Chaos w częstochowskim magistracie – wiceprezydent odwołany, w tle korupcyjne cienie nad lewicową władzą
W Częstochowie doszło do zaskakującej roszady na szczytach władzy samorządowej. Pierwszy zastępca prezydenta miasta, Jarosław Marszałek, rozstał się z Urzędem Miasta po 15 latach piastowania stanowiska. Oficjalnie to jego własna decyzja – samorządowiec podziękował współpracownikom za „15 lat wspólnej pracy” w pożegnalnym e-mailu – lecz w kuluarach mówi się o ucieczce do przodu, czyli próbie wyprzedzenia nadciągających problemów. Te problemy to narastające kłopoty rządzącej miastem koalicji koalicji 13 grudnia w tym poważne oskarżenia korupcyjne pod adresem jednego z radnych Lewicy. Jak na dłoni widać kryzys zarządzania: nepotyczne roszady kadrowe, polityczne gierki i malejące poparcie mieszkańców dla obecnej władzy. Czy odejście wiceprezydenta Marszałka to początek rozpadu układu rządzącego Częstochową?
Wiceprezydent żegna się ze stanowiskiem po 15 latach
Decyzja o odwołaniu Jarosława Marszałka ze stanowiska pierwszego zastępcy prezydenta Częstochowy zapadła niespodziewanie. W piątek 9 stycznia (według relacji urzędników) Jak donosi portal Nasze Miasto Częstochowa Marszałek rozesłał do pracowników magistratu e-mail z podziękowaniami za wieloletnią współpracę, jasno dając do zrozumienia, że to koniec jego pracy w urzędzie. W poniedziałek 12 stycznia Ratusz oficjalnie potwierdził zmiany – prezydent Krzysztof Matyjaszczyk podpisał stosowne zarządzenie o odwołaniu swojego pierwszego zastępcy ze skutkiem na 11 stycznia. Tym samym zakończyła się trwająca od 2010 roku kariera Marszałka w fotelu wiceprezydenta (objął tę funkcję tuż po zwycięstwie Matyjaszczyka w wyborach samorządowych 2010 roku).
Kim jest Jarosław Marszałek? To doświadczony samorządowiec, bliski współpracownik prezydenta z ramienia Lewicy. Z wykształcenia jest absolwentem Politechniki Częstochowskiej, ma podyplomowe studia z zarządzania i doświadczenie m.in. jako nauczyciel akademicki i dyrektor akademickiego centrum kultury. Wiceprezydentem Częstochowy został w grudniu 2010 r. i od tamtej pory uchodził za prawą rękę Matyjaszczyka – był przy jego kolejnych wygranych kampaniach w 2014, 2018, a ostatnio 2024 roku. Przez lata Marszałek dyskretnie kierował zapleczem sukcesów prezydenta, choć formalnie zakres jego obowiązków w urzędzie był dość ograniczony. Jako zastępca prezydenta nadzorował tylko Wydział Kultury i Sportu oraz Biuro Miejskiego Rzecznika Konsumentów, co w porównaniu z szerokimi kompetencjami pozostałych wiceprezydentów (od inwestycji po edukację) było stosunkowo niewielkim zakresem odpowiedzialności. To sprawiło, że wśród urzędników żartowano, iż Marszałek ma „najlżejszą działkę” w magistracie.
Nie zmienia to faktu, że piastował swój urząd rekordowo długo i cieszył się zaufaniem prezydenta. Dlatego jego nagłe odejście wywołało falę spekulacji. Oficjalnie urząd miasta podaje, że Marszałek sam zrezygnował i rozstał się z pracodawcą na mocy porozumienia stron. Jednak niektórzy obserwatorzy zwracają uwagę, że Lewica traci wpływy w Częstochowie, a sam Marszałek był ostatnio marginalizowany. Prezydent Matyjaszczyk powierzył mu mało newralgiczne zadania (kultura, sport), a realne centrum decyzyjne przesunęło się gdzie indziej. Możliwe zatem, iż wiceprezydent uznał, że lepiej zawczasu poszukać sobie nowej roli – zanim zostanie zmuszony do odejścia przy mniej sprzyjających okolicznościach.
