Kodeks na sztandarach, nepotyzm w praktyce – jak koalicja 13 grudnia zarządza Spółkami Skarbu Państwa?
Koalicja 13 grudnia ogłasza nowy Kodeks Dobrych Praktyk dla Spółek Skarbu Państwa i obiecuje koniec politycznych wpływów, nominacji po znajomości oraz pełną transparentność. Problem w tym, że równolegle – już po przejęciu władzy – ruszyła karuzela stanowisk, a kolejne przypadki obsadzania funkcji ludźmi związanymi z obozem rządzącym podważają wiarygodność tych deklaracji. W efekcie dokument, który miał być symbolem profesjonalizacji, staje się papierowym parawanem, za którym trwa stary mechanizm rządów Tuska. Najpierw hasła o neutralności, a potem praktyka kadrowa, która wygląda zupełnie inaczej.
Wielkie obietnice Ministerstwa Aktywów Państwowych
Koalicja 13 grudnia zaprezentowała właśnie Kodeks Dobrych Praktyk Nadzoru Właścicielskiego – dokument, który według zapowiedzi ma podnieść standardy zarządzania spółkami z udziałem Skarbu Państwa. Minister Aktywów Państwowych Wojciech Balczun podkreśla w komunikacie prasowym, że kodeks to „jasny sygnał, że państwo chce być profesjonalnym i odpowiedzialnym właścicielem”. Główne założenia brzmią z pozoru wzorcowo, to m.in. pełna neutralność polityczna w zarządach i radach nadzorczych spółek, wykluczenie wpływów politycznych na decyzje kadrowe, wydatki czy inwestycje oraz dobór kadr wyłącznie według kompetencji – a nie partyjnych powiązań. Powoływanie władz spółek ma odbywać się transparentnie, według jasnych kryteriów i realnej oceny kwalifikacji, bez uznaniowości i „sympatii politycznych”. W teorii więc od teraz koalicja rządząca stawia na fachowość i odpolitycznienie.
Kodeks wprowadza także zasadę „stosuj albo wyjaśnij”, zobowiązując spółki do przestrzegania określonych standardów lub publicznego uzasadnienia ewentualnych odstępstw. Rząd przekonuje, że rozwiązanie to zwiększy transparentność i pozwoli społeczeństwu patrzeć na ręce menedżerom gospodarującym majątkiem publicznym. Firmy z udziałem państwa mają raportować szczegółowe wydatki – od kosztów doradztwa prawnego i marketingu po fundacje i wynagrodzenia kadry zarządzającej. Wreszcie, kodeks wzmacnia nadzór właścicielski: rady nadzorcze mają stać się aktywnymi strażnikami – oceniać wyniki, analizować ryzyka i kontrolować zarządy na bieżąco, otrzymując pełną informację o sytuacji spółki i kluczowych decyzjach. To podejście promuje kolegialność nadzoru i ciągłość zarządzania. Rząd chwali się też przygotowaniem nowych wymogów ustawowych – m.in. podniesieniem wymaganych kwalifikacji dla władz spółek. Kandydaci do rad nadzorczych mieliby legitymować się co najmniej 7-letnim doświadczeniem (zamiast 5-letniego), a dyplomy MBA uznawane będą tylko z renomowanych uczelni. Tzw. Standard Kompetencji ma zapewnić, że na kluczowe stanowiska trafią wyłącznie osoby o potwierdzonych kwalifikacjach, adekwatnych do profilu danej spółki.
Na papierze brzmi to jak długo zapowiadana przez koalicję 13 grudnia „rewolucja w spółkach Skarbu Państwa”. Kodeks powstawał przy udziale ekspertów, konsultowany w 2025 roku, a 9 lutego 2026 r. został podpisany przez premiera Donalda Tuska i opublikowany na stronach KPRM. Minister Balczun przekonuje, że nowe standardy „uczynią państwo przewidywalnym i profesjonalnym właścicielem” i wpisują się w najnowsze wytyczne OECD dotyczące ładu korporacyjnego. Jednakże rodzi się pytanie: czy za wzniosłymi zasadami pójdą czyny, czy pozostaną one tylko fasadą? Już dziś wielu obserwatorów zauważa, że praktyka rządu kłóci się z jego deklaracjami.
