El Niño 40 proc. silniejsze. Naukowcy: Żaden kraj nie jest bezpieczny
Zjawisko El Niño w wschodnim Pacyfiku stało się w ostatnich czterech dekadach o około 36–40 proc. silniejsze niż w epoce przedprzemysłowej – wynika z badania opublikowanego 27 sierpnia 2026 r. w „Science”. Analiza żywych i kopalnych koralowców z Galapagos pokazuje, że współczesne epizody są silniejsze niż którekolwiek z ostatniego tysiąclecia. Naukowcy ostrzegają, że zmiana klimatu i El Niño wzmacniają się nawzajem, a żaden kraj nie dysponuje zasobami, by w pełni się przed tym uchronić. W tle rozwija się potencjalnie rekordowy „super El Niño” 2026–2027.
Zmiana klimatu już wzmocniła jedno z najważniejszych źródeł ekstremalnej pogody na Ziemi. Zespół Julii Cole z University of Michigan porównał chemiczny zapis temperatur zachowany w szkieletach 13 koralowców – zarówno żywych kolonii, jak i kopalnych głazów – z rejonu Galapagos, czyli z serca wschodniego Pacyfiku, gdzie El Niño uderza najmocniej. Wynik jest jednoznaczny: zmienność ENSO* w tej części oceanu jest dziś o 36,5 proc. wyższa niż w tysiącleciu sprzed epoki przemysłowej. W komunikatach prasowych i relacjach naukowych mówi się często o wzroście „o prawie 40 procent”. W porównaniu z samym XX wiekiem epizody są o około 16 proc. silniejsze.
Nie widzimy w przeszłości okresu, w którym El Niño byłoby tak silne jak dziś, i pokazujemy, że siła tego zjawiska zmienia się równolegle z ociepleniem globalnym – powiedziała Cole, profesor i kierowniczka Departamentu Nauk o Ziemi i Środowisku na University of Michigan. Dodała, że wielkie epizody z ostatnich 40 lat „nie są normalne, jeśli odnieść je do ostatniego tysiąclecia”.
Jak El Niño zmienia pogodę na całej planecie
El Niño pojawia się zwykle co dwa do siedmiu lat jako ciepła faza naturalnego cyklu ENSO. Wówczas woda powierzchniowa w środkowym i wschodnim Pacyfiku staje się wyraźnie cieplejsza, pasaty słabną lub nawet odwracają kierunek, a globalny rozkład opadów i temperatur zostaje silnie zaburzony.
Faza zimna to La Niña; między nimi występują okresy neutralne.
Skutki bywają gwałtowne i odległe od Pacyfiku: susze i pożary w jednych regionach, powodzie w innych, nieurodzaj, presja na bezpieczeństwo żywnościowe, a w tropikach – nawet napięcia społeczne. Ostatni pełny epizod, od czerwca 2023 do kwietnia 2024 r., dołożył dodatkowe ciepło do już ocieplającej się planety i pomógł uczynić rok 2024 najcieplejszym w historii pomiarów.
Naukowcy od dawna podejrzewali związek między nasileniem El Niño a globalnym ociepleniem. Problem stanowiły krótkie serie pomiarów instrumentalnych i duża naturalna zmienność zjawiska. Dopiero zapis koralowy pozwolił porównać współczesność z całym ostatnim tysiącleciem.
Co odkryto w koralowcach z Galapagos
Koralowce rosną warstwa po warstwie, niczym słoje drzew. Stosunek strontu do wapnia (Sr/Ca) oraz izotopy tlenu w szkielecie reagują na temperaturę wody. Zespół Cole datował próbki uranowo-torowo i złożył z nich sezonowo rozdzielczy zapis temperatur powierzchniowych we wschodnim Pacyfiku.
Przez niemal 900 lat – od około 1000 r. do połowy XIX wieku – intensywność El Niño była względnie stała i niższa. Po rozpoczęciu masowego spalania paliw kopalnych zmienność zaczęła rosnąć. Najwyraźniejszy skok przypada na ostatnie 40–50 lat, od wielkich epizodów 1982–83 i 1997–98. Te dwa „super El Niño” – oraz późniejsze silne zdarzenia – wypadają poza zakres tego, co widać w zapisie sprzed epoki przemysłowej.
Żeby wykluczyć przypadek, badacze porównali dane koralowe z preindustrialnymi symulacjami 12 modeli klimatycznych, uwzględniającymi m.in. erupcje wulkaniczne i wahania aktywności Słońca. Obserwowany wzrost przekracza zakres naturalnej zmienności w modelach (poziom ufności powyżej 95 proc.).
