Dystrofia mięśniowa zabiera Kubie dzieciństwo. Rodzice walczą o czas, którego nie da się odzyskać
Kuba ma sześć lat. W czerwcu skończy siedem. To wiek, w którym dzieci uczą się samodzielności, biegają bez celu, odkrywają świat bez lęku. W jego życiu od dawna jest inaczej. Każdy dzień podporządkowany jest chorobie, która powoli, ale nieuchronnie odbiera mu siłę. Dystrofia mięśniowa Duchenne’a nie daje przerw, nie cofa się, nie zostawia złudzeń. Daje tylko jedno – coraz mniej czasu.
Diagnoza, po której nic nie jest już zwyczajne
W życiu tej rodziny był moment, który podzielił wszystko na „przed” i „po”. Diagnoza nie przyszła nagle, raczej narastała wraz z niepokojem. Kuba częściej się potykał, wolniej wstawał, szybciej się męczył. To, co początkowo mogło wyglądać jak drobne opóźnienia ruchowe, z czasem zaczęło układać się w obraz znacznie poważniejszy.
Dystrofia mięśniowa Duchenne’a to jedna z najcięższych chorób genetycznych wieku dziecięcego. Postępująca, nieuleczalna, prowadząca do przedwczesnej śmierci. Choroba niszczy mięśnie całego ciała, zaczynając od nóg, a kończąc na mięśniach odpowiedzialnych za oddychanie i pracę serca. Nie ma w niej miejsca na stabilizację. Jest tylko ruch w jedną stronę.
Od chwili diagnozy codzienność rodziny przestała być przewidywalna. Zwykłe plany zeszły na dalszy plan. Każda decyzja zaczęła być podejmowana z myślą o tym, jak wpłynie na zdrowie i przyszłość dziecka. Zamiast myśleć o tym, kim Kuba będzie za kilkanaście lat, rodzice skupiają się na tym, jak sprawić, by za kilka lat wciąż mógł chodzić, oddychać samodzielnie, mówić bez zmęczenia.
Choroba, która odbiera życie krok po kroku
DMD jest chorobą bezwzględną, a jej przebieg jest dobrze znany. Dzieci najpierw tracą siłę w nogach. Chodzenie staje się coraz trudniejsze, aż w końcu niemożliwe. Wózek inwalidzki nie jest kwestią „czy”, ale „kiedy”. Z czasem dochodzą problemy z przełykaniem, oddychaniem, niewydolność serca. To proces, który trwa latami, ale ani na chwilę się nie zatrzymuje.
W przypadku Kuby oznacza to stałą kontrolę lekarską i intensywną rehabilitację. Ćwiczenia nie są wyborem ani dodatkiem. Są koniecznością. Każdy dzień bez rehabilitacji to krok bliżej utraty sprawności. Każde przerwanie leczenia przyspiesza to, co i tak jest nieuniknione.
Rodzina mieszka w gminie Józefów nad Wisłą w województwie lubelskim. Spokój i cisza tego miejsca kontrastują z rzeczywistością leczenia rzadkiej choroby. Specjalistów jest niewielu, a wizyty często wiążą się z długimi dojazdami do dużych ośrodków medycznych. To kolejne godziny w samochodzie, kolejne koszty i kolejne obciążenie dla dziecka, które i tak funkcjonuje na granicy swoich możliwości.
Do tego dochodzą leki sterydowe i inne preparaty spowalniające postęp choroby. Niezbędne, ale kosztowne i wymagające stałego nadzoru. To nie są jednorazowe wydatki. To stałe, rosnące obciążenie, które z miesiąca na miesiąc coraz trudniej udźwignąć samodzielnie.
Najdroższa nadzieja świata i codzienna rzeczywistość
W ostatnich latach pojawiła się terapia, która daje dzieciom z DMD realną szansę na znaczące spowolnienie choroby. Problem w tym, że koszt leczenia sięga 16–17 milionów złotych. Terapia dostępna jest m.in. w Stanach Zjednoczonych i Dubaju. To kwota absolutnie nieosiągalna dla przeciętnej rodziny, nawet przy wieloletnich zbiórkach.
