Kto stał za ustawą o "statusie osoby najbliższej"? "Kompromisowy" projekt w barwach tęczy
Zawetowanie przez Prezydenta Karola Nawrockiego "ustawy o statusie osoby najbliższej" wzbudziło furię nie tylko w środowiskach postkomunistycznej lewicy na czele z jej liderem Czarzastym, nie tylko w "centrowej" i "chadeckiej" Koalicji Obywatelskiej Tuska, ale również w bezobjawowym konserwatywnie Polskim Stronnictwie Ludowym. Tym razem Kosiniak-Kamysz, który przy "naszym premierze" pełni rolę swoistego Sancho Pansy (z tą zasadniczą różnicą, że jego literacki pierwowzór zdolny był do przeciwstawienia się swojemu panu, gdy ten miał szczególnie szalone pomysły), zastąpił deklaratywny i bezobjawowy konserwatyzm, całkowicie jawnym lewactwem. Sprawdziło się "proroctwo" dr. Marka Wocha, który od dłuższego czasu określał Kosiniaka mianem "ukrytego lewaka", by po ataku wicepremiera na głowę państwa zdefiniować Kosiniaka za już całkowicie "jawnego lewaka".
„Nie zgadzam się na wprowadzanie tylnymi drzwiami związków partnerskich”, oświadczył prezydent Karol Nawrocki, uznając, że wetowana ustawa w praktyce prowadzi do ustanowienia związków partnerskich. Podkreślił, że jako strażnik Konstytucji nie może zaakceptować rozwiązań osłabiających szczególną ochronę małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, gwarantowaną przez art. 18 Konstytucji RP.
"Prezydent zablokował dobre zmiany. Zamiast ułatwiać ludziom życie, wybrał politykę", napisał Władysław Kosiniak-Kamysz na swoim profilu społecznościowym, tłumacząc dalej, że zawetowana przez Prezydenta RP ustawa umożliwiała jedynie "dostęp do informacji o stanie zdrowia bliskiej osoby, wspólne rozliczanie i po prostu łatwiejsze załatwianie codziennych spraw".
To że tak nie jest i że ustawa idzie o wiele dalej obszernie pisali, i to wielokrotnie, eksperci Ordo Iuris. Zatrzymajmy się tylko na jednej poruszonej przez nich kwestii (odsyłając zainteresowanych na stronę Ordo Iuris). "Konsekwencją instytucjonalizacji konkubinatów jednopłciowych jest rozszerzenie prawnej definicji rodziny („życia rodzinnego”) poza związek kobiety i mężczyzny oraz ich dzieci. Będzie to uzasadniało presję na zmianę treści edukacyjnych, programów szkolnych i kampanii społecznych by przedstawiały „różnorodność rodzin” jako aksjomat oraz na szkoły by przedstawiały „równościowo” wszystkie formy związków. Sprzeciw wobec nowych norm może skutkować ingerencją państwa w życie rodzinne – uznaniem, że przekazywanie dzieciom poglądów sprzecznych z oficjalną linią narusza ich dobro. Przykładowo, w Norwegii, chrześcijańska rodzina imigrantów z Rumunii (Ruth i Marius Bodnariu) została oskarżona przez norweskie służby ochrony dzieci (Barnevernet) o „chrześcijańską indoktrynację” i „brak otwartości na różnorodność”. W 2015 r. norweskie służby odebrały im pięcioro dzieci, umieszczając je w rodzinach zastępczych. Oskarżenia obejmowały m. in. przekazywanie dzieciom tradycyjnych przekonań dotyczących rodziny i małżeństwa", podaje Ordo Iuris wyraźnie ostrzegając, że podobnie, w perspektywie kilku lat (a może i wcześniej) może być i w Polsce.
Ministra Kotula, która wypichciła, wspólnie z konserwatywnym Kosiniakiem, rzekomo kompromisowy projekt ustawy zawetowanej potem przez prezydenta chwaliła się, że był on poddany wszechstronnym konsultacjom społecznym. "...do KPRM wpłynęło łącznie 5800 wiadomości z uwagami, opiniami i komentarzami do projektów. W tym: 19 opinii opracowanych przez organizacje pozarządowe lub samorządy zawodowe; 5781 opinii od osób indywidualnych", wyliczyła skrupulatnie ministra. Te ostatnie były przekazywane m. in. przez... Stowarzyszenie Miłość Nie Wyklucza, organizację o jawnie "tęczowych" sympatiach.
"Z kim przestajesz, takim się stajesz", mówi stara polska mądrość, która jednak w przypadku konsultacji projektu ustawy niezupełnie się sprawdziła, gdyż w tej sprawie zarówno organizatorzy konsultacji jak i ich uczestnicy praktycznie nie różnili się poglądami. Ujawniła to sama Kotula, przyznając wprost, że "zdecydowana większość (...) przekazanych w ramach konsultacji uwag – ok. 5500 a więc ok. 95 % - to głosy poparcia dla projektów ustaw". Odmiennych opinii było niespełna sto.
I nie ma się czemu dziwić, gdy zapozna się z listą konsultowanych struktur, którą odszukał i zamieścił na swoim profilu społecznościowym nieoceniony internauta John Bingham.
Na "liście Binghama" znalazły się m. in.: "koalicja na rzecz związków partnerskich i równości małżeńskiej", "kampanii przeciw homofobii", "fundacjua tęczowe rodziny", "bank równości", "Lambda Warszawa", "homo kreacja", "fabryka równości", "stowarzyszenie tęczówka", "federacja znaki równości", "tolerado", "parada równości" oraz "fundacja wiara i tęcza" (przedstawiająca się jako "ekumeniczną grupa chrześcijan LGBT+ (lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transpłciowych i queerowych) oraz ich rodzin i przyjaciół").
"Dziękuję za to weto. Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy, po pierwsze Konstytucja", skomentował z wyraźną ulgą działanie Prezydenta Karola Nawrockiego John Bingham. W czerwcu zeszłego roku wróciliśmy z bardzo dalekiej podróży, bo gdyby prezydentem był...
Źródło: Republika, x.com
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
HIT DNIA
Bardziej upolitycznionego RPO jeszcze nie było. TO nagranie wyjaśnia wszystko
"Układ Podlaski", czyli jak publiczne szpitale stały się finansowym eldorado dla ludzi obecnej władzy
Lech zdominował mistrza Danii! Awans do kolejnej rundy Ligi Mistrzów jest na wyciągnięcie ręki