanie do mnie także dzisiaj.
1. Podczas studiów doktoranckich w Niemczech dostrzegałem wielkie zepsucie tamtejszego katolicyzmu i dlatego na wielu konferencjach broniłem doktryny Kościoła, a zwłaszcza nauczania św. Jana Pawła II i Benedykta XVI. Większość była jednak przeciw nim. A dzisiaj Kościół niemiecki coraz bardziej staje się jakimś anty-Kościołem, coraz bardziej popada w schizmę i herezje. Zdecydowanie odrzuca on Boże przykazania i Boże Objawienie, koncentruje się na negacji sakramentów pokuty i małżeństwa, na usprawiedliwianiu i błogosławieniu wszelkiej możliwej rozpusty. Powołuje się przy tym na nauczanie papieża Franciszka, jakoby sam on to wszystko popierał. Przy okazji pokazuje to, z jaką ostrożnością i krytycznością trzeba podchodzić do tego nauczania, skoro w Niemczech służy ono do uzasadniania najgorszych rzeczy – jak choćby czyni to kardynał Reinhard Marks, ulubieniec papieża. Kardynał ten popiera również i awansuje księdza, z którego oskarżenia wytoczono mi proces w Niemczech. A ksiądz ten, czynny i walczący homoseksualista, mówi, że wcale nie zachowuje celibatu, bo to jest niemożliwe i robi sobie zdjęcia w gejowskim domu publicznym. Taki jest obecny stan „Kościoła” w Niemczech.
2. Pod koniec moich studiów w Niemczech niezwykle głośny stał się ks. prof. Eugen Drewermann, teolog katolicki. Wielu tamtejszych katolików widziało w nim jakby nowego św. Tomasza z Akwinu, który znakomicie łączy wiarę z nauką, zwłaszcza z psychologią. Ja jednak widziałem w nim zagubionego dogmatyka, który zamienił Chrystusa i św. Pawła na psychologów Freuda i Junga, aby uprawiać coś w rodzaju religijnego bajkopisarstwa. Kiedy mówiłem kazanie skierowane przeciw niemu, Niemcy krzyczeli i wychodzili z kościoła. Kiedy na jego wielkim mitingu w Monachium w twarz powiedziałem Drewermannowi, że jest fałszywym prorokiem New Age, który nie mieści się nawet w protestantyzmie, widzowie zagłuszyli mnie i odebrano mi głos. Jednak w ciągu paru lat ks. Drewermann porzucił kapłaństwo i Kościół oraz ogłosił, że czuje się bardziej buddystą, niż chrześcijaninem.
3. Po powrocie do Polski byłem jedynym, kto na Kongresie Dogmatyków krytykował ks. prof. Tomasza Węcławskiego. Wtedy był uważany za największą gwiazdę polskiej teologii, a zwłaszcza za gwiazdę „Tygodnika Powszechnego”. Ja jednak zarzucałem mu, że nie rozumie dostatecznie filozofii i dlatego błędnie usiłuje budować teologię na strasznym bagnie, jakim jest myślenie Hegla i Heideggera oraz w ogóle myślenie niemieckiej teologii. Po paru latach ks. Węcławski ogłosił, że stał się kompletnie niewierzący, ożenił się z wojującą ateistką, oficjalnie wystąpił z Kościoła i został zdecydowanym przeciwnikiem chrześcijaństwa. Wygląda na to, że jego upór, że jego wiara w Hegla i Heideggera istotnie przyczyniły się aż takiej katastrofy.
4. Kiedy już ponad 2O lat temu jako jeden z pierwszych w Polsce w pionierski sposób zacząłem ostrzegać o genderowej seks-deprawacji dzieci w szkołach, wielu nie rozumiało, o co mi chodzi. Teraz rozumieją już chyba wszyscy.
5. Kiedy w 2005 roku napisałem pierwszy artykuł krytykujący ideologię homoseksualną, natychmiast zaatakowała mnie „Gazeta Wyborcza” przeciwstawiając mi szczególnie dominikanina o. Tadeusza Bartosia OP oraz jezuitę ks. Stanisława Obirka SJ. Wkrótce oni obaj porzucili kapłaństwo, zakony i wiarę oraz stali się ateistami żyjącymi szczególnie z wysługiwania się najgorszym wrogom Kościoła.