Rodzice Kuby są tego świadomi. Wiedzą, że droga do tej terapii jest długa i niepewna. Dlatego zbiórka, którą założyli, dotyczy przede wszystkim teraźniejszości. Leczenia, które musi trwać każdego dnia. Rehabilitacji, która pozwala zachować sprawność choć trochę dłużej. Sprzętu medycznego, który w przyszłości stanie się koniecznością, a nie opcją.
Wózek inwalidzki nie jest dla nich abstrakcyjnym pojęciem. To realny element przyszłości, do której muszą się przygotować wcześniej. Tak samo jak do rosnących potrzeb sprzętowych, opiekuńczych i medycznych.
Dzieciństwo inne niż wszystkie
Kuba jest pogodnym, wrażliwym dzieckiem. Ma swoje zainteresowania, lubi kontakt z innymi, cieszy się drobnymi rzeczami. Choroba nie zabrała mu jeszcze radości, ale odebrała swobodę. Każdy ruch jest obserwowany, każde potknięcie budzi niepokój. Zwykłe infekcje stają się zagrożeniem, a zmęczenie przychodzi szybciej niż u rówieśników.
Jego dzieciństwo nie jest beztroskie. Jest zaplanowane, podporządkowane grafikom ćwiczeń i wizyt. Nie ma w nim spontanicznych decyzji ani długich przerw od leczenia. Jest za to ogromny wysiłek, by mimo wszystko pozostało w nim jak najwięcej normalności.
Rodzice robią wszystko, by Kuba nie czuł się wyłącznie pacjentem, ale choroba jest obecna w każdej sferze życia. W rozmowach, w planach, w myślach. Towarzyszy im nieustannie, przypominając, że czas ma tu zupełnie inną wartość.
Dlaczego ta pomoc jest konieczna
Koszty leczenia dziecka z dystrofią mięśniową Duchenne’a szybko przekraczają możliwości zwykłej rodziny. Nawet przy wsparciu systemu ochrony zdrowia wiele elementów terapii pozostaje poza jego zakresem. Rehabilitacja, dojazdy, specjalistyczny sprzęt i leki to wydatki, które nie znikną. Będą tylko rosły.
Zbiórka, którą założyli rodzice Kuby, to próba zapewnienia mu jak najlepszego leczenia tu i teraz oraz przygotowania się na przyszłość, która nadejdzie szybciej, niż ktokolwiek by chciał. Każda wpłata to realna pomoc. To kolejne zajęcia rehabilitacyjne, kolejny miesiąc leczenia, kolejny krok w stronę spowolnienia choroby.
Równie ważne jak wsparcie finansowe jest udostępnianie informacji. Dzięki temu historia Kuby może dotrzeć do kolejnych osób, które zdecydują się pomóc. W takich przypadkach solidarność społeczna nie jest pustym hasłem. Przekłada się bezpośrednio na jakość i długość życia dziecka.
Walka o czas
Dystrofia mięśniowa Duchenne’a nie daje nadziei na wyleczenie. Daje jednak możliwość walki o czas. O kilka dodatkowych lat sprawności. O więcej samodzielnych oddechów. O dłuższe dzieciństwo.
Historia Kuby nie jest jedną z wielu anonimowych zbiórek. Jest opowieścią o chłopcu, który każdego dnia mierzy się z chorobą silniejszą od niego. O rodzinie, która robi wszystko, by jej syn nie został z tą walką sam.
W świecie pełnym informacji łatwo przejść obojętnie obok kolejnego apelu o pomoc. Ale za tym apelem stoi sześciolatek, dla którego czas ma zupełnie inną wagę niż dla nas wszystkich. I choć nie da się zatrzymać choroby, można sprawić, że będzie postępowała wolniej. A to w tej walce znaczy naprawdę wiele.
Link do zbiórki na leczenie Kuby: https://zrzutka.pl/bkxg94
Źródło: Telewizja Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X