Dokładaliśmy kolejne dane, myśląc, że obraz się skomplikuje. Nic takiego się nie stało. Historia jest wyjątkowo czytelna – podkreśliła Cole.
Super El Niño 2026–2027 i ryzyko sprzężenia zwrotnego
Wnioski pojawiają się w momencie, gdy w tropikalnym Pacyfiku rozwija się kolejny bardzo silny epizod. NOAA* ogłosiła warunki El Niño 11 czerwca 2026 r. Prognozy z sierpnia wskazują na bardzo wysoką szansę utrzymania się zjawiska do wiosny 2027 r. oraz na możliwość osiągnięcia kategorii „very strong” (szczytowa anomalia Niño 3.4 co najmniej +2,0 °C). Część modeli sugeruje, że ten może należeć do najsilniejszych od co najmniej 1950 r., a nawet przebić wcześniejsze rekordy. Średnie dzienne temperatury powierzchni oceanów poza regionami polarnymi już biją rekordy.
Cole zaznacza, że badanie koralowe nie obejmuje jeszcze najnowszych epizodów (2015–16, 2023–24 i bieżącego 2026), ale są one spójne z wykrytym trendem. Gdyby je dodać, sygnał ocieplenia byłby jeszcze mocniejszy.
Niepokoi zwłaszcza sprzężenie: cieplejszy tropikalny Pacyfik może silniej reagować na wiatry, bo cieplejsza, mniej zasolona woda powierzchniowa gorzej miesza się z głębszymi warstwami. To tylko hipoteza mechanizmu, ale skutki są konkretne. Silniejsze El Niño to silniejsze susze, powodzie, pożary i większa presja na bezpieczeństwo żywnościowe. Zjawisko może też powodować trwałe zmiany w ekosystemach – w tym w Amazonii.
El Niño jest jednym z głównych źródeł ekstremów klimatycznych. Jeśli staje się silniejsze, silniejsze stają się też jego skutki – powiedziała Cole.
Pytanie nie brzmi, czy obecny epizod nastąpi, tylko jak będzie intensywny i jak ciężkie będą konsekwencje. Nakłada się on na globalne ocieplenie i prawdopodobnie wzmocni wzrost temperatur, który zwykle przypisalibyśmy gazom cieplarnianym.
Żaden kraj nie jest w pełni chroniony
Autorka badania podkreśla, że wniosek ma wymiar polityczny i praktyczny. Skutki El Niño nie zatrzymują się na granicach. Kraje bogate lepiej absorbują straty, ale pełnej ochrony nie daje nikt.
Żaden kraj nie dysponuje zasobami, by być w pełni chronionym przed tymi skutkami. To kolejny powód, by odejść od paliw kopalnych, które są główną przyczyną problemu – stwierdziła Cole.
Współautor Jonathan Overpeck z University of Michigan ujął to krótko: coś dzieje się teraz, co jest wysoce niezwykłe i bardzo prawdopodobnie wynika z ocieplenia wywołanego przez człowieka.
Patrzymy na system, który został zaburzony.
Dla Europy, w tym Polski, bezpośredni sygnał El Niño jest zwykle słabszy niż dla tropików, Australii, Ameryki Południowej czy południa USA. Pośrednio jednak liczy się wszystko: rekordowo ciepłe oceany, presja na ceny żywności, pożary i susze w regionach eksportujących zboża, a także nakładanie się El Niño na już podniesione tło temperatur. Wniosek z Galapagos nie dotyczy wyłącznie Pacyfiku. Dotyczy skali, z jaką planeta będzie znosić kolejne ekstremalne sezony.
---------------------------------------------
* El Niño–Southern Oscillation, po polsku El Niño–Oscylacja Południowa. To największy naturalny cykl klimatyczny na Ziemi. Działa na tropikalnym Pacyfiku i co kilka lat przestawia pogodę w dużej części planety.
* National Oceanic and Atmospheric Administration — amerykańska Narodowa Służba Oceaniczna i Atmosferyczna
Źródło: Republika/Science
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Kowalski ostro o koalicji ws. Zondacrypto: "WSTYD! HIPOKRYCI!"
Przewodniczący "Solidarności" Piotr Duda w Republice: "Donald Tusk nie chce prowadzić dialogu"
Referendum coraz bliżej? Tysiące podpisów pod wnioskiem o odwołanie Trzaskowskiego