6. Jednak najbardziej przeciwstawiono mnie ks. prof. Michałowi Czajkowskiemu, profesorowi biblistyki. O mnie pisano jako o najgorszym polskim księdzu, strasznym „homofobie”, a o ks. Czajkowskim jako o księdzu najlepszym, przyjacielu gejów i „Gazety Wyborczej”. Nie minęło pół roku i z akt IPN dowiedzieliśmy się, że ks. Czajkowski był arcy-Judaszem, agentem komunistów, który donosił nawet na własnego biskupa i na ks. Jerzego Popiełuszkę. Tak pomagał w jego zamordowaniu. I godził to z całą swoją profesorską wiedzą biblijną. Widocznie w umyśle judaszowym są możliwe nawet takie rzeczy. Jednak ja bardzo się ucieszyłem, iż same czołowe ateistyczne media ogłosiły wcześniej, że jestem największym przeciwieństwem arcy-Judasza ks. Czajkowskiego. Zaiste z radością dalej nim będę!
7. Kiedy w 2014 roku napisałem przełomowy artykuł o homoherezji, to w Krakowie grożono mi wyrzuceniem z mojej uczelni. Jednak artykuł ten chwalił sam prefekt Kongregacji Nauczania Wiary, kardynał Gerhard Ludwik Müller, a papież Benedykt XVI mi za niego dziękował oraz błogosławił i tak z ich pomocą udało mi się obronić przed wrogami z samego wnętrza Kościoła.
8. Natomiast 30 września 2015 roku zaatakowały mnie zgodnie „Gazeta Wyborcza” i „Tygodnik Powszechny” wielkim artykułem ks. Krzysztofa Charamsy, który ogłosił, że jestem najgorszym księdzem całej Polski, czołowym homofobem. „Gazeta Wyborcza” na stronie tytułowej tej właśnie wiadomości poświęciła nawet trzy razy więcej miejsca (!) niż informacji o spotkaniu, na którym Putin groził Obamie nową wojną. Aż tak mnie tam nienawidzą, aż tak się cieszyli, że sam Watykan ma mnie unicestwia. Ten atak najbardziej poparli również ks. Adam Boniecki MIC oraz prof. Karol Tarnowski (kolejny fanatyk Heideggera o umyśle zniszczonym przez tego idola). Nikt też mnie nigdy za to nie przeprosił, oni nie są do tego zdolni. Jednak w ciągu dwóch dni okazało się, że ks. Charamsa to straszny kłamca i rozpustnik homoseksualny, który już od dziesiątków lat zmienia kolejnych kochanków i partnerów. Dlatego to nie ja, jak się on domagał, ale on sam został usunięty z pracy w Kościele. Jak w biblijnej historii, w której poganin Haman sam zawisł na szubienicy, którą przygotował dla przywódcy żydowskiego Marchodeusza. Jakby wyraźny znak Opatrzności, po której jest stronie, kto tu ma rację.
9. Po wydaniu książki „Lawendowa Mafia”, która stała się super-bestsellerem z 40 tysiącami egzemplarzy nakładu (bo widocznie coś istotnego tłumaczyła), zaraz wytoczono mi aż trzy procesy – w Niemczech, Szwajcarii i w Polsce. Jednak dzięki podpisom około 85 tysięcy osób i znowu dzięki wsparciu księdza kardynała Gerharda Ludwika Müllera – największego teologa obecnego czasu - wszystkie trzy wygrałem. Sądy zagraniczne specjalnie podkreślały, że akceptują treść tego artykuły nawet jeśli parę wyrażeń w ich języku wydaje im się zbyt mocnych. Sąd w Szwajcarii nakazał prokuraturze wypłacenie wydawcy mojego artykuły dwudziestu tysięcy franków tytułem zwrotu kosztów adwokata. Natomiast emerytowany biskup ordynariusz z Bydgoszczy Jan Tyrawa, wytoczył mi proces za wspomnienie jego win – i to tylko jednym zdanie w przypisie, w nawiasie i cudzysłowiu (!). Coś takiego zdarzyło się po raz pierwszy w naszej historii. Kiedy jednak ksiądz biskup ostatecznie przegrywał ten proces, był przed sędzią bezradny podobnie, jak jego towarzysz z Wrocławia bp Edward Janiak na filmie braci Siekielskich. Tak jednak uwydatniona została straszna odpowiedzialność tej smutnej biskupiej trójki z Wrocławia: Gulbinowicza oraz jego namaszczonych Janiaka i Tyrawy.