Co znamienne, lokalny tygodnik 7 Dni już na kilka dni przed oficjalnym komunikatem pisał o planowanym odejściu Marszałka „po 15 latach z magistratu”. Według tych doniesień nie jest to bynajmniej koniec kariery samorządowca – miałby on „przesiąść się” na intratną posadę w jednej z miejskich spółek. Mówiąc wprost: Marszałek żegna ratusz, ale nie żegna się z miejskim budżetem.
Lewica pod lupą służb – radny z zarzutami korupcyjnymi
Na odejście wiceprezydenta Marszałka nakłada się inny poważny wstrząs dla częstochowskiej Lewicy. W tle rozgrywa się bowiem afera korupcyjna, która rzuca cień na cały miejscowy układ rządzący. Kilka miesięcy temu Centralne Biuro Antykorupcyjne weszło do Urzędu Miasta, badając sprawę korupcji z udziałem wysoko postawionych samorządowców. Najgłośniejszym nazwiskiem jest tu Bartłomiej S. – były wiceprezydent Częstochowy z poprzednich lat (oraz były wicemarszałek woj. śląskiego z ramienia Platformy Obywatelskiej). Bartłomiej S. został zatrzymany przez CBA w październiku 2024 r. pod zarzutami m.in. przyjmowania korzyści majątkowych i prania brudnych pieniędzy. Prokuratura ujawniła, że podczas pełnienia różnych funkcji publicznych miał on żądać lub przyjmować łapówki za załatwianie rozmaitych spraw, a w śledztwie przewija się kilkanaście zamieszanych osób – od biznesmenów po rektora miejscowej uczelni. Sprawa Bartłomieja S. wstrząsnęła lokalną sceną polityczną, bo mowa o polityku KO, który niegdyś przewodniczył Radzie Miasta i rywalizował z Matyjaszczykiem o prezydenturę miasta. Po zatrzymaniu został on wyrzucony z Platformy i stracił stanowiska, ale echo afery wciąż rezonuje w Częstochowie.
Niestety dla Lewicy, na tym nie koniec. Trop korupcyjny zaprowadził śledczych również do osób związanych z obozem prezydenta Matyjaszczyka. Dariusz K., radny miejskiej Lewicy, został we wrześniu 2025 r. zatrzymany przez agentów CBA w swoim domu. Operację owiano początkowo tajemnicą – prokuratura nie chciała ujawniać, czy radnemu postawiono zarzuty czy też występował tylko w charakterze świadka. Długo panowała cisza informacyjna, aż do niedawnego posiedzenia sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, na którym przedstawiciel Prokuratury Krajowej potwierdził, że radny Dariusz K. usłyszał dwa zarzuty z art. 229 §1 kodeksu karnego. Przepis ten dotyczy udzielania lub obiecywania udzielenia korzyści majątkowej osobie pełniącej funkcję publiczną – mówiąc wprost: wręczania łapówki urzędnikowi, co jest zagrożone karą od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Jeśli informacje te się potwierdzą, oznacza to, że radny Lewicy miał oferować lub wręczać korzyści majątkowe w związku z pełnieniem przez kogoś funkcji publicznej. Choć śledczy nie ujawniają szczegółów, wiele wskazuje na związek tej sprawy z większą aferą Bartłomieja S. – możliwe, że radny pośredniczył w korupcyjnym procederze lub sam próbował kogoś przekupić.
To wydarzenie stawia częstochowską Lewicę w bardzo złym świetle. Przez kilka tygodni oficjalnie zaprzeczano, by Dariusz K. miał jakiekolwiek zarzuty, ale rzeczywistość okazała się inna. Mamy więc radnego rządzącej koalicji z poważnymi podejrzeniami korupcyjnymi. Nawet jeśli do ewentualnego procesu daleka droga, politycznie jest to gigantyczny cios w wiarygodność lokalnych władz. Prezydent Matyjaszczyk i jego obóz muszą tłumaczyć się mieszkańcom, dlaczego ich zaufany człowiek znalazł się na celowniku CBA. Co więcej, rodzi to pytania, czy wiceprezydent Marszałek nie opuszcza okrętu, który zaczyna tonąć – być może wiedząc, że służby węszą coraz bliżej jego otoczenia. Przypomnijmy: to właśnie Marszałek nadzorował w urzędzie dział sportu, a jednym z wątków badanych przez organy ścigania miały być nieprawidłowości przy finansowaniu częstochowskich klubów sportowych. Można się tylko domyślać, czy przesłuchania radnego K. i innych podejrzanych nie dostarczyły nowych informacji, które wywołały alarm u władz miasta.