Obietnice odpolitycznienia vs. karuzela stanowisk
Jeszcze jako opozycja ugrupowania tworzące Koalicję 13 grudnia grzmiały o potrzebie „odpartyjnienia” spółek Skarbu Państwa. W „100 konkretach na pierwsze 100 dni” Koalicji Obywatelskiej widniał jasno brzmiący postulat: „Zwolnimy wszystkich członków rad nadzorczych i zarządów. Przeprowadzimy transparentne konkursy, w których decydować będą kompetencje, a nie znajomości rodzinne i partyjne”. Po dojściu do władzy koalicja Tuska faktycznie błyskawicznie zrealizowała pierwszą część tej obietnicy – niemal z dnia na dzień masowo wymieniono składy rad nadzorczych i zarządy we wszystkich państwowych firmach. „Miotła kadrowa” poszła w ruch już na początku 2024 roku. Przykładowo, 6 lutego 2024 r. na Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Orlenu odwołano cały stary skład rady nadzorczej z czasów poprzedniego rządu i powołano dziewięciu nowych członków zgłoszonych przez ministra Borysa Budkę. Wśród nominowanych znaleźli się m.in. Katarzyna Łobos i Mikołaj Pietrzak – osoby uchodzące za związane z obozem nowej władzy. Podobny los spotkał dziesiątki innych spółek – po roku rządów koalicji prawie wszystkie firmy kontrolowane przez państwo miały już nowych prezesów i zarządy. Barometr rotacji prezesów „Rzeczpospolitej” skoczył pod koniec 2024 r. do 94,3 pkt – poziomu niemal rekordowego.
Druga część obietnicy – konkursy i realna depolityzacja – pozostała jednak w sferze deklaracji. Nowa władza w praktyce kontynuuje model traktowania spółek państwowych jako łupu politycznego. Już na jednym z pierwszych powyborczych spotkań liderów koalicji, gdy obsadzano stanowisko marszałka Sejmu, padła sugestia: „porozmawiajmy też o podziale wpływów w spółkach Skarbu Państwa”. Słowa te – choć nieoficjalne – szybko znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości. Zarządy i rady nadzorcze przedsiębiorstw zdominowali nominatci nowej koalicji, nierzadko powiązani towarzysko lub partyjnie z rządzącymi. Dla przykładu, stanowiska w Totalizatorze Sportowym po „miotle” w lutym 2024 r. obsadzili ludzie związani z obecną władzą – dyrektorami regionalnymi zostali m.in. lokalni radni PO i PSL, współpracownicy ministra sportu Sławomira Nitrasa czy trójmiejski przedsiębiorca, który prywatnie grywał w piłkę z Donaldem Tuskiem. Wszystko to bez przeprowadzania konkursów, w zaciszu gabinetów nowo powołanych zarządów. Gdy jesienią 2024 r. ujawniono praktykę, wybuchła afera, a Totalizator doczekał się… kolejnej zmiany prezesa. Minister aktywów Jakub Jaworowski (następca Borysa Budki) odwołał w październiku 2024 prezesa Rafała Krzemienia – co znamienne, nie za sam nepotyzm, ale za „niedochowanie najwyższych standardów” i brak otwartych naborów. Krzemień stracił posadę de facto dopiero wtedy, gdy media nagłośniły sprawę politycznej obsady stanowisk, co kompromitowało rządowe hasła transparentności. Innymi słowy – nieprawidłowości tolerowano do momentu, gdy stały się one zbyt widoczne dla opinii publicznej.