10. Ostatnia moja krytyka „listu biskupów” z 22 marca też okazała się przekonywująca, skoro pośród wielu, wielu innych przyczyniła się do tego, że aż 97,5 procenta członków Episkopatu 13 kwietnia jednak nie poszło do synagog, pomimo że list wzywał do tego każdego katolika. Przy okazji kolejny raz tak bardzo skompromitował samego siebie i ośmieszył eks-ksiądz, eks-jezuita i eks-katolik Stanisław Obirek, apostata ekstremalny, który dla mnie (i właściwie dla sześciu innych księży profesorów) zażądał kary natychmiastowej i bezwzględnej ekskomuniki (!).
Powtarzam, że to wszystko mniej, niż pół promila moja zasługa, reszta to dar Boga i ludzi. Jednak, jak widać, w moich nieraz tak ryzykownych zmaganiach o prawdę i dobro, o Kościół i Polskę, zadziwiająco często okazuję się mieć rację, że stoję po właściwej stronie. Natomiast moi przeciwnicy i prześladowcy, zarówno duchowni, jak i świeccy, niezwykle często nawet sami się kompromitują i muszą publicznie mierzyć się z bolesną prawdą o samych sobie. Widocznie kieruję się dobrym myśleniem, dobrą filozofią i dobrą teologią. Widocznie trafnie przewiduję, co może się stać, widocznie warto mi ufać także teraz i w przyszłości.
Oczywiście jest to możliwe tylko dzięki wsparciu z Góry oraz milionów najlepszych katolików, w tym tysięcy najlepszych naukowców, sióstr zakonnych, zakonników, księży i wielu biskupów, szczególnie tych pracujących w Watykanie. To jest możliwe także dzięki wsparciu policjantów i żołnierzy, agentów wywiadu cywilnego i wywiadu wojskowego – w Polsce i zagranicą. Oni w swojej pracy nieraz natrafiają na straszne czyny duchownych, którzy w Kościele są postawieni nawet najwyżej. Chcą to zło jakoś ograniczać i dlatego informują o nim także i mnie. W ten sposób też mnie ostrzegają i chronią.
Szczególnie skutecznie bronią mnie znakomici prawnicy „Ordo Iuris”, dzięki którym, jak dotąd, udaje mi wygrać wytaczane mi procesy.
Wszystkim tym osobom szczególnie dziękuję, dzięki nim dalej żyję i nadal działam.
Wierzę, że do takich właśnie ludzi najbardziej odnoszą się słowa Pana Jezusa z dzisiejszej Ewangelii:
„Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele.” (J 14, 1n) oraz
„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca.” (J 14, 12).
Dziękuję im z całego serca.
Szczególnie jednak dziękuję moim świętym patronom, którym zawdzięczam zapewne najwięcej.
Jest to zwłaszcza Św. Karol Lwanga i 21 towarzyszy zamordowanych w Ugandzie w latach 1885-7 zasadniczo dlatego, że z motywów wiary chrześcijańskiej nie chcieli spełniać homoseksualnych zachcianek króla Mwangi II, nie dali mu się molestować i gwałcić. Są to więc męczennicy także homoseksualizmu. Ich święto przypada na dzień 3 czerwca, a to jest również dzień moich urodzin. Wierzę, że nie jest to przypadkowe, że także oni w naszych czasach dali mi to zadanie mówienia prawdy o homoseksualizmie i czuwają nade mną w jego wypełnianiu.
Jest to także święty Piotr Damiani, biskup i doktor Kościoła, autor pierwszej książki ujmującej całościowo problem homoseksualizmu duchownych „Mury Gomory” powstałej w XI wieku, po tysiącu lat istnienia Kościoła. Moja książka „Lawendowa mafia”, wydana w XXI wieku, po kolejnym tysiącu lat, jest drugim tego rodzaju opracowaniem.
Są to także inne osoby, jak moja imienniczka św. Daria zasypana żywcem z mężem Chryzantem w 257 roku za cesarza Walensa.
Bł. ks. Dariusz Acosta Zurita zastrzelony 25 lipca 1931 w Veracruz w Meksyku.
Bł. ks. Dariusz Hernandez Morato SJ zastrzelony 29 września 1936 w Walencji w Hiszpanii.
A także św. Edyta Stein, zamordowana 9 sierpnia 1942 w Auschwitz, patronka filozofów oraz
bł. ks. Jerzy Popiełuszko, torturowany i zamordowany (prawdopodobnie) 19 października 1984 we Włocławku - także patron duszpasterzy służby zdrowia i rezydentów (czyli takich kapłanów, jak ja).
Razem to 28 męczenników, w tym trzech kapłanów oraz jeden biskup i doktor kościoła.
Amen.
Ks. dr hab. Dariusz Oko, prof. UPJP2
Kierownik Katedry Filozofii Kultury
Wydziału Filozoficznego UPJP2
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X