System powiadamiania zawiódł? Jeden dyżurny spał, drugi nie zdążył dojechać, a trzeci szukał szefa
W jednym powiecie dyżurny nie zdążył dojechać do urzędu, w drugim nie usłyszał SMS-a i się nie obudził, w trzecim czekał, aż dodzwoni się do przełożonego. Do powiatu biłgorajskiego, gdzie rakieta Ch-101 spadła na pole w Tarnawie-Kolonii, polecenie włączenia syren przyszło mailem cztery minuty po wybuchu – ustaliła Wirtualna Polska.
Jeśli chodzi o system wczesnego alarmowania i ostrzegania zdajemy sobie sprawę, że nie do końca zadziałało wszystko tak jak powinno
– oznajmił w poniedziałek wojewoda lubelski Krzysztof Komorski.
Przyznał, że aż 10 z 17 powiatów w regionie nie włączyło tej nocy syren alarmowych, mimo że powinny. W tych miejscach mieszkańcy budzili się rano i dopiero z mediów dowiadywali się, że w nocy w ich regionie doszło do zagrożenia. Syren nie włączono nawet w powiecie biłgorajskim, gdzie w Tarnawie-Kolonii rakieta spadła na pole około godz. 3:45.
Procedura jest prosta. Wojsko wysyła wojewodzie sygnał, żeby uruchomić nasłuch na specjalnych radiostacjach. Wojewódzkie centrum zarządzania kryzysowego przekazuje to dalej – do powiatów. I dopiero przez te radiostacje idzie komenda: włączyć syreny.
Cztery minuty po uderzeniu
I tu zaczynają się schody. Radiostacje stoją w budynkach urzędów, a dyżurni pracownicy mieszkają czasem kilkanaście kilometrów dalej. Procedura daje im 15 minut na dojazd. Tej nocy niektórzy nie zdążyli, zanim padła komenda o włączeniu syren. Tak było w powiecie tomaszowskim, leżącym tuż przy granicy z Ukrainą
– informuje WP.
W powiecie biłgorajskim również było cicho.
Wybuch miał miejsce o godzinie 3:45. Natomiast do stanowiska kierowania, czyli dyżurnego strażaka, informacja o włączeniu syren wpłynęła e-mailem o godzinie 3:49. Czyli cztery minuty po uderzeniu
– relacjonuje starosta biłgorajski Andrzej Szarlip.
Otrzymałem SMS-a o tym, aby prowadzić nasłuch o godzinie 3:44, czyli na minutę przed samym wybuchem. Do dyżurującego pracownika starostwa SMS dotarł minutę później, czyli dosłownie w chwili wybuchu
– dodaje.
Powiat biłgorajski nie miał więc żadnych szans, żeby ostrzec mieszkańców. Informacja o zagrożeniu dotarła tam, gdy rakieta już spadła.
Polska nadal nie jest przygotowana
Z kolei w powiecie puławskim syren nie włączono, bo urzędnik który dyżurował nie usłyszał wiadomości SMS o konieczności prowadzenia nasłuchu przez radiostację.
Pracownicy wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego pełnią dyżury. W momencie, kiedy przychodzi do nich SMS, po prostu człowiek musi się obudzić i rozpocząć całą procedurę. No a człowiek też zawodzi i w tym przypadku pracownik się nie obudził
– przyznaje w rozmowie z WP starosta puławski Teresa Gutowska.
Kolejny wskazany przez wojewodę problem to zwlekanie z decyzją o włączeniu syren przez brak pewności dyżurującego urzędnika.
Na przykład w powiecie kraśnickim opóźnienie wynikało z tego, że pracownik chciał się dodzwonić do swojego przełożonego
– mówił w poniedziałek Krzysztof Komorski.
Ekspert ds. bezpieczeństwa dr Michał Piekarski przypomina, że o ile pełnoskalowa wojna w Ukrainie trwa cztery lata, to wojna hybrydowa już od ponad dekady. I Polska nadal nie jest przygotowana na tego typu zagrożenia, jakich coraz częściej doświadcza.
Przykłady, że urzędnik spał albo miał daleko do urzędu, brzmią po prostu absurdalnie w kontekście województwa, które jest na wschodzie Polski, gdzie mieliśmy już szereg incydentów związanych z wlotem czegoś w naszą przestrzeń powietrzną
– podkreślił.
Źródło: Republika, Wirtualna Polska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
System powiadamiania zawiódł? Jeden dyżurny spał, drugi nie zdążył dojechać, a trzeci szukał szefa
Tusk i mądrości o upału szkodliwości. Lewandowski: rady w stylu tv śniadaniowej
Ruszyła akademicka pielgrzymka z Warszawy. Po drodze dołączą kolejni pątnicy