Sieć komentuje zwycięstwo AfD. Kwiecień: ta wygrana to dorobek Merkel, Scholza, Merza
Wynik wyborów w Saksonii-Anhalcie wywołał polityczne poruszenie w Niemczech. AfD zdobyła 44,1 proc. głosów i znalazła się o krok od uzyskania samodzielnej większości w landtagu. Rezultat głosowania szeroko komentowany jest również w Polsce.
Zgodnie z exit pollem przygotowanym dla stacji ZDF, Alternatywa dla Niemiec (AfD) zwyciężyła w niedzielnych wyborach do parlamentu Saksonii-Anhalt, uzyskując 44,1 proc. poparcia. Według sondażu do samodzielnej większości w landtagu partii zabraknie zaledwie jednego mandatu.
Lider AfD w Saksonii-Anhalcie Ulrich Siegmund, komentując pierwsze prognozy, stwierdził, że jego ugrupowanie „napisało historię”. Jego zdaniem mieszkańcy landu opowiedzieli się za zmianą po latach rządów CDU, która sprawuje władzę w Saksonii-Anhalcie nieprzerwanie od 2002 roku. W sztabie chadecji w Magdeburgu rezultat wyborów przyjęto z wyraźnym zaskoczeniem.
Niemieckie media określały te wybory jako istotny sprawdzian dla tzw. „zapory ogniowej”, czyli strategii głównych partii politycznych, w tym CDU/CSU, zakładającej izolowanie AfD i niedopuszczanie jej do współrządzenia. Przed głosowaniem pojawiały się nawet opinie, że jego rezultat może mieć wpływ na polityczną przyszłość kanclerza Friedricha Merza, który opowiada się za utrzymaniem „zapory ogniowej”.
Do wyniku wyborów odniósł się m.in. socjolog i były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego prof. Zdzisław Krasnodębski. Zastanawiał się, jakie znaczenie dla Polski miałoby ewentualne zdobycie przez AfD absolutnej większości i utworzenie przez nią rządu w Saksonii-Anhalcie.
Czy coś zmieni dla Polski, jeśli w Saksonii-Anhalcie, AfD uzyska absolutną większość i utworzy rząd? Niewiele albo tyle co nic. Nie przesadzajmy. To będzie demokratyczna decyzja ludzie mieszkających w tym małym niemieckim landzie. To ich sprawa. A co oznaczałby udział AfD w rządzie federalnym? Niewątpliwie mielibyśmy do czynienia z bardziej "narodową" Republiką Federalną, ze wszystkimi tego konsekwencjami. I to będzie wyzwanie ... Ale czy po tych latach brutalnej ingerencji w sprawy polskie przez polityków CDU , SPD, Zielonych, FDP et tutti quanti mamy płakać na ich porażką? To, co nas martwić powinno, nad czym powinniśmy może płakać (ale my nie beksy), to stan naszego państwa – napisał Krasnodębski.
Znacznie bardziej przychylnie do sukcesu AfD odniósł się publicysta i pisarz Rafał Ziemkiewicz.
Zdecydowanie wolę AfD - bo lepiej jest mieć w Berlinie otwartych wrogów niż fałszywych przyjaciół. Poza tym rząd AfD nie miałby w swych antypolskich działaniach takiego bezwarunkowego wsparcia eurokracji jak miały i mają rządy ich partii establishmentowych – stwierdził.
Ziemkiewicz ocenił również, że ugrupowanie to opiera część swojego przekazu na krytyce dotychczasowego modelu gospodarczego Niemiec.
Poza tym AfD to zabawny humbug: wmówili niemieckim wyborcom, że wszystko to co pozwoliło Niemcom wydoić południe UE i wzbogacić się kosztem nowych członków, było niby „utrzymywaniem na koszt niemieckiego podatnika” leniwych Włochów, Greków, Hiszpanów, Polaków etc. Bo establishment z oczywistych powodów nie mógł tłumaczyć otwarcie jak polityki UE i waluta euro działają naprawdę. Więc fajnie będzie jak AfD sprobuje tę „łaskę” Niemiec skończyć i wszystko im się wtedy do reszty wykrzaczy - dodał.
Szerzej historyczne konsekwencje rosnącego poparcia dla AfD przeanalizował były marszałek Sejmu Marek Jurek. Jego zdaniem niemieckie społeczeństwo może stopniowo przechodzić od poczucia winy do przekonania o własnej krzywdzie, co – jak argumentował – miało już w historii poważne konsekwencje.