Z punktu widzenia lokalnej sceny politycznej Lewica znajduje się w odwrocie. W ostatnich wyborach samorządowych (2024) komitet Nowej Lewicy zdobył zaledwie 6 mandatów w 25-osobowej Radzie Miasta. To dużo mniej niż w poprzednich kadencjach i oznacza, że partia Matyjaszczyka musi rządzić miastem w koalicji z Platformą Obywatelską (Koalicją Obywatelską), która ma 9 radnych. Choć układ KO-Lewica nadal dysponuje większością, przewaga stopniała, a każda wewnętrzna tarcia czy – jak teraz – skandale korupcyjne, mogą tę kruchą większość rozsadzić od środka. Już mówi się, że po wybuchu afery radnego K. w częstochowskiej Lewicy szykują się zmiany i czystki – aby ratować resztki reputacji przed kolejnymi wyborami.
Stołki ważniejsze niż mieszkańcy? Cztery etaty wiceprezydentów i karuzela stanowisk
Sprawa odwołanego wiceprezydenta i podejrzanego radnego to jednak nie jedyne przykłady, które wskazują na nieudolność i arogancję rządzącej koalicji. Od dłuższego czasu w Częstochowie mówi się o tym, że ekipa prezydenta Matyjaszczyka bardziej dba o własne stołki niż o dobro mieszkańców. Symbolicznym przykładem jest tutaj liczba wiceprezydentów miasta. Mimo że Częstochowa w ostatnich latach notuje stały spadek liczby ludności (poniżej 200 tysięcy), prezydent po wyborach 2018 powołał aż czterech swoich zastępców. Wywołało to zdziwienie i krytykę – nawet prawo wskazuje, że w miastach poniżej 200 tys. mieszkańców powinno być maksymalnie trzech wiceprezydentów. Radni opozycyjnego PiS w 2022 roku wzywali do odwołania jednego z zastępców (w domyśle właśnie Marszałka), argumentując, że etat “nadprogramowego” wiceprezydenta to zbędny wydatek dla budżetu. Rządzący jednak znaleźli sposób, by zachować status quo – powołali się na formalne kruczki prawne. Urząd Miasta przedstawił opinię prawną, według której kluczowa jest oficjalna liczba mieszkańców według GUS, a ta wciąż przekracza 200 tys. osób. W świetle tych danych Częstochowie “należy się” czterech zastępców prezydenta, choć faktycznie realna populacja jest niższa. Innymi słowy, magistrat wykorzystał biurokratyczną definicję, by utrzymać dodatkowy stołek – i własny komfort władzy – zamiast dostosować się do demograficznych realiów.
To nie koniec personalnych paradoksów. Rządząca miastem koalicja (naszpikowana działaczami Lewicy i PO) od dawna obdziela swoimi ludźmi posady w spółkach miejskich, tworząc gęstą sieć powiązań. Teraz, równolegle z odejściem Marszałka, szykuje się prawdziwe tsunami kadrowe w miejskich przedsiębiorstwach – tak przynajmniej donoszą media lokalne. Z nieoficjalnych informacji opublikowanych przez tygodnik 7 Dni wynika, że planowane są istne transfery na stanowiskach:
- W miejskiej spółce Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji (PWiK) posadę traci dotychczasowy prezes Michał Król. To jednak nie oznacza jego końca, ten sam Michał Król ma od razu dostać fotel członka zarządu w innej spółce komunalnej, Oczyszczalni Ścieków "WARTA". Innymi słowy, zostanie przesunięty na inne dobrze płatne stanowisko.
- Na miejsce Króla prezesem wodociągów ma zostać awansowany obecny wiceprezes Zbigniew Cierpiał.
