Rosja wraca na olimpiadę. Cena: rezygnacja z Donbasu
Reintegracja rosyjskich sportowców do ruchu olimpijskiego, ogłoszona przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski w lipcu 2026 roku, została w Moskwie okrzyknięta wielkim sukcesem dyplomatycznym. Jednocześnie wywołała ostrą krytykę ze strony prorosyjskich blogerów wojennych, którzy uznają warunki tej decyzji za cichą zdradę roszczeń terytorialnych wobec Ukrainy.
Powrót Rosji na igrzyska olimpijskie cieszy Władimira Putina, lecz jednocześnie generuje napięcia wewnątrz kraju. Po niemal pięciu latach od pełnoskalowej inwazji na Ukrainę rząd rosyjski – przynajmniej w kontekście olimpijskim – uznał, że Donbas należy do Ukrainy. Na początku lipca Międzynarodowy Komitet Olimpijski otworzył drogę do pełnego udziału Rosji, przywracając rosyjski komitet olimpijski, wcześniej zawieszony.
Rzecznik rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa entuzjastycznie skomentowała:
Zwyciężył zdrowy rozsądek!
Ukraiński komitet olimpijski złożył jednak apelację do Sportowego Sądu Arbitrażowego w Lozannie, twierdząc, że decyzja przeczy postanowieniom Karty Olimpijskiej.
Za tą „zwycięską” decyzją kryje się jednak dyskretna rezygnacja z tego, co Moskwa uważa za suwerenne terytorium. Warunkiem MKOL było potwierdzenie, że w rosyjskim komitecie olimpijskim nie ma już organizacji sportowych z regionów podlegających ukraińskiemu komitetowi narodowemu – czyli z Doniecka, Ługańska, Zaporoża i Chersonia. Te cztery obszary, kluczowe gospodarczo, przemysłowo i historycznie dla Putina, pozostają główną przeszkodą w ewentualnym zakończeniu wojny od chwili ich aneksji w 2022 roku, dokonanej wbrew prawu międzynarodowemu.
Ta olimpijska koncesja szybko stała się skandalem politycznym wewnątrz Rosji. Znany prowojenny dziennikarz Dmitrij Stieszyn napisał:
Rosyjski Komitet Olimpijski zrezygnował z części terytorium kraju tylko po to, by wystąpić z klasą na igrzyskach.
Popularny kanał Telegram InfoWar poszedł dalej, nazywając decyzję „sabotażem i dywersją na poziomie państwa” oraz „aktem kolaboracji z wrogiem”.
Minister sportu Michaił Diegtariow, który prowadził negocjacje, stał się szczególnym celem ataków. Blogerzy pytają wprost:
Czyja jest Krym, Diegtariow?
...i zarzucają mu dyplomatyczną porażkę.
Rosja od dekad traktuje sport jako narzędzie prestiżu państwowego i soft power. Były ukraiński mistrz zapasów Fewzi Mamutow, który opuścił Krym po aneksji w 2014 roku, podkreśla, że medale, flagi i hymny od czasów ZSRR są silnie wplecione w rosyjską propagandę. Jednocześnie państwo wychowało rzeszę ultra-patriotycznych influencerów, którzy nie tolerują żadnych ustępstw.
Putin w 2022 roku deklarował, że mieszkańcy tych terenów „stają się naszymi obywatelami. Na zawsze. A Rosja ich nie zdradzi”. Dla części komentatorów właśnie to zrobił olimpijski kompromis.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X