Dlaczego w Rosji nie będzie rewolucji jak w 1917 r.
Rosyjski historyk wojskowości Konstantin Gajworonski w artykule opublikowanym w „The Moscow Times” twierdzi, że Władimir Putin wcale nie lekceważy doświadczeń I wojny światowej. Przeciwnie – starannie wyciągnął z niej kluczowe wnioski i konsekwentnie je stosuje, by uchronić swój reżim przed upadkiem podobnym do tego, jaki w 1917 roku dotknął Imperium Rosyjskie, a w 1918 Cesarstwo Niemieckie.
Porównania wojny w Ukrainie do I wojny światowej stały się już niemal codziennością. Mówi się o zdewastowanych krajobrazach, wojnie pozycyjnej i ogromnych stratach. Historyk Konstantin Gajworonski idzie jednak dalej i wskazuje na paralele polityczne, które – jego zdaniem – Władimir Putin doskonale rozumie i wykorzystuje.
Rok temu Aleksiej Bayer, redaktor „The Globalist”, zarzucił Putinowi, że mimo doskonałej znajomości języka niemieckiego nie wyciągnął wniosków z historii Niemiec i Rosji z lat 1914–1918. Gajworonski zdecydowanie się z tym nie zgadza. Według niego rosyjski prezydent nie tylko poznał te lekcje, ale aktywnie je wciela w życie.
Pierwsza lekcja to unikanie nadmiernej mobilizacji. Imperium Rosyjskie zmobilizowało około 15,5 miliona mężczyzn, utrzymując na froncie nawet 7 milionów żołnierzy. Była to liczba zdecydowanie zbyt duża. Kraj został pozbawiony rąk do pracy, zabrakło koni (armia zarekwirowała 5 milionów), a system logistyczny i kolejowy legł w gruzach. Efektem były braki chleba w Piotrogrodzie, masowe niepokoje i upadek monarchii. Specjaliści wojskowi już wtedy wskazywali, że optymalna wielkość armii powinna wynosić 3–4,2 miliona żołnierzy. Dziś Putin prowadzi wojnę siłami ochotniczymi i kontraktowymi, utrzymując relatywnie niewielką liczbę walczących na ograniczonej linii frontu. Nawet po ukraińskim ataku na region Kurska w 2024 roku wolał poprosić o wsparcie Koreę Północną, niż ogłaszać kolejną powszechną mobilizację. Pierwsza i – jak dotąd – ostatnia próba z jesieni 2022 roku pokazała, że Kreml wyciągnął wnioski.
Druga lekcja dotyczy władzy ustawodawczej i opozycji. Rewolucja lutowa 1917 roku nie zaczęła się od buntu żołnierzy, lecz od momentu, gdy Komitet Tymczasowy Dumy Państwowej ogłosił się nową władzą w stolicy. Duma legitymizowała bunt, a generałowie stanęli przed wyborem między carem a parlamentem – i wybrali Dumę. Mikołaj II musiał abdykować. Putin pamięta o tym doskonale. W 2014 roku, odsłaniając pomnik bohaterów I wojny światowej, mówił, że „zwycięstwo zostało ukradzione przez tych, którzy domagali się klęski własnej armii, siali niezgody i rzucili się po władzę”. Dziś wszelka opozycja została zniszczona i wypchnięta poza granice Rosji. Hierarchia władzy została tak dokładnie oczyszczona, że – jak pisze Gajworonski – przypomina Kolumnę Aleksandrowską: samotna postać na szczycie i absolutna pustka wokół. Żadna instytucja nie ma nawet cienia niezależności. Rosja stała się „polityczną zamarzniętą pustynią”, na której żaden Prigożyn nie znajdzie alternatywnej legitymacji.
Trzecia lekcja to eliminacja charyzmatycznych dowódców. Upadek cesarza Wilhelma II był możliwy między innymi dlatego, że feldmarszałek Paul von Hindenburg stał się w oczach Niemców ucieleśnieniem wojskowej woli narodu. Generał Falkenhayn ostrzegał cesarza: „Jeśli Wasza Wysokość mianuje Hindenburga, Wasza Wysokość przestanie być cesarzem”. Wilhelm nie mógł już jednak odmówić. Putin nie zamierza powtórzyć tego błędu. W obecnym konflikcie nie pojawią się nowi Brusiłowowie, Korniłowowie ani Hindenburgowie. Żaden Surowikin czy Pietrow nie stanie się legendą, bo system celowo unika tworzenia takich postaci. Popularny dowódca z czasem przestaje być atutem, a staje się zagrożeniem.
Gajworonski podkreśla, że sama klęska militarna rzadko obala reżimy autorytarne. Decydujące jest istnienie niezależnych ośrodków legitymacji. Dopóki ich nie ma, władza pozostaje stabilna – nawet w warunkach katastrofy wojennej. Przykłady z 1941 i 1945 roku pokazują, że ZSRR i III Rzesza, mimo o wiele gorszej sytuacji na froncie niż Imperium Rosyjskie w 1917 czy Niemcy w 1918, nie upadły, bo nie dopuściły do powstania konkurencyjnych centrów władzy.
Dlatego – konkluduje historyk – Putin nie tylko wyciągnął lekcje z I wojny światowej. On je zrealizował. Nie wiemy, co przyniesie przyszłość, ale jedno wydaje się pewne: scenariusz lutego 1917 roku ani listopada 1918 roku w dzisiejszej Rosji się nie powtórzy.
Źródło: Republika/The Moscow Times
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
21 polityków KO wybrało dobre posady. Wszyscy zrezygnowali z legitymacji partyjnych
Tumanowicz: nie powinniśmy płacić za pracę niekompetentnym figurantom politycznym
Niemcy przestali oblegać polskie stacje paliw