- Z zarządu spółki WARTA odejść ma dotychczasowy członek zarządu Szymon Grzyb.
- Grzybowi obiecano w zamian posadę w zarządzie innej miejskiej spółki – ZGM TBS (Zakład Gospodarki Mieszkaniowej – Towarzystwo Budownictwa Społecznego), gdzie zwolni się miejsce po Karolu Synowcu.
- Karol Synowiec rzekomo przeniesie się do zarządu jednej ze spółdzielni mieszkaniowych w mieście.
Największą sensacją są jednak doniesienia, że do tej układanki dołączyć ma właśnie Jarosław Marszałek. Świeżo upieczony były wiceprezydent miałby przejść do zarządu Wodociągów Częstochowskich (PWiK) i objąć miejsce zwolnione przez Z. Cierpiała (awansującego na prezesa). Taki ruch oznacza dla Marszałka formalnie krok w tył, bo członek zarządu spółki to niższy prestiż niż wiceprezydent miasta. Jednak finansowo wyszedłby na plus – wynagrodzenia w zarządach spółek komunalnych są wyższe od pensji zastępcy prezydenta.
Jakby tego było mało, doniesienia wskazują jeszcze na to, że równocześnie z transferem Marszałka do PWiK, do zarządu spółki WARTA dołączy Michał Król (ten sam, który straci stołek prezesa wodociągów) obok pozostałych członków zarządu, Michała Zawady i Anny Potrzebowskiej. W efekcie powstałaby sytuacja bez precedensu – jedna osoba miałaby wpływy w dwóch kluczowych spółkach miejskich jednocześnie, poprzez sieć powiązań rodzinnych i formalnych. Lokalni dziennikarze podkreślają, że czegoś takiego w historii Częstochowy jeszcze nie było: rządząca koalicja tak zapętliła układ personalny, iż jej nominaci kontrolowaliby dwie strategiczne firmy miejskie naraz. Trudno o bardziej jaskrawy przykład koncentracji władzy i braku przejrzystości – rodzi się pytanie, czy takie karuzelowe roszady mają cokolwiek wspólnego z merytorycznym zarządzaniem, czy są jedynie realizacją partyjnego porozumienia o „dzieleniu łupów”?
Cała ta sytuacja maluje obraz magistratu pogrążonego w układach i układzikach, gdzie priorytetem jest utrzymanie stołków swoich ludzi nawet kosztem zdrowego rozsądku. Zamiast ograniczać stanowiska i wydatki w obliczu spadku liczby mieszkańców, zamiast wyciągać konsekwencje wobec osób z zarzutami, władza zdaje się myśleć przede wszystkim o zabezpieczeniu interesów swojego obozu.
Trudno się dziwić narastającej frustracji mieszkańców. Częstochowa od lat zmaga się z problemami gospodarczymi, ubywa jej obywateli, inwestycje miejskie nie porywają, a tymczasem w ratuszu trwa gra w muzyczne krzesła dla działaczy partyjnych. Odejście wiceprezydenta Marszałka – choć samo w sobie mogłoby być szansą na nowe otwarcie – wygląda na element tej gry. Zamiast refleksji i rozliczeń, mamy transfer na inny stołek i próbę przeczekania burzy. Czy mieszkańcy dadzą się na to nabrać? A może patrząc na te wszystkie roszady i afery powiedzą w końcu dość? Jedno jest pewne – rok 2026 rozpoczął się dla częstochowskiego samorządu od politycznego trzęsienia ziemi. I wiele wskazuje, że to dopiero początek tektonicznych przesiunięć – bo gdy Lewica ma kłopoty, każdy kolejny dzień może przynieść nowe rewelacje. Czy koalicja 13 grudnia rządząca miastem przetrwa te wstrząsy, czy też pogrąży się we własnym chaosie? Częstochowianie z niepokojem obserwują rozwój wydarzeń, coraz głośniej pytając: kto tu jeszcze rządzi i czyje interesy są naprawdę realizowane?
Źródło: Nasze Miasto Częstochowa, Tygodnik 7 dni, Portal Telewizji Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X