Wojna dotarła do ulubionego kurortu Putina nad Morzem Czarnym: Ludzie są zmęczeni tym koszmarem
Syreny przeciwlotnicze, przechwycenia dronów, pożary, wycieki paliwa do wody i kolejki na stacjach benzynowych stały się elementem wakacji wielu Rosjan nad Morzem Czarnym. Region, który kiedyś był ulubionym miejscem wypoczynku Władimira Putina, coraz częściej staje się celem ukraińskich ataków na infrastrukturę energetyczną. Liczba turystów spadła, a sam prezydent Rosji niemal całkowicie unika Soczi.
Na rosyjskim wybrzeżu Morza Czarnego – jednym z najpopularniejszych krajowych kierunków wakacyjnych – życie codzienne coraz bardziej splata się z wojną. W tle filmiku na Instagramie, w którym moskiewska fryzjerka Antonina Kirsanova z uśmiechem zapowiada wyjście na plażę w Soczi, słychać głośną syrenę alarmu przeciwlotniczego.
Tak naprawdę nie jest aż tak źle… Bez ryzyka nie ma zabawy – dodała, jak relacjonuje Financial Times.
Zaledwie tydzień później dron spadł na plażę w Arkhipo-Osipowce (niedaleko Gielendżyka), zabijając siedem osób, w tym dzieci, i raniąc około 40. Ukraińscy oficjele podkreślają, że atakują wyłącznie infrastrukturę wojskową i energetyczną, a maszyny spadające na tereny cywilne są wcześniej przechwytywane przez obronę przeciwlotniczą lub systemy walki elektronicznej.
Wybrzeże Krasnodaru przyciąga turystów, ale jednocześnie mieści rafinerie i terminale naftowe, dlatego jest regularnie atakowane. Wycieki ropy (widoczne nawet na zdjęciach satelitarnych) oraz zagrożenie dronami spowodowały spadek liczby wczasowiczów o 10,8 proc. rok do roku – podaje Dmitrij Bogdanow, szef stowarzyszenia hotelarzy AMOS. Niektóre hotele odnotowały nawet 20-procentowy spadek rezerwacji, a sprzedaż biletów lotniczych do Soczi spadła o około 40 proc.
Zagrożenie najwyraźniej odstraszyło też najbardziej znanego „turystę” regionu. Władimir Putin ma oficjalną rezydencję w Soczi i luksusowy pałac w okolicach Gielendżyka. W 2021 roku (ostatnim przed pełnoskalową inwazją) odwiedził Soczi 24 razy. W 2024 i 2025 – łącznie tylko dwa razy. Ostatni raz publicznie pojawił się tam w październiku 2025 roku. Od tego czasu ogranicza się głównie do Moskwy, Petersburga i rezydencji nad jeziorem Wałdaj, a przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi częściej podróżuje na wschód od Uralu – poza zasięgiem ukraińskich dronów.
Mimo wszystko Rosjanie nadal przyjeżdżają. Plaże i kawiarnie bywają pełne. Wielu nie ma wyboru: sankcje utrudniają wyjazdy zagraniczne, ponad 80 proc. podróży Rosjan to obecnie wyjazdy krajowe, a Krasnodar generuje około 11 proc. rezerwacji. Część pracowników kompleksu wojskowo-przemysłowego w ogóle nie może opuszczać kraju. Niektórzy unikają morza z powodu zanieczyszczeń i pływają w hotelowych basenach.
Właścicielka pensjonatu w Kabardince mówi o „dziwnym dysonansie” – wieczorem na nabrzeżu gra muzyka i tańczą ludzie.
Ludzie są tak zmęczeni życiem w tym przeklętym koszmarze, że po prostu już im nie zależy. Chcą tylko zmienić krajobraz – podkreśla.
Wojna trwa już piąty rok, a dla wielu Rosjan wakacje nad Morzem Czarnym pozostają jedną z nielicznych dostępnych form wypoczynku.
Źródło: Republika/Financial Times
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X