Czarny gnój w Odrze. Wędkarze nagrali zrzut z Niemiec
Polscy wędkarze nagrali szokujące zanieczyszczenie Odry na granicy z Brandenburgią. Z niemieckiej strony, tuż przy Parku Narodowym Unteres Odertal, do rzeki spływa czarna, śmierdząca substancja przypominająca ścieki. Sprawa wywołuje oburzenie samorządowców i posłów opozycji, którzy domagają się interwencji polskiego rządu.
Granica Brandenburgii i Pomorza Zachodniego wyznaczona przez Odrę. Rozlewisko po niemieckiej stronie to tereny Parku Narodowego. To, co zobaczyli jednak polscy wędkarze, zdecydowanie nie ma nic wspólnego z przyrodą.
Jeden z wędkarzy komentuje nagranie:
Zobacz, jak to się odcina. Czarny gnój. Czarny syf, czarne szambo.
Drugi dodaje:
Dzisiaj to wygląda jeszcze w miarę dobrze, ale powiem, czasami to leci takie gówno, że nie można tu przepłynąć.
To początek Międzyodrza także po polskiej stronie. Właśnie tu rządzący chcieli utworzyć śladem Niemiec Park Narodowy. Prezydent jednak zawetował ustawę w tej sprawie, wsłuchując się w głos mieszkańców regionu, którzy tłumaczyli, że najpierw należy zrealizować działania celem oczyszczenia rzeki.
Wędkarz Sebastian Kowalczyk nie pozostawia złudzeń:
Odra jest w stanie fatalnym. Wrzucaliśmy ponton do tej rzeki, przedtem wchodziłem gołą stopą. Obrzydlistwo. Słuchajcie, ta rzeka ma konsystencję rozcieńczonego ścieku.
Co więcej, po niemieckiej stronie, w miejscu nagranego przez wędkarzy zrzutu, w najbliższej miejscowości Schwedt mieści się rafineria paliwowa. Już wcześniej mieszkańcy Polski, samorządowcy i posłowie opozycji protestowali, bowiem zakład zwiększył emisję dwutlenku siarki do atmosfery, za zgodą władz Brandenburgii.
Krzysztof Jurczyszyn, sołtys wsi Ognica w powiecie gryfińskim, mówi wprost:
Nie wiadomo, o co tutaj chodzi, ale na pewno nie o ekologię i nie o środowisko.
Symetrii brak, bo niemieckie władze, ale także niemieckie organizacje ekologiczne cyklicznie protestują w polskich sprawach dotyczących choćby inwestycji, a tu… Poseł Artur Szałabawka (Prawo i Sprawiedliwość) nie gryzie się w język:
Niemcy na Odrze robią, co chcą. I ze strony polskiego rządu jest cisza.
Dlatego też posłowie opozycji i samorządowcy zapowiadają interwencję m.in. w Ministerstwie Klimatu, domagając się, aby resort stanął na wysokości zadania i wezwał stronę niemiecką do wyjaśnień, co to za substancja i jaki wpływ ma na środowisko. Międzyodrze to bowiem region, gdzie w ostatnich latach dochodzi do śnięcia ryb.
Szałabawka dodaje:
To jest to zostało złapane, a ile razy mogło dochodzić do takiej sytuacji, że te ciecze są wypuszczane po prostu w nocy?
Kamil Ferlichowski, radny powiatu gryfińskiego, podsumowuje:
Wygląda na to, że niemieccy mieszkańcy postenerdowskich wiosek uważają za całkowicie normalne zlewanie czarnych, śmierdzących substancji, jakiegoś szlamu, do naszej rzeki Odry. Wygląda też na to, że dyrekcja niemieckiego parku Unteres Odertal przymyka na tę sprawę oczy.
Reporter wysłał pytania do władz landu Brandenburgia, a także do polskich służb. Do tej pory nie otrzymał odpowiedzi. Posłowie opozycji i samorządowcy domagają się też, aby sprawa stanęła na polsko-niemieckich forach, gdzie spotykają się politycy obu państw.
Donald Tusk obiecywał, że w Europie nikt go nie ogra. Sprawy pogranicza, a w tym właśnie sprawa Odry, pokazują jednak, że premiera i jego ludzi nie ma nawet na boisku, czyli w miejscu, gdzie toczy się gra - puentuje Kamil Nieradka.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X