Afera na Dolnym Śląsku: kilka zdjęć, które nic nie dokumentują wystarczyło. Miliony poszły na konta
„Miliony z pomocy powodziowej z Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego dla sąsiadów polityczki KO przyznano na podstawie siedmiu zdjęć. Żadne z nich nie przedstawia szkód po przejściu powodzi. Pieniądze przekazano na podstawie oświadczeń przedsiębiorców i zaświadczeń, które urząd miasta wydawał, posługując się tabelką z ogólną listą zalanych ulic” – pisze w kolejnym materiale poświęconym gigantycznej aferze na Dolnym Śląsku Wirtualna Polska.
Urzędnicy z Jeleniej Góry wystawiali zaświadczenia o szkodach powodziowych, opierając się na spisie ulic w Excelu. Sprawdzali, czy ulica podana przez przedsiębiorcę jest na liście i przepisywali do akt numer wiersza, w którym jest wskazana. Czy woda dotarła do konkretnego budynku, nie sprawdzał już nikt
– czytamy.
We wtorek w Urzędzie Miasta Jelenia Góra pojawili się politycy klubu parlamentarnego Rozwój Plus – poseł Janusz Cieszyński i posłanka Marzena Machałek. Przeprowadzili kontrolę poselską i zażądali dokumentów, na podstawie których wydano miliony złotych pomocy dla powodzian. Dziennikarzom WP odmówiono wcześniej dostępu do tych dokumentów.
CZYTAJ TAKŻE: Powódź 2024: 4,5 mln zł pomocy trafiło do firm lokalnych działaczy, w tym KO
Wcześniej Wirtualna Polska opisała, że ponad 4,5 mln zł z Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego trafiło do trzech podmiotów z jednej wsi pod Jelenią Górą – Dziwiszowa. Firma AMARCORD Piotra Konieczyńskiego, męża wiceprezes KARR Anny Konieczyńskiej, dostała 200 tys. zł. Spółce „Kadalore”, sąsiadom Konieczyńskich, przyznano 3,2 mln zł w dwóch pożyczkach (plus 66.749,48 zł bezzwrotnego świadczenia z ZUS). Z kolei telewizja „Dami”, wieloletni kontrahent samorządów, dostała ponad 1,12 mln zł.
W żadnym z tych przypadków dane Straży Pożarnej, Wód Polskich ani dwóch niezależnych systemów satelitarnych nie potwierdziły, by woda dotarła do wskazanych nieruchomości.
CZYTAJ TAKŻE: Zobacz tłumaczenia męża Anny Konieczyńskiej. Janusz Życzkowski rozmawiał z beneficjentem środków powodziowych
Miasto pisało wcześniej WP, że szkodę „Kadalore” weryfikowało „na podstawie załączonych zdjęć”. W aktach są dwie strony fotografii, czarno-białe kserokopie. Wszystkie dokumentują to samo. Wodę, która spływała z góry na dół. Zacieki biegną pionowo w dół ściany spod listwy przysufitowej.
Powódź działa odwrotnie. Woda napływa po gruncie, podnosi się od podłogi i zostawia poziomą linię zalania na wysokości, do której sięgnęła. Na żadnym z czterech kadrów takiej linii nie ma. Nie ma namułów. Nie ma osadów. Nie ma śladu wody stojącej na posadzce. Jest za to obraz, który każdy zna z bloku po awarii: przeciek z góry – z dachu albo z wyższej kondygnacji. To cała dokumentacja fotograficzna, jaką znaleźliśmy w aktach spółki, która dostała ponad 3,2 mln zł publicznych pieniędzy. Cztery zdjęcia zacieków spod sufitu
– pisze WP.
CZYTAJ TAKŻE: Pilne: Anna Konieczyńska została odwołana z funkcji wiceprezesa KARR
W dokumentacji „Dami” są trzy fotografie. Pokazują pomieszczenie pod ziemią. Żaden z trzech kadrów nie ma okna z widokiem na zewnątrz ani światła dziennego. Woda stoi na posadzce, sprzęt jest w niej zanurzony, a na ścianie nie widać poziomej linii zalania z zewnątrz.
Zdjęcie zalanej piwnicy nie rozstrzyga więc niczego, co rozstrzygnąć trzeba było przed wypłatą: ani skąd wzięła się woda, ani kiedy, ani w którym budynku. A pieniądze wypłacono z programu, który finansuje wyłącznie skutki powodzi. I to jest sedno tej dokumentacji. Na jednej szali: kilka fotografii bez daty i adresu, z pomieszczeń bez okien, oświadczenie przedsiębiorcy i numer wiersza w arkuszu Excela. Na drugiej: ponad 4,3 mln zł pożyczek dla dwóch spółek, z czego 150 tys. zł już umorzono
– podsumowuje Szymon Jadczak.
Źródło: Republika, Wirtualna Polska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X