PORUSZAJĄCE! Kamil Sipowicz szczerze o chorobie swojej żony. "Kora przeszła piekło, a ja z nią"
Kora odeszła 28 lipca 2018 roku po ciężkiej chorobie. Do końca otaczali ją bliscy: mąż, synowie z rodzinami, przyjaciele. Tysiące fanów pożegnało wokalistkę podczas jej ostatniej drogi.
Kamil Sipowiczpostanowił opowiedzieć w bardzo szczerym wywiadzie o tym, jak sobie radzi po śmierci ukochanej. Artysta zdradził także, jak wyglądały ostatnie chwile Kory.
- Przerzut na mózg to jest koszmar, którego nie zrozumie nikt, kto nie miał z tym do czynienia. Kora przeszła piekło, a ja z nią. Był moment, gdy mówiła, że jest bardzo szczęśliwa, że wręcz wstydzi się tego, że jak jest szczęśliwa. A potem zaczynała się jazda w przeciwnym kierunku. Kazała nam zmieniać dywany z pokoju do pokoju, przenosić łóżka. Krzyczała, że wszystko jest źle. Równo, nierówno, góra, dół. Była w niezwykłym stanie pobudzenia. Wszystko, co możesz sobie wyobrazić najgorszego, to było - zdradza Kamil Sipowicz w rozmowie z "Newsweekiem".
Mimo tych trudności mąż Kory nie zdecydował się oddać jej do hospicjum. Artystka skorzystała jednak z pomocy pielęgniarzy, którzy przyjeżdżali do niej do domu, podawali leki i byli na każde zawołanie.
- Przyszedł jednak moment, gdy zaczął się ból. Kora zaczęła strasznie krzyczeć. Nie mogłem się dodzwonić do hospicjum. Myślałem, że oszaleję. W końcu przyjechali, dali dożylnie relanium, bo jest skuteczniejsze od morfiny, odbarczyli, bo była zatruta moczem. W tej chorobie człowiek wszystkiego się uczy w biegu, na żywym, cierpiącym organizmie - wyznaje Kamil Sipowicz.
Najnowsze
Instytutu Myśli Schumana potępia bezprawne wkroczenie policji do mieszkania Tomasza Sakiewicza
Na zagraniczne wakacje latamy na potęgę. Szykuje się kolejny wzrost sprzedaży
TE kraje dały Polsce 12 punktów! Historyczna punktacja jury dla Polski