Najważniejszy wniosek z wyborów w Saksonii-Anhalt: Niemcy w coraz większym stopniu poczucie winy będą zamieniać na poczucie krzywdy. Widzieliśmy to już w historii co najmniej trzy razy. Niemieckie poczucie krzywdy (inni byli silni, gdy Niemcy były pozbawione narodowej jedności, „samostanowienia”) legło u genezy Drugiej Rzeszy, drugie poczucie krzywdy (Niemcy mają takie samo prawo do światowej ekspansji jak Anglia czy Francja) skutkowało pierwszą wojną światową, trzecie, największe – „krzywdy wersalskiej” – przyniosło nazizm i wojnę totalną. Za każdym razem to poczucie krzywdy kierowało Niemcy przeciw Europie i ku montowaniu koalicji rewizjonistycznych. Gdy myślimy o przyszłości „Niemiec i Europy” (w Niemczech bardzo lubią ten zrost) – kwadratura koła polega na tym, że im bardziej będzie rosła rezerwa Europy wobec Niemiec, tym bardziej będzie malała (i tak już ograniczona) rezerwa Niemiec wobec Rosji. Wszystko to jest jedynie rejestracją tendencji, bo nie należy wyciągać przesadnych wniosków z wyborów do jednego Landtagu. Choć z drugiej strony trzeba mieć świadomość, że po pierwsze – nie chodzi tylko o jedne wybory (barierę 30 % Alternatywa dla Niemiec sforsowała już w ubiegłym roku w Turyngii i Saksonii, tej „drezdeńskiej”), i po drugie – że zanim przyjdą kolejne wybory do Bundestagu, warto mieć wyobrażenie na temat sensu ich możliwego rezultatu i zmian, które mogą uruchomić – napisał.
Do rezultatów głosowania odniosła się także Anna Kwiecień z Rozwoju Plus, która odpowiedzialnością za sukces AfD obarczyła dotychczasową politykę niemieckich władz oraz instytucji unijnych.
Dzisiejsze zwycięstwo AFD to dorobek Merkel, Scholza, Merza…i Brukseli…doprowadzili Niemcy i UE do katastrofy gospodarczej, demograficznej, społecznej, ludzie mają dosyć imigrantów, lewackiego szaleństwa..zaczyna się w małym landzie ale będzie postępować na kolejne.. – napisała.
Rozbudowany komentarz opublikował również Oskar Szafarowicz. Jego zdaniem rezultat AfD należy postrzegać jako część szerszego europejskiego trendu.
Przytłaczające zwycięstwo AfD w Saksonii-Anhalt (wg exit poll 44-45% wobec średniej przedwyborczej 41-42%) to sygnał, którego nie wolno lekceważyć.
1. To potwierdzenie ogólnoeuropejskiej tendencji (występującej również w Polsce) - narody się budzą. Suwerenność na nowo zaczyna dominować nad globalizmem i konstruktem scentralizowanego superpaństwa 🇪🇺. Względny konserwatyzm obyczajowy nad wściekłą ideologią woke. Prymat bezpieczeństwa i szacunku dla własnej kultury nad multi-kulti i otwartą polityką proimigracyjną. Bezpieczeństwo energetyczne i konkurencyjność gospodarki nad eko-ideologicznymi absurdami.Nadchodzi czas odważnej, pryncypialnej i tożsamościowej prawicy, która przebija kordony sanitarne, nie ulega poprawności politycznej i nie cofa się pod naciskiem Brukseli.
2. Siłom lewicowo-liberalnym nie udaje się już terroryzować i szantażować obywateli poprzez straszenie „faszystami/nacjonalistami/ksenofobami/ciemniakami/zaściankiem”. Brutalne i nieuczciwe ataki na prawicę tylko ją wzmacniają i napędzają frekwencję wśród tych, którzy od dawna nie brali udziału w wyborach.
3. Z polskiego punktu widzenia, zrzucenie masek przez polityków niemieckich, to sytuacja korzystna. WSZYSTKIE siły w niemieckim parlamencie są mniej lub bardziej prorosyjskie i hegemonistyczne w stosunku do sąsiadów, a w naszym kontekście wykazujące podświadomą pogardę i poczucie wyższości wobec Polaków. Większe przyzwolenie wśród Polaków zyskać może nasza asertywna i zdecydowana polityka wobec Niemiec, gdy przeciwnik odsłoni swą twarz, a nie będzie przyjmował różne pozy, traktując „skrajną AfD” jako swój wentyl bezpieczeństwa do głoszenia radykalnych, choć głęboko zakorzenionych w umysłach elit RFN, tez – czytamy we wpisie Szafarowicza.
Krytycznie do zwycięstwa AfD podeszła natomiast Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz z Polski 2050. Była ambasador Polski w Moskwie określiła ugrupowanie mianem neofaszystowskiego i wskazała na jego relacje z Rosją.
Neofaszyści zblatowani z Rosją - wygrali wybory w Saksonii. Dla polskich patriotów - porażka wartości naszego świata. Dla Mentzena i polowy Konfederacji - zwycięstwo sojusznika – napisała.
Z kolei pisarz Jacek Piekara ocenił zwycięstwo AfD jako potencjalnie korzystne z punktu widzenia Polski, wskazując na jego stosunek do instytucji unijnych.
Dziś Saksonia, jutro całe Niemcy...
Brawo AfD!
(zwycięstwo AfD jest dla Polski najlepszym rozwiązaniem. CDU/CSU oraz SPD to sojusznicy Moskwy i Brukseli. A AfD to, co prawda, sojusznicy Moskwy, ale za to wrogowie Brukseli. Więc są dla nas mniejszym złem.
Zresztą zważywszy na skrajnie antypolską politykę Merkel, Scholza i Merza, to nie wyobrażam sobie, żeby AfD mogła być gorsza od nich!) – napisał Piekara.
Źródło: Republika, X
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X