„Sukces” gender na II Synodzie Krakowskim
Witam wszystkich w 23 Niedzielę Roku Liturgicznego, w naszym 222 Programie „Oko na niedzielę”, czyli „Chrześcijaństwo dla dorosłych”. (Niedziela 6.09.2026. Rok A: Ez 33,7-9; Rz 13,8-10; Mt 18,15-20).
Dzisiaj Pan Jezus wzywa nas do upominania naszych braci i sióstr kiedy musimy uznać, że w poważnych sprawach mylą się, błądzą lub grzeszą. Oczywiście zawsze trzeba to czynić w wielkiej pokorze, ze świadomością naszych własnych win oraz otwartością na upomnienia pod naszym własnym adresem. My sami tak samo możemy się mylić, błądzić i grzeszyć. Jednak sam prorok Ezechiel stwierdza, że takie upomnienie jest jednym z warunków zbawienia. Mówi: „Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę.” (Ez 33,9).
A wiele wskazuje, że z taką poważną sytuacją nakazującą upomnienie są niektóre stwierdzenia zawarte w Relacji po pierwszym etapie prac synodalnych w Archidiecezji Krakowskiej, gdzie na przykład na stronie 34 znajdują się następujące zalecenia postępowania wobec osób LGBTQ+: „Tworzenie bezpiecznych przystani duszpasterskich (np. na wzór „Wiara i
Tęcza”)”, „Otwarty, uczciwy dialog ze współczesną nauką o człowieku”, „prawdziwe poszanowanie ludzkiego sumienia”, „godność osoby zawsze stojąca wyżej niż wykluczające struktury i krzywdzące stereotypy”, „stop używaniu takich słów jak ‘zaraza’”.To ostatnie sformułowanie odnosi się zwłaszcza do księdza arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, który użył właśnie słowa „zaraza” na określenie ideologii gender. Za to ze strony środowisk gejowskich spotkał się ze strasznym, publicznym zastraszaniem łącznie z groźbą zabójstwa. Jak widać, taka jest ich „tolerancja”, którą szczególnie pokazali mordując w Stanach Zjednoczonych Charliego Kirka, jednego z najlepszych chrześcijan tego kraju. Ks. Arcybiskup Jędraszewski jest niezwykle znienawidzony i prześladowany przez genderystów, ponieważ jako znakomity profesor filozofii, jako jeden z najmądrzejszych i najlepiej wykształconych polskich biskupów, szczególnie dobrze rozumie świat współczesny i obecną sytuację Kościoła. Dlatego też ze wszystkich biskupów jest najbardziej zasłużony w obronie Polski przed strasznym zagrożeniem współczesnych ideologii ateistycznych.
1
Ja dobrze znam z Zachodu ten język, te stwierdzenia, które zwykle oznaczają wstępną akceptację ideologii gender, w tym zwłaszcza homoseksualizmu. Po niej szybko następuje całkowita akceptacja, zupełne poddanie się Światu i jego ideologii. Obecnie w Monachium jeden z największych ulubieńców papieża Franciszka, ks. kardynał Reinhard Marks, przemocą wymusza na księżach uroczyste błogosławieństwo dla każdej pary homoseksualnej i Komunię świętą dla każdego konkubinatu. Biskupi Heße z Hamburga, Bätzing z Limburga, Overbeck z Essen i Ackermann z Trewiru całym sercem popierają i wymuszają seksdeprawację dzieci w „katolickich” szkołach. Takie są owoce ich „dialogu ze współczesną nauką o człowieku”.
Czy takie są główne cele „Synodu o synodalności” również w Polsce? Tym bardziej, że nasz Synod Krakowski najbardziej stał się znany dzięki Marii Minakowskiej, „sekretarce” zespołu synodalnego powiązanego z genderową organizacją „Wiara i Tęcza.” Biologicznie jest ona mężczyzną, jaki 30 lat przeżył w małżeństwie z Anną Barbarą, z która ma dorosłą córkę. Jednak dwa lata temu ogłosił, że jest trans-kobietą. Ma 54 lata, ale ubiera się jakby był nastolatką, która gorączkowo poszukuje na szkolnej dyskotece kolejnej przygody.