Mimo szumnych deklaracji o neutralności, Koalicja 13 grudnia zachowała sobie również furtkę wpływu na strategiczne spółki. Sam premier Tusk przyznał, że w firmach kluczowych dla bezpieczeństwa państwa rząd nie zamierza udawać braku wpływu na dobór władz – otwarcie zapowiadał listę spółek, gdzie polityczny nadzór kadrowy będzie utrzymany w imię racji stanu. To znaczące odstępstwo od idei pełnej apolityczności – niejako z góry zaakceptowano, że w pewnych przypadkach partyjny „czynnik kontrolny” pozostanie nienaruszony. Co więcej, projekt ustawy o tzw. niezależnych członkach rad nadzorczych, który miał systemowo zagwarantować obecność apolitycznych ekspertów w nadzorze spółek, ugrzązł na wiele miesięcy w sejmowej „zamrażarce”. Rząd Tuska nie kwapił się, by szybko go uchwalić – priorytetem okazało się raczej bieżące obsadzenie stanowisk swoimi ludźmi niż trwała reforma zasad. Dopiero presja koalicjanta – Polski 2050 – sprawiła, że temat odpolitycznienia wrócił pod koniec 2025 r. Wprost przyznawali, że pozostałe partie rządzące podchodzą sceptycznie do ograniczania wpływów politycznych w spółkach, bo zmiany te „nie są korzystne dla polityków”. Innymi słowy to wygoda partyjnego rozdawnictwa stanowisk przeważa nad przedwyborczymi ideałami.
Nepotyzm i podwójne standardy koalicji
Patrząc na konkretne przypadki, hipokryzja obozu władzy staje się uderzająca. Kodeks Dobrych Praktyk głosi apolityczność, a tymczasem czołowe stanowiska w spółkach objęli działacze partyjni koalicji. Przewodniczącym rządowej Rady ds. spółek Skarbu Państwa – organu opiniującego nominacje – został Grzegorz Karpiński, były poseł Platformy Obywatelskiej. Do rady nadzorczej strategicznej Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych trafiła Magdalena Roguska, wieloletnia radna PO. Synekury przypadły też reprezentantom pozostałych ugrupowań koalicji: do rady nadzorczej Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej powołano działaczki Polski 2050 – Emilię Wasielewską i Ewę Patalas. Transparentne konkursy okazały się zbędne, gdy do obsadzenia były intratne posady dla koalicjantów. Procedury niby obowiązują, ale jak ironicznie zauważyli komentatorzy, najwyraźniej obejmują one także „odpowiednią legitymację partyjną” kandydatów.
Na jaw wychodzą też kolejne przykłady rodzinnego i koleżeńskiego kolesiostwa. W sierpniu 2024 r. okazało się, że wśród kandydatów rekomendowanych przez Radę ds. spółek (przy KPRM) do nowych rad nadzorczych znaleźli się m.in. Cezary Olejniczak – brat b. szefa SLD Wojciecha Olejniczaka – oraz Zbigniew Spurek – prywatnie ojciec bylej europosłanki Sylwii Spurek. Choć obaj panowie mają jakieś doświadczenie zawodowe, pojawiły się uzasadnione pytania o kryteria ich wyboru.Czy naprawdę zabrakło w całej Polsce bardziej kompetentnych kandydatów – bez rodzinnych powiązań z politykami koalicji?
Symbolem nowych porządków stała się wspomniana afera w Totalizatorze Sportowym, ochrzczona przez media mianem „partyjnego desantu” na państwową spółkę. Gdy tylko opadł kurz wyborczy, do TS weszła grupa działaczy z nadania koalicji, często bez imponujących kompetencji, za to z odpowiednimi koneksjami. Premier Tusk musiał gasić polityczny pożar dymisjonując prezesa spółki, ale niesmak pozostał. Nawet niektórzy sprzyjający koalicji publicyści przyznawali, że „na razie oznak odpolitycznienia władz państwowych firm nie widać”, choć były one hucznie zapowiadane w kampanii. Dopiero pod koniec 2024 roku, pod wpływem serii wpadek kadrowych, Ministerstwo Aktywów Państwowych przystąpiło do opracowania zmian – w tym właśnie Kodeksu Dobrych Praktyk – by naprawiać ład korporacyjny w spółkach. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że jest to gaszenie pożaru, który samemu się roznieciło.
