„Mnie ta wiara uratowała”. Sebastian Fabijański o powrocie do Boga
Jeszcze niedawno był daleko od Boga i pełen gniewu po osobistej tragedii. Dziś Sebastian Fabijański mówi wprost, że wiara pomogła mu przetrwać najgorszy czas, uporządkować emocje i odzyskać sens. Aktor w wywiadzie dla Plejady opowiada o drodze z lęku do nadziei i o tym, dlaczego dziś do kościoła chodzi już nie z przymusu, ale z potrzeby serca.
Sebastian Fabijański, właśnie pojawił się na kinowych ekranach w filmie „Dziki” w reżyserii Macieja Kawulskiego, gdzie wciela się w postać Łowcy z Carcassonne – ostatniego znanego europejskiego inkwizytora. Przy okazji premiery aktor udzielił szczerego wywiadu Michałowi Misiorkowi dla Plejady. W rozmowie poruszył tematy, o których dotąd mówił rzadko: swoją wiarę, momenty zwątpienia, pobyt w szpitalu psychiatrycznym oraz drogę, która – jak sam przyznaje – pomogła mu stanąć na nogi po najtrudniejszym okresie w życiu.
Choć wychował się w wierzącej rodzinie, przez długi czas traktował religię jako obowiązek, a nie osobisty wybór. Wszystko zmieniło się w najciemniejszym momencie jego życia.
„W tym najtrudniejszym momencie byłem daleko od Boga. Wydawało mi się, że go nie potrzebuję” – przyznaje szczerze.
Kiedy mierzył się z potężnymi lękami i atakami paniki, trafił do szpitala psychiatrycznego. Wtedy pojawiły się w nim pytania, bunt i rozczarowanie. Z perspektywy czasu widzi jednak coś więcej – ludzi, którzy pojawili się dokładnie wtedy, gdy byli potrzebni.
„Jeśli Bóg jest, to działa przez ludzi” – podkreśla aktor.
Fabijański wspomina lekarkę, która wskazała mu drogę do prywatnej placówki i – jak sam mówi – realnie pomogła mu wyjść na prostą. To wtedy zaczął inaczej patrzeć na sens wiary i obecność Boga w codziennych, pozornie przypadkowych spotkaniach.
Powrót do kościoła nie był nagły ani spektakularny. Następował powoli, wraz ze świadomością, jak bardzo potrzebuje oparcia.
„Zacząłem chodzić do kościoła nie dlatego, że ktoś mnie zmuszał, tylko dlatego, że tego potrzebowałem. Czułem, że mi to pomaga” – mówi.
Dziś aktor nie ukrywa, że wiara stała się dla niego kręgosłupem moralnym i źródłem wewnętrznego porządku. Szczególne znaczenie mają dla niego proste zasady, które – jak zauważa – mogłyby zmienić świat na lepsze.
„Gdyby wszyscy żyli zgodnie z dziesięciorgiem przykazań, świat byłby pięknym miejscem” – zaznacza.
Fabijański nie idealizuje swojej drogi. Przyznaje, że bywał na granicy wytrzymałości, ale zawsze coś – a właściwie ktoś – trzymało go przy życiu. Najważniejszą kotwicą był jego syn.
„Wiedziałem, że nie mogę tego zrobić mojemu synowi” – mówi o chwilach największego kryzysu.
Dziś te myśli są już przeszłością. Aktor mówi o pogodzeniu się z losem, akceptacji i gotowości na różne scenariusze.
„Wiem, że nawet gdybym został skreślony w artystycznym świecie, poradziłbym sobie” – podkreśla z dojrzałym spokojem.
Źródło: instagram.com/@sebastian.fabijanski.official
Źródło: Plejada, Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X