Ostatnio poddał się „kastracji na życzenie”, szczegółowo opisując ten proces w mediach. Męskie narządy płciowe uważa za „coś paskudnego”, dlatego swoje wykastrowanie przeżywa jak „zmartwychwstanie”. Takie stwierdzenie jest też oczywiście czystą „mową nienawiści” wobec wszystkich miliardów mężczyzn i bluźnierstwem wobec Stwórcy ich ciał. To jednak nie przeszkadza mu w pełnieniu ważnej funkcji na Synodzie. Jeżeli nie przeszkadza w tym dążenie do zniszczenia autentycznego nauczania Kościoła, to tym bardziej coś takiego. Tak stał się główną „medialną twarzą” Synodu, a jego życiowe motto: „wykastrowanie jak zmartwychwstanie”, stało się ono obecnie najbardziej znanym w synodalnym „dorobku”. ”Wykastrowanie jak zmartwychwstanie” może być również swoistą wizytówką stowarzyszenia „Wiara i Tęcza” oraz całej ideologii gender. (Chociaż te wypowiedzi i zachowania mogą wskazywać raczej na potrzebę pomocy bardziej psychologa i duszpasterza, niż chirurga).
To jest niewątpliwie wielki „sukces” gender już na samym początku II Synodu Krakowskiego, ale na pewno nie ostatni, dlatego może przejść on do historii jako „Pierwszy Polski Synod Tęczowy”. Istnieją poważne obawy, że jak tak dalej pójdzie, to ten Synod może zakończyć się wielką apoteozą i „wyzwoleniem” genderyzmu, homoseksualizmu, biseksualizmu, poliamoryzmu i tak dalej. Na Synodzie żarliwie zachęca się nas do wzorowania się na genderowej organizacji „Wiara i Tęcza”, która otwarcie zwalcza autentyczne nauczanie Kościoła. Jej przywódcy głoszą, że to Kościół powinien się dostosować do osób o nawet najbardziej osobliwym upodobaniach seksualnych, a nie na odwrót. W materiałach synodalnych wzywa się nas nade wszystko do „prawdziwego poszanowania ludzkiego sumienia” - jakkolwiek by decydowało. Tak już jest często na Zachodzie. Zgodnie z gender i ze swoim sumieniem – jak najbardziej
2
można przecież żyć w związkach biseksualnych (czyli równocześnie i z kobietą i mężczyzną), poliamorycznych (czyli równocześnie z wieloma różnymi partnerami), kazirodczych (czyli z własnym rodzeństwem, dziećmi lub rodzicami), swingingu (czyli wymieniać partnerów między małżeństwami), chodzić do domów publicznych i potwornie deprawować seksualnie dzieci.
Potem ma się pełne prawo przyjmować Komunię świętą bez żadnej spowiedzi. Właśnie w tym skrócie LGBTQ+, także w tym „plusie” zawiera się przecież biseksualizm, poliamoria, kazirodztwo, prostytucja, pornografia, swinging, uczęszczanie do domów publicznych i tak dalej. Wygląda to także na zachętę do otwartej negacji przykazań Bożych i kościelnych, które przypomina nam dzisiaj św. Paweł Apostoł w liście do Rzymian. Przecież to jest szanowanie i akceptowanie permanentnego życia w grzechach ciężkich, które zagrażają zbawieniu. Ale te wszystkie przykazania według gender to są tylko ”wykluczające struktury i krzywdzące stereotypy”.
Synod Krakowski uczy tego także wszystkie katolickie małżeństwa, także wszystkie katolickie dzieci i młodzież. Głosi, że ich świętym obowiązkiem jest „prawdziwe poszanowanie decyzji sumienia” każdej osoby, która regularnie oddaje się tego rodzaju praktykom pod szyldem LGBTQ+, bo ten szyld, jak widać, ma usprawiedliwiać prawie wszystko – choćby „kastrowanie jako zmartwychwstanie”. Zaraz potem ludzie Synodu uskarżają się na brak małżeństw i dzieci, na brak powołań zakonnych i kapłańskich. Jeżeli jednak w samym Kościele uczą szacunku dla najgorszej nawet rozpusty, to czemu się dziwią?
Dzieci nawet w katolickich szkołach zdeprawowane takim nauczaniem, o wiele łatwiej wybiorą życie w takiej samej rozpuście. I wtedy także ich „sumienia trzeba będzie prawdziwie szanować”. Nie dyskryminować wspominając o jakichś Bożych przykazaniach, czyli „krzywdzących stereotypach”.