Co więcej, pojawiają się sygnały, że nawet wewnątrz samej koalicji trwa walka o wpływy i stanowiska, co kłóci się z hasłami profesjonalizmu. Głośnym echem odbiła się historia konfliktu w resorcie aktywów, kiedy w październiku 2024 zdymisjonowano wiceministra Roberta Kropiwnickiego (PO), który nadzorował spółki Skarbu Państwa. Jak ustalili dziennikarze, poszło o spór frakcyjny wokół obsady Orlenu – minister Balczun chciał dalszych czystek kadrowych w koncernie, podczas gdy Kropiwnicki bronił części „swoich” nominatów uznając ich za kompetentnych. Walka o stołki była na tyle zażarta, że z rady nadzorczej Orlenu ze skutkiem natychmiastowym zrezygnował ceniony prawnik Mikołaj Pietrzak – uważany za niezależnego eksperta wprowadzonego do składu przez nową władzę. Jego dymisję komentowano jako efekt zniechęcenia profesjonalisty politycznymi tarciami w spółce. Okazało się, że „odpolitycznianie” spółek poległo w starciu z partyjnym apetytem na wpływy, a nawet renomowani fachowcy nie chcą firmować takich gierek. Czy w tej sytuacji kodeks dobrych praktyk coś zmieni? Krytycy twierdzą, że dokument ten to bardziej próba ucywilizowania politycznego apetytu siecią procedur niż faktyczne odcięcie polityków od spółek.
Koalicja 13 grudnia lubi mówić o „podnoszeniu poprzeczki”, lecz na razie sama pod nią lawiruje. Z jednej strony ogłasza koniec „telefonów z gabinetów politycznych” do spółek, z drugiej – przykłady mnożą się, że telefony te nadal dzwonią, tylko może ciszej. Politycy obozu rządzącego zapewniają, że procedury naboru wyłaniają osoby z kompetencjami. Jednak gdy niemal każda nowa nominacja okazuje się osobą z partyjną rekomendacją, trudno obywatelom uwierzyć w czystość intencji.
Czy kodeks zatrzyma hipokryzję?
Wprowadzenie Kodeksu Dobrych Praktyk Nadzoru Właścicielskiego z pewnością jest krokiem we właściwym kierunku – na poziomie deklaracji. Zasady takie jak przejrzystość, kompetencje i neutralność polityczna brzmią jak fundament zdrowego zarządzania publicznym majątkiem. Pytanie jednak, czy dokument ten będzie czymś więcej niż alibi dla rządzących. Koalicja 13 grudnia wystawia sobie świadectwo intencji, ale prawdziwy egzamin dopiero nadejdzie. Jeśli kolejne miesiące nie przyniosą realnej zmiany praktyk, kodeks pozostanie tylko martwym zbiorem pobożnych życzeń.
Niestety, dotychczasowa praktyka rządu Tuska wskazuje, że partyjne interesy wciąż biorą górę nad dobrymi praktykami. Kodeks będzie skuteczny tylko wtedy, gdy jego postanowienia zaczną obowiązywać najpierw tych, którzy go uchwalili – ministrów i liderów koalicji. To oni muszą powstrzymać swoich nominatów przed traktowaniem spółek jak prywatnego folwarku.
Źródło: Ministerstwo Aktywów Państwowych, Rzeczpospolita, Portal TV Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Polecamy Ściśle Jawne
Wiadomości
Najnowsze
Bruksela odklejona od rzeczywistości. Europarlament przyjął cel klimatyczny rodem z kosmosu
Kodeks na sztandarach, nepotyzm w praktyce – jak koalicja 13 grudnia zarządza Spółkami Skarbu Państwa?
Bąkiewicz do górników Silesii: Polak w swoim domu musi być gospodarzem [SONDA]