Wiele przemawia za tym, że takie całkowite poddanie się Światu, taka promocja głębokiego anty-chrześcijaństwa w samym sercu Kościoła musi go w wysokim stopniu zniszczyć. Jak stało się to już choćby w Holandii, Belgii, Niemczech, Argentynie i Brazylii, gdzie większość katolików pokazało Kościołowi już swoje plecy. To może być powtórzenie tego samego samobójstwa.
Ci, którzy już żyją w gender-rozpuście, do niczego nie potrzebują w niej jeszcze Kościoła. Natomiast wielu z tych, którzy jeszcze w nim są, kiedy na co dzień zaczną zderzać się w nim z genderową „ohydą spustoszenia” (Mt 24,15), z tym „kastrowaniem jak zmartwychwstaniem” zaczną z niego uciekać. (Więcej o tym piszę w załączonym pliku.)
Wygląda na to, że akurat teraz, we wrześniu, w wielkich szkolnych zmaganiach o dzieci wsparcie otrzymuje skrajnie lewicowa, ateistyczna, genderowa minister Barbara Nowacka. I to przeciw katolickim rodzicom, przeciw katechetom i nauczycielom starającym się bronić dzieci przed tą zbrodniczą deprawacją. Oni wszyscy otrzymują niejako cios w plecy. Bo przecież jeżeli akceptuje się arcy-ateistyczną ideologię gender, to nauczanie katolickie o
3
człowieku i małżeństwie w większości natychmiast trzeba wyrzucić do kosza. W tej sytuacji nie wolno powoływać się na nauczanie św. Jana Pawła II, na jego „teologię ciała”. To byłaby tym większa obłuda, manipulacja i zakłamanie. I to w jego własnej diecezji.
Jednak sam Chrystus bynajmniej nie szanował złych decyzji ludzkiego sumienia. Przestrzegał, że wiele z nich może doprowadzić nawet do utraty życia wiecznego. W Biblii mamy zapisanych łącznie 2398 zdań Jezusa, a około jednej trzeciej z nich to groźby, nawet najpoważniejsze. Te wszystkie zdania są zestawione w załączonym tutaj pliku.
A to wszystko na ogół opiera się zwykle na wielkiej niewiedzy i niekompetencji. Duchowni i katolicy, którzy tak się zachowują, mają zwykle wiedzę gazetową, nie naukową o gender. To tak, jakby o komunizmie mówić tylko na podstawie komunistycznej propagandy.
Widać, że tutaj gender traktuje się jak naukę, ponieważ brak jest elementarnej wiedzy, jak bardzo w istocie jest to ideologia pełna sprzeczności i absurdów. Na przykład ci ideolodzy według teorii queer głoszą, że w płci właściwie wszystko jest płynne i uwarunkowane kulturowo, a biologia nie ma właściwie żadnego znaczenia. Bo także „biologia jest tylko częścią kultury”. Dlatego też nawet nie są w stanie zdefiniować, kim jest kobieta i kim jest mężczyzna. A zaraz potem twierdzą, że jednak homoseksualizm i dążenia trans z konieczności wynikają z biologii. Najpierw mówią, że „natury” w ogóle nie ma, wszystko jest kulturą, a potem mówią, że ich ulubione osobliwości są jednak „naturalne” i biologiczne. Trzeba ich zatem pytać w tej sprzeczności, które kłamstwo jest dla nich ważniejsze? Oni jedna uciekają od racjonalnych dyskusji, bo dobrze wiedzą, jak łatwo je przegrywają. Wolą przemoc. Cierpią zwłaszcza na logo-fobię i bio-fobię, czyli uporczywy strach przed logiką i uporczywy strach przed biologią, szczególnie biologią ewolucyjną, bo zwłaszcza te dziedziny nauki szczególnie łatwo obnażają absurdy, kłamstwa i manipulacje tych ideologów.
Jeżeli jednak chce się ideologię gender traktować jako „naukę”, trzeba się liczyć z tym, że zaraz zostaną nam narzucone następne „naukawe” postulaty. Gender jest ideologią totalitarną, która nie cierpi różnic, opozycji i jakiegokolwiek sprzeciwu. Można się spodziewać, że genderyści na Synodzie zalecą zmianę rytu Chrztu świętego tak, żeby dwie płcie zastąpić 235 genderami, bo przynajmniej tyle już ich „odkryli”. Podczas chrztu Rodziców będzie się pytać najpierw nie jakie imię wybrali dla dziecka, ale jaki gender dla dziecka wybrali – z 235? Matkę Bożą i św. Józefa trzeba będzie nazywać „Rodzicem A” i „Rodzicem B” (albo na odwrót). Będzie się też zdecydowanie popierać (albo będzie się wobec niej chociaż obojętnym) zorganizowaną zbrodnię na dzieciach, jaką jest powszechna szkolna deprawacja seksualna według zaleceń ideologii gender.
4
Oczywiście to wielki szok, że coś takiego może się dziać w Polsce i to jeszcze w tak bogatej kulturowo, duchowo i religijnie Archidiecezji, jak moja, Krakowska. Jednak jeszcze gorsze rzeczy są możliwe – jak to pokazuje upadek Kościołów na Zachodzie, w tym nawet najbardziej bogatych i czcigodnych diecezji. Teraz nie tylko w Krakowie, ale i w całym Kościele toczą się takie zmagania.
Kto jest ważniejszy, za kim pójdziemy? Za Chrystusem czy za gender? A nawet osoby duchowne najwyżej postawienie mogą strasznie upadać i zdradzać. Choćby tacy duchowni, jak biskup Grzegorz Kaszak, arcybiskupi Juliusz Paetz i Józef Wesołowski, kardynał Henryk Gulbinowicz na tle homoseksualnym dopuścili się rzeczy strasznych. Już niejako poddali się gender i wprowadzili go na szczyty Kościoła. Nuncjusz i arcybiskup Janusz Bolonek był agentem wywiadu PRL w Watykanie i pracując dla Jana Pawła II donosił na niego i szkodził mu jak tylko mógł. To on zdradził i wydał wywiadowi komunistów polskiego bohatera narodowego Ryszarda Kuklińskiego. Dobrze wiedział, że jeśli komuniści złapią jego oraz jego żonę i dzieci, to wszyscy mogą zginąć w strasznych męczarniach. Nie dbał jednak o to, jak wielu innych duchownych zupełnie nie dba o los dzieci miażdżonych przez genderową seks-deprawację. A to jest tylko wierzchołek góry lodowej, takich historii najwyżej postawionych duchownych można by jeszcze wiele opowiadać, w Watykanie i w Episkopatach jest jeszcze wielu takich.
Również dlatego tak łatwo zdradzają Chrystusa, tak łatwo poddają się Światu, w tym gender. Skoro już jednak permanentnie żyją w tak strasznych grzechach, to mogliby przynajmniej nie dążyć tak uporczywie do robienia „kariery” w Kościele. Mogliby by się przynajmniej bać, że im wyżej zajdą, tym większym skandalem będzie ujawnienie ich czynów. Może wtedy nie
umieraliby aż w tak wielkiej hańbie. Ale nie, na zgubę swoją i na zgubę Kościoła muszą swoją pustkę, swój brak Chrystusa zapełniać stanowiskami i pieniędzmi, których dla dobra swego i dla dobra Kościoła właśnie nigdy nie powinni otrzymać.
Jednak, jak uczy uczciwy namysł nad naturą człowieka oraz historia Kościoła, takie zdrady wobec autentycznego nauczania Kościoła zawsze były, są i będą możliwe. Dlatego nie dziwmy się za bardzo, gdy ciągle pojawiają się nowe, to nieuniknione. Zawsze jednak idźmy za prawdziwymi Apostołami, a nie za ich przeciwnikami. Ktokolwiek nie sprzeciwia się Chrystusowi, zawsze wybierajmy Chrystusa, nie jego. Takie okresy koniecznych wyborów ciągle na nowo zdarzają się w dziejach Kościoła. Pół tysiąca lat temu w Europie trzeba było wybierać pomiędzy Chrystusem a Lutrem, który był ludobójcą ciągle wzywającym do masowego mordowania czy to duchowieństwa, czy to chłopów, czy to Żydów.
Większość ludów germańskich postawiła jednak na ludobójcę Lutra ponad Chrystusa, jego woleli – jak Barabasza, bo widać to właśnie odpowiadało ich jeszcze tak bardzo pogańskiej mentalności. Wiemy, do ilu potwornych katastrof w Europie to doprowadziło. Na szczęście W Polsce tylko znikoma mniejszość
5
ludzi postawiła Lutra ponad Chrystusa, bo my byliśmy na to już za mądrzy, już za bardzo chrześcijańscy. Dlatego uzasadniona jest nadzieja, że dzisiaj tylko znikoma mniejszość polskich katolików oraz duchownych ponad Chrystusa i przeciw Chrystusowi postawi na skrajne szaleństwo, na skrajne absurdy i rozpustę gender, że „sukces” tej kolejnej ateistycznej ideologii w naszym kraju będzie bardzo ograniczony.
Podobnie, jak ograniczany był u nas „sukces” luteranizmu, marksizmu i komunizmu. Nas broni wielka Tradycja naszego narodu i Kościoła, także Archidiecezji Krakowskiej. Nas broni mądrość naszych wielkich świętych, jak święty Jan Paweł II, jak św. Siostra Faustyna, jak bł. Kardynał Stefan Wyszyński, jak bł. Ks. Jerzy Popiełuszko, jak bł. Rodzina Ulmów, jak nasi święci męczennicy czasów wojny i komunizmu. Na nich się wzorujmy, nie na ich przeciwnikach. Kimkolwiek by nie byli. Już sam Pan Jezus Chrystus takie sytuacje przewidział.
Ostrzegał:
„Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej
skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami.” (Mt 7,15)
To Jego zawsze nade wszystko słuchajmy.
Wbrew każdemu, kto ma czelność nawet Jemu samemu się sprzeciwiać.
Amen.
Ks. dr hab. Dariusz Oko, prof. UPJP2
Kierownik Katedry Filozofii Kultury
Wydziału Filozoficznego UPJP2
Roundcube Webmail :: WSZYSTKIE ZAPISANE ZDANIA JEZUSA CHRYSTUSA (1).pdf
Szanowni Państwo, Drogie Siostry i Bracia,
pośród milionów słów, które nieustannie docierają do nas w świecie i w Kościele łatwo się pogubić, ważne uznać za nieważne, a nieważne za ważne. W tej sytuacji zawsze trzeba pamiętać, że najważniejsze ze wszystkich są wypowiedzi Jezusa Chrystusa – WCIELONEGO SYNA BOŻEGO. To ten przekaz nade wszystko trzeba znać, to nim nade wszystko trzeba się kierować. Wszystkie inne ludzkie wyrazy mogą być dla niego najwyżej tłem.
Dlatego przesyłam zestaw wszystkich 2398 zdań Jezusa, które zostały zapisane w Nowym Testamencie. Ponieważ w naszych, bardzo hedonistycznych czasach często usiłuje się pominąć zdania wymagające, na czerwono są zaznaczone wypowiedzi zawierające ewidentne groźby – z groźbami potępienia wiecznego na czele. Takich zdań jest przynajmniej 688, czyli 28,7 procent! Zdania zawierające ostrzeżenie zaznaczone są na niebiesko. Widać, że w zależności od przyjętych kryteriów od 30 do 40 procent wypowiedzi Jezusa trzeba uznać za groźby lub
ostrzeżenia. Taka jest istotna część Jego słów, a On najlepiej wie, jakie jest nasze życie i jakich ostrzeżeń najbardziej potrzebujemy. Taka jest prawda, której nie powinny przesłaniać żadne iluzje o niemożności potępienia, „o słodkim Jezusie”, który wybacza grzechy jeszcze zanim je popełnimy.
Tak, Miłosierdzie Boże jest olbrzymie, ale doznajemy go zasadniczo o tyle, o ile się nawracamy.
Trzeba też dodać, że ostrzeżenia przed piekłem należą do zasadniczych motywacji i treści tak licznych objawień Matki Bożej. Ona przecież wie, jak wiele osób na całą wieczność kończy w nim swe życie (być może szczególnie wielu tych najbardziej zarozumiałych, kompletnie negujących jego istnienie). Dlatego straszne wizje piekła otrzymały dzieci zarówno w Fatimie, jak i w Medziugorje (oraz innych miejscach objawień). Tam Matka Boża miała powiedzieć: „Większość ludzi idzie do czyśćca. Wielu idzie do piekła. Niewielka liczba idzie bezpośrednio do nieba.” (za: W. Weible, Medziugorje. Ostatnie objawienie i przyszła przemiana świata, Kraków 2012, s. 178.)
Cóż może być ważniejszego, jak przyswajanie sobie słów Jezusa?
Ks. Dariusz Oko
Roundcube Webmail :: Szkoła 2026 Antyrodzinny i genderowy przekaz.